17.11.2007, 14:24:37
Czyżby następny człowiek honoru?
Fajna grafika znaleziona w Internecie
Czy czeka nas namaszczenie przez Michnika następnego człowieka honoru? Wiele na to wskazuje, miłość między tymi środowiskami rozkwita.

Fajna grafika znaleziona w Internecie
Czy czeka nas namaszczenie przez Michnika następnego człowieka honoru? Wiele na to wskazuje, miłość między tymi środowiskami rozkwita.

Szacuje się, że nawet 2/3 sprzedawanych na świecie dywanów jest robionych przez dzieci. Eksport dywanów produkowanych w fabrykach wykorzystujących dzieci do niewolniczej pracy jest znaczącą częścią dochodu narodowego Pakistanu. Fabryki są chronione przez mafie współpracujące z rządem. Zyski pozwalają Pakistanowi m.in. na kontynuowanie programu nuklearnego, co z kolei pozwala temu państwu na utrzymanie znaczącej pozycji na arenie międzynarodowej oraz kontynuowanie strategii wzajemnego odstraszania w konflikcie z Indiami. Wielka historia i polityka nabiera zawsze innego wymiaru, gdy spojrzy się na nią przez pryzmat losów konkretnego człowieka, zapraszam zatem do poznania losów małego Iqbala Masiha.
Iqbal Masih urodził się w rodzinie biednych chłopów w pendżabskiej wiosce nieopodal Lahore. Gdy miał cztery lata, jego rodzice w zamian za pożyczkę - zwaną w Pakistanie peszgi - oddali go do niewolniczej pracy. Wysokość pożyczki stanowiła równowartość 12 $. Iqbal trafił do manufaktury dywanów. Wszystko, co zarobił, szło na poczet zaciągniętego długu. Pracował bez wytchnienia kilkanaście godzin dziennie. Za pomylenie ściegu lub zbyt wolną pracę przykuwano go łańcuchami do krosien. Ranił sobie palce szorstką przędzą, godzinami wdychał wełniany pył. Pracodawca całkowicie kontrolował los chłopca, który musiał przychodzić do tkalni, nawet gdy był chory.
Iqbal zbuntował się jednak i w wieku 11 lat uciekł od swego właściciela. Zaopiekował się nim Front Wyzwolenia od Niewolniczej Pracy (BLLF, Bonded Labour Liberation Front). Chłopiec rozpoczął naukę w jednej ze szkół założonych przez Front (hasło BLLF to walka z niewolnictwem przez edukację) i jednocześnie pomagał przywódcy Frontu Eshanowi Ullahowi Khanowi uwalniać dzieci z tkalni, cegielni i innych miejsc niewolniczej pracy. Dzięki pomocy Iqbala, który zakradał się do manufaktur, rozmawiał z uwięzionym pracownikami i przekazywał na zewnątrz informacje o nich, tysiące maluchów mogły powrócić do swych rodzin, do szkół i zabaw. Chłopiec stał się słynny Przemawiał na wiecach, jeździł po całym Pakistanie. Jesienią 1994 r. wyjechał na Zachód, gdzie opowiadał o swoich tragicznych doświadczeniach. W Bostonie odebrał nagrodę Reebok Youth in Action Award, którą ta firma co roku przyznaje dzieciom działającym na rzecz innych dzieci.
Już przed podróżą przedstawiciele potężnej mafii dywanowej grozili, że zabiją Iqbala i jego rodzinę. Tymczasem światowe media obiegły zdjęcia Iqbala na amerykańskich salonach, jego historię poznały mieszczuchy z zachodnich miast - potencjalni odbiorcy wytwarzanych w pakistańskich manufakturach dywanów. W kwietniu 1995 r. w czasie świąt wielkanocnych chłopiec pojechał do krewnych. (Był katolikiem. Katolicy należą do najniższych warstw społeczeństwa Pakistanu). Gdy wraz z kuzynami wybrał się na wycieczkę rowerową, zamordowali go nieznani sprawcy, wystrzeliwując do niego 120 kul.
[Żródło: Gazeta.pl, Kupujemy pot i krew, zdjęcie: Wikipedia English]
Nie należę do ludzi naiwnych, którzy uważają, że świat uda się łatwo zmienić. Wręcz nie popieram podejrzanych lewackich ruchów pacyfistycznych i ekologicznych, które nierzadko są wspierane i kontrolowane przez rosyjski wywiad, a jedyne co potrafią to robienie hałasu w sprawach trzeciorzędnych. Doceniam za to wolontariuszy, którzy jeżdżą w niebezpieczne regiony świata, gdzie na miejscu na miarę możliwości pomagają najbardziej skrzywdzonym ludziom i informują świat o ich losie. Tak jak np. działacze monitorujący poniżenia i agresję, jakiej na co dzień doznają Palestyńczycy ze strony Żydów na tzw. terytoriach okupowanych. Nie wzruszają mnie żebrzący na ulicach i w tramwajach Rumuni stanowiący część mafii, której nie chciałbym widzieć w Polsce. Jednak opowiedziana wyżej historia robi na mnie dojmujące wrażenie. Rozpierając się w fotelu przed telewizorem, włączając MTV i sięgając jedną ręką po piwo a drugą po czipsy, czuję, że coś w głębi duszy mnie uwiera. Włączając niedawno zmodernizowany komputer i rozkoszując się cichą pracą podzespołów oraz niemal natychmiastowym ładowaniem stron po superszybkim łączu - to samo. Uważamy nasz kraj za biedny, uważamy, że zasługujemy na więcej, patrzymy pożądliwie na domy i samochody będące częścią codziennego życia naszych zachodnich sąsiadów - i słusznie. Obawiam się jednak - idącego wraz z bogactwem i całą wyrafinowaną konsumpcją, której w jej nadmiarze i przepychu nie sposób przetrawić - utracenia przez nas tego, co jest i powinno być nieodłączną cechą człowieka, czyli wrażliwości na ludzką krzywdę.
Pakistańska mafia dywanowa nie pozwoliła na wykrycie morderców Iqbala. Jednak jego śmierć sprawiła, że o niewolniczej pracy dzieci w manufakturach dywanów zrobiło się głośno. Dla BLLF zaczęła napływać pomoc z całego świata, a eksport pakistańskich dywanów zaczął spadać. Na to Pakistan nie mógł sobie pozwolić. Posłuszne media zaczęły oczerniać Front i jego przywódców (oskarżono ich np. o wykorzystywanie seksualne dzieci pozostających pod ich opieką). Tajne służby zaczęły urządzać rewizje, niszczyć samochody, sprzęt biurowy, zastraszać pracowników wielogodzinnymi przesłuchaniami, zaczęły się aresztowania. Działalność BLLF została praktycznie sparaliżowana. W bogatych krajach działa godny uznania ruch Fairtrade, który zaleca kupowanie tylko towarów z odpowiednim logo, co ma dać gwarancję, że zostały wyprodukowane przez ludzi dorosłych za godziwą zapłatę (chodzi głównie o produkty pochodzące z krajów Trzeciego Świata, takie jak kawa, herbata, ubrania, artykuły sportowe i właśnie dywany). Jednak w pogoni za obniżką kosztów nawet firmy z certyfikatami nie dotrzymują standardów i zdarza się, że po latach zostają przyłapane na korzystaniu z usług manufaktur zatrudniających dzieci.
Ostatnio w mediach rozgorzała nagonka na PiS oraz na Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Myślałem, że gdy pieszczoch mediów już wygrał wybory, to dadzą sobie spokój z tym ciągłym antypisowskim szczekaniem i praniem mózgu widzów, radiosłuchaczy, czytelników wszelakich mediów. Jaki byłem naiwny! Najtrudniej jednak pogodzić się z tym, że tak wielu ludzi tak łatwo psychotechniczne zagrania antypisowskiej propagandy kupuje. Ale po kolei.
Problem polega na tym, że totalitarny system, który ludziom prał mózgi przemocą, okazał się średnio skuteczny (z pewnymi wyjątkami o dobrej skuteczności jak np. ZSRR, Korea Pn.), bo ludzie odruchowo dystansowali się od narzucanej siłą propagandy. Dzisiaj propaganda jest podawana w miłym opakowaniu i usilnie stara się przyjmować pozę niezależności - o czym za chwilę. Miłe opakowanie to np. Kuba Wojewódzki, który np. ku uciesze gawiedzi swój stosunek do rządu PiS-u demonstruje za pomocą planszy z gołą dupą. Dla tylko nieco bardziej wyrafinowanej publiczności jest opakowanie w formie miłych starszych panów: Grzegorza Miecugowa i Tomasza Sianeckiego, których program "Szkło kontaktowe" nazwany jest Radiem Maryja dla wykształciuchów. W przypadku tego programu mamy do czynienia ze swoistym fenomenem - interakcja z widzami polega na wyświetlaniu sms-ów w większości nader infantylnych oraz rozmowach telefonicznych na antenie, w których w większości widzowie prezentują absurdalnie wysoki poziom nienawiści do PiS-u. Redaktorzy prowadzący traktują to wszystko ciepło i ze zrozumieniem, dodając ochoczo własne trzy grosze, z rzadka okazując fałszywą, czysto deklaratywną bezstronność. To ostatnie częściej i z pewną dozą szczerości zdarza się Tomaszowi Sianeckiemu, któremu widocznie pozostały resztki przyzwoitości. Fenomen polega na tym, że program tak jawnie stronniczy i wypełniony taką ilością żółci skierowanej do przeciwników politycznych jest traktowany przez swoich wyznawców, owych wykształciuchów jako szczytowa forma intelektualnego wyrafinowania i wysokiej klasy.
Media celem zapewnienia swoim odbiorcom należytego poziomu wiedzy powołują się często na tzw. niezależnych ekspertów. Taki ekspert to może być np. prawnik, który z dwóch przypadków wykorzystania nieścisłości w kiepskiej Konstytucji III RP reprezentowanych przez PO i PiS "bezstronnie" wykaże, iż PO postąpiła zgodnie z Konstytucją, a PiS - sprzecznie. Dalej mamy poczet ekspertów-politologów, którzy zawsze stwierdzą, że incydent z pijanym Kwaśniewskim nie zaszkodzi zbytnio postkomunistom, ale najmniejsza wpadka polityka PiS, to już totalna kompromitacja, rozpad PiS-u i wymazanie znienawidzonych Kaczorów z historii. W kampanii wyborczej mieliśmy też często do czynienia z tzw. ekspertami od wizerunku politycznego, którzy - oczywiście "bezstronnie", ale za to z mocą naukowego autorytetu - pouczali widzów, który spot czy billboard ma im się podobać, a który - nie. Na moim skromnym blogu nie raz zwracałem uwagę na te paradoksy "bezstronności", niestety nawet mówiąc rzeczy oczywiste i łatwo zauważalne gołym okiem, jest się narażonym na posądzenie o paranoję czy epitet oszołoma - zwłaszcza, jeśli zwróci się uwagę, że cała propaganda jest sterowana przez ośrodek towarzysko biznesowy zwany umownie salonem, w którym przewodnikiem jest Adam Michnik. Ten sam Michnik, który w swoim szmatławcu czyli "Gazecie Wyborczej" napisał tuż przed wyborami 15.10.07: "Teraz nadszedł moment, by odzyskać Polskę". Nie życzyłem mu tego, ale niestety stało się - odzyskał. Nie chcę być złym prorokiem, ale wiele wskazuje na to, że odzyskał na dobre. Błędy III RP, które od 1989 po 16 tak dobrych dla elit latach (choć dla społeczeństwa znacznie gorszych) doprowadziły do nieznacznego i bardzo chwiejnego - ale jednak - zwycięstwa sił patriotycznych w 2005, zapewne zostaną przeanalizowane, aby ich nie powtórzyć. Szykują się cztery lata salonowych rządów, w trakcie których - co widać już u samego początku - opinia publiczna będzie nadal urabiana z pełną mocą ciężkiej artylerii - TVN, Polsat, stacje radiowe, "Gazeta Wyborcza", "Dziennik", "Polska" a wkrótce zapewne i media publiczne. Utracone po raz pierwszy wpływy systemowe w strukturach państwa - czyli efekt rozwiązania WSI i utworzenia CBA - mogą zostać przywrócone i - być może - jeszcze lepiej zabezpieczone. Tego, co tu napisałem, nie widać jednak na pierwszy rzut oka, wymaga to uważnej obserwacji życia publicznego na przestrzeni wielu lat. Wiem to dobrze, bo - wstyd to przyznać - sam przez jakiś czas łapałem się na lep "Gazety Wyborczej" (tym bardziej, że przez długi czas na rynku prasowym nie było alternatywy). Jak wspomniałem wcześniej, stronniczość salonowych ekspertów wspierających się naukowym żargonem była wręcz bezczelna, ale mimo to byli oni zawsze podpisani jako niezależni eksperci czy komentatorzy - są to typowe, wręcz banalne i stosowane nagminnie psychotechniki. Sama znajomość mechanizmów już znacząco zmniejsza ich siłę oddziaływania. Mała to dla mnie satysfakcja, gdy przekonuję się, iż nie myliłem się, gdy teraz pojawiają się gdzieniegdzie informacje, iż ten i ów "niezależny ekspert" zapraszany do różnych mediów faktycznie był człowiekiem pracującym na zlecenie PO. Media ze zrozumiałych przyczyn nie są zainteresowane robieniem z tego afery. Aktualnie tematem nr 1 jest przecież opluwanie Prezydenta, którego trzeba jak najbardziej zneutralizować, aby nie przeszkadzał w odzyskiwaniu wpływów. I tak "niezależny ekspert" prawny prof. Michał Kulesza wykonuje ekspertyzy prawne na zlecenie PO i jest doradcą tej partii. Adam Łaszyn, "niezależny ekspert" od wizerunku medialnego, prezes agencji medialnej - jak się okazuje - współpracuje z PO już od 2005, ma kontrakty z tą partią na szkolenia medialne. Oto jeden z jego komentarzy: "Co do debaty Tusk–Kaczyński nie było żadnych wątpliwości. Kaczyński sromotnie poległ i zobaczyli to wszyscy Polacy. Tusk pokazał największą charyzmę." Szkoda, że nie powiedział wprost, że zachwala jakość własnych usług, gdyż to on przygotowywał Tuska do debaty. Czyżby wstydził się swoich interesów? Raczej chce mieć ciastko (lukratywne kontrakty) i zjeść ciastko (niezależny ekspert). Żerując na mocy medialnego salonu, w którym żadna krytyka nie przebije się szerzej oraz na naiwności i - w gruncie rzeczy - bezbronności odbiorców, którzy nie mają czasu i możliwości analizować dogłębnie wszystkich aspektów, wszystkie te cwaniaczki niemożliwe mogą uczynić możliwym.
01.11.07 w Columbus, Ohio, USA zmarł w wieku 92 lat emerytowany pułkownik Paul Tibbets, pilot i dowódca amerykańskiego bombowca B-29 Superfortress nazwanego Enola Gay, który 06.08.45 o 08:15 zrzucił bombę atomową na Hiroszimę, w Japonii, pierwszą w historii bombę atomową użytą na wojnie. Wybuch 5-tonowej bomby (siła 15 kt trotylu), którą nazwano Little Boy, zabił około 100 000 ludzi, Hiroszima została doszczętnie zniszczona. W trzy dni później amerykańskie siły powietrzne zrzuciły drugą bombę atomową na Nagasaki, śmierć poniosło tam 75 tysięcy ludzi. 10.08.45 cesarz Hirohito, wstrząśnięty losem mieszkańców, nie zważając na tradycję, rozkazał zaakceptowanie żądania Amerykanów czyli bezwarunkowej kapitulacji. 15.08.45 cesarz wygłosił orędzie, w którym ogłosił o zawieszeniu broni. 02.09.45 akt bezwarunkowej kapitulacji Japonii został podpisany na pokładzie pancernika USS "Missouri"
Paul Tibbets zawsze powtarzał, że nie ma wyrzutów sumienia z powodu zrzucenia bomby. Jak mówił, bardzo przeżywał fakt, że zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ale uważał swoją misję w 1945 r. za patriotyczny obowiązek, który należało wykonać. Dementował pogłoski, że popadł w alkoholizm, zwariował, albo popełnił samobójstwo. W jednym z wywiadów stwierdził, że "śpi w nocy spokojnie". Przed śmiercią polecił, aby nie organizować mu uroczystego pogrzebu, a na grobie nie stawiać kamienia nagrobnego. Jak powiedział, nie chciał, żeby stał on się miejscem protestów przeciwników broni atomowej.
Dyskusja o moralnym usprawiedliwieniu zrzucenia bomby atomowej co jakiś czas powraca w USA. Moim zdaniem postawa wojującego pacyfisty epatującego wysokością strat i cierpieniem ofiar nieuchronnie odbiera rozsądek i zdolność szerszego, obiektywnego spojrzenia na sprawę. Zacznijmy od tego, że łączne straty Japonii w czasie II wojny światowej wyniosły 1300 tys. żołnierzy i 900 tys. cywili. Amerykańskie straty w wojnie z Japonią to 280 tys. żołnierzy. Sprawa, o której często zapomina się w ogniu dyskusji skierowanej przeciwko broni atomowej, to naloty dywanowe stosowane od początku II wojny światowej przeciwko miastom i powodujące straty o skali podobnej do ówczesnych bomb atomowych i również równające miasta z ziemią. Najsłynniejsze naloty dywanowe to w nocy 13/14.02.45 na Drezno - 1370 bombowców, 30 tys. ofiar oraz w nocy 09/10.03.45 na Tokio - 279 B-29 Superfortress, 120 tys. ofiar. W wymienionych nalotach stosowano bomby zapalające wywołujące tzw. burzę ogniową czyli zjawisko wysysające tlen z całej okolicy. W takim nalocie ludzie, którzy nie zginą bezpośrednio od płomieni, giną w wyniku uduszenia - tak było w przypadku 70% ofiar nalotu na Drezno. Jak widać, w kontekście innych działań wojennych i ich skutków trudno jakoś szczególnie oburzać się na użycie bomb atomowych. Decyzja o użyciu tej broni spoczywa na barkach ówczesnego prezydenta USA, Harry'ego Trumana. Przy jej podjęciu wzięto pod uwagę szacunkowe straty w przypadku desantu na wyspy Japońskie, na których spodziewany był fanatyczny i desperacki opór wszystkich Japończyków, którzy do tego byli już przygotowywani. Szacowano, że zginęłoby kilkaset tysięcy żołnierzy amerykańskich i tyleż japońskich cywilów. Tak czy inaczej po Hiroszimie cały świat był zaszokowany mocą nowej broni - jeden samolot, jedna bomba i całe miasto zniszczone. W przeciwieństwie do uranowej bomby zrzuconej na Hiroshimę bomba Fat Man, która spadła na Nagasaki, była wykonana z plutonu. Jednym z celów bombardowania było porównanie skutków niszczących obu typów bomb.
B-29 Enola Gay, National Air and Space Museum, Północna Virginia

Pułkownik Paul Tibbets, dowódca B-29 Superfortress "Enola Gay", który zrzucił bombę atomową na Hiroszimę na tle historycznego samolotu

Hiroshima i Nagasaki, miasta, na które w 1945 r. zrzucono pierwsze bomby atomowe
![]()
Grzyb atomowy po wybuchu bomby atomowej nad Hiroszimą 06.08.45

Grzyb atomowy po wybuchu bomby atomowej nad Nagasaki 09.08.45

Zostało mi jeszcze kilka tematów i zaległych materiałów z bieżącej polityki, w którą ostatnio zaangażowałem się, które chciałbym jeszcze opublikować, a potem zobaczymy. Wstępnie planuję mniej wpisów o bieżącej polityce wewnętrznej oraz powrót do tematyki futurologicznej, połączenie hi-tech z globalizacją i innymi trendami społeczno-politycznymi oraz co z tego może wyniknąć. Na takie tematy mam sporo przemyśleń. Teraz chciałbym napisać, że PiS jest najlepszą siłą polityczną na miarę dzisiejszej Polski i wierzę, że skoro niemożliwe jest dalsze pełnienie misji rządzenia Polską, to PiS wykona swoje obecne zadania związane z rolą partii opozycyjnej najlepiej, jak będzie to możliwe. Nie będzie porównania z destrukcyjną, arogancką, wiecznie obrażoną na PiS i obrażającą swoich przeciwników Platformą Obywatelską Donalda Tuska. PiS będzie m.in. kontrolować poczynania partii rządzącej, a już pierwsze dni po zwycięstwie wyborczym PO wskazują na to, że będzie co kontrolować.
Chciałbym jednak, żeby było zupełnie jasne, iż życzyłbym sobie, nam wszystkim a przede wszystkim Polsce, którą kocham (nie wstydzę się tego napisać), aby wyniki rządów Platformy były dla naszego kraju jak najlepsze. Inna sprawa, że mam uzasadnione przesłanki, aby w spełnienie tych życzeń nie wierzyć. Jednak podkreślam jeszcze raz, że chciałbym się mylić w tej sprawie. Myślę, że zwolennicy PiS różnią się w tym od niemałej części zwolenników PO. Szczególnie mam tu na myśli tych zajadłych tzw. antykaczystów, którzy są skłonni dopuścić się manipulacji, czy nawet podłości, aby tylko dokopać swoim politycznym wrogom. Potrafią drwić z nazwiska czy powierzchowności osób, ale to jeszcze nic.
"Życzę jak najgorzej! (...) Dziś dzień zaprzysiężenia rządu Jarosława Kaczyńskiego. Poseł Cymański w telewizji wybrzydzał na polityka SLD, że nie zdobył się na dobre życzenia dla nowego premiera i jego ekipy. Ja się zdobędę. Moim jedynym dobrym życzeniem byłoby, żeby Kaczyńskiego Duch Święty nawiedził i wyleczył z obsesji i jeszcze gorszych przypadłości. Wszystkie inne moje życzenia są złe i nie zamierzam ich ukrywać. Wiem co będzie robił. Życzę porażek na wszystkich frontach, bo każde zwycięstwo tego Układu to porażka Polski i zagrożenie dla wolności. Życzę także porażek gospodarczych, choć za to płacą ludzie. Ale tylko one mogą wstrząsnąć bazą wyborczą tej wstecznej władzy i uniemożliwić dalsze hodowanie Chwasta zwanego IV RP. (...) Poza nawiedzeniem przez Ducha Świętego, wszystkiego złego Panie Premierze." To są życzenia złożone 14.07.06 z okazji zaprzysiężenia rządu Jarosława Kaczyńskiego na blogu Waldemara Kuczyńskiego, warto zapamiętać te życzenia i nazwisko tego, co Polsce życzy jak najgorzej. Ten były polityk związany ze środowiskiem UW/PD oraz Adama Michnika, obecnie publikujący w GW zachował się jak ostatni padalec. Po pierwszych krytycznych komentarzach i protestach, Kuczyński skasował ten skandaliczny wpis i zamieścił coś w rodzaju sprostowania, ale wpis rozszedł się już w cytatach na innych blogach. Szeroko przedstawił sprawę na swoim blogu m.in. Galba. Jednak salon nie spał zbyt długo i szybko ruszył Kuczyńskiemu z odsieczą. Odzyskawszy pewność siebie Kuczyński zaatakował protestujących przeciwko tym "życzeniom" nazywając ich "PiSowskimi klonami". Sam Galba został posądzony o antysemityzm (sic!) i od tego czasu był wielokrotnie atakowany przez salon. Jednym z ciekawszych incydentów było nazwanie go przez Kuczyńskiego (chyba w akcie zemsty) "półpsychopatycznym narwańcem" 10.10.07 w programie radia Tok FM, czym Kuczyński przebił nawet dziennikarzy tego radia należącego przecież do Agory.
Ludzie salonu, czyli tego pokroju co pan Kuczyński, na skutek zwycięstwa PO dostali wiatr w żagle i tym bardziej będą teraz swoimi podłymi metodami niszczyć przeciwników politycznych. Dobrym przykładem jest dwoje dziennikarzy z antysalonowej "Gazety Polskiej", wobec których właśnie zapadła decyzja sądu, zgodnie z którą mają być 13.12.07 prewencyjnie aresztowani na 48 h (to nie jest ponury żart!). Co za zbieżność - tylko zwyciężyła PO, a od razu dawne męty odzyskują wszędzie swoje wpływy, ludzie dawnego systemu po prostu przez 2 lata zbytnio się nie wychylali, ale przecież nie zniknęli. I jeszcze ta symboliczna data 13.12. A naiwni dawali się nabrać, że to PiS był rzekomo przeciwko wolności słowa lub też demokracji. Innym przykładem chamskich ataków na przeciwników politycznych jest medialna szopka urządzana wokół Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego, prawdopodobnie tylko dlatego, że tak bardzo im nie pasuje ten najlepszy z polskich prezydentów po 1989 r. O Wojciechu Jaruzelskim szkoda mówić, był to czołowy przedstawiciel znienawidzonej dyktatury PRL, służalczy w stosunku do Moskwy. Lech Wałęsa to prymityw i prawdopodobnie agent SB - TW "Bolek". Być może szantażowany swoją mroczną przeszłością działał później wbrew polskim interesom, a jego kapciowy Mieczysław Wachowski to typ, od którego z daleka czuć agentem, prawdopodobnie był oddelegowany do pilnowania Wałęsy, który sam był za głupi, żeby sprawować taką funkcję bez instrukcji. Dzisiaj Wałęsa gra rolę salonowego pieska - salon w nagrodę za służbę przeciwko PiS-owi przestał go gnębić, a nawet namaścił na autorytet. Następny prezydent Aleksander Kwaśniewski ostatnio sam najlepiej wystawił świadectwo o sobie licznymi kompromitacjami oraz żałosnymi krętactwami, których nie dało się już dyskretnie przemilczeć tak jak za jego prezydentury.
Otóż urządza się medialną szopkę przeciwko Prezydentowi Polski, który bez najmniejszych zakłóceń i problemów wykonuje wszystkie konstytucyjne funkcje. Ciągłe drwiny liderów PO z braci Kaczyńskich i ich rzekomych problemów emocjonalnych, spot, w którym oligarcha dzwoni do "Leszka" i pomiata nim rzucając przy tym słowami na k... - to zdaniem salonu atmosfera, w której Prezydent ma jakby nigdy nic uprzejmie i z honorami odnosić się do lidera PO Donalda Tuska. Moim zdaniem Jarosław Kaczyński niepotrzebnie powiedział o należnych w tej sytuacji Prezydentowi przeprosinach, te słowa zupełnie nie nadawały się, aby je kierować do ludzi tak pozbawionych klasy jak liderzy PO i służące im salonowe media. Stało się to dla nich wyłącznie materiałem do dalszych drwin, traktowania prezydenta jak jakiegoś chłopczyka, który rzekomo obraża się na kogoś czy na wynik wyborów. W końcu Tusk łaskawie wystosował takie oto przeprosiny: "Jeśli panu Prezydentowi do nawiązania współpracy ze mną i z partią, która wygrała wybory, potrzebne jest słowo "przepraszam", mówię: przepraszam." Te słowa Tuska są dla każdego człowieka o elementarnej wyobraźni i wyczuciu zaprzeczeniem wszystkiego, co kryje się za ideą przeprosin. Donald Tusk tylko potwierdził to, co było już widać w debatach przedwyborczych - iż jest zwykłym chamem i burakiem. Lepiej by już nie przepraszał i współpracował z Prezydentem na normalnych konstytucyjnych zasadach. Jeśli intencją wezwania przez PiS Tuska do przeprosin było polepszenie atmosfery przed dalszą współpracą między ośrodkiem prezydenckim a rządowym, to Tusk jedynie do końca tę atmosferę zepsuł. Zrobił to świadomie, licząc zapewne, że takie postępowanie spodoba się jego elektoratowi, czyli ludziom, w dużej części młodym i naładowanym antykaczyzmem tak usilnie i skutecznie propagowanym przez media. Mogę powiedzieć, że gdyby w stosunku do Prezydenta RP tak zachował się polityk, którego ja popieram, czułbym zażenowanie i wstyd. Tuskowi woda sodowa uderzyła do głowy i nie bierze pod uwagę, że takim postępowaniem, takimi słowami skierowanymi do Prezydenta RP pluje w twarz kilku milionom Polaków, którzy PiS i Lecha Kaczyńskiego popierają mimo przegranych wyborów. Gdy poparcie zacznie PO jako partii rządzącej topnieć, może tego pożałować.
Platforma Obywatelska często odwoływała się do społeczeństwa obywatelskiego. Chętnie też korzystała z poparcia społeczności internetowej, w której reprezentowani są przede wszystkim młodzi i najmłodsi Polacy, a zatem w naturalny sposób społeczność ta odzwierciedlała wyższe poparcie dla PO w tej grupie wiekowej. Ten młody "internetowy" elektorat był elektoratem typowo antypisowskim, scalonym głównie przez dowcipy o Kaczorach, ale ideowo rozrzuconym od prawicowego liberalizmu typu JKM do tęczowej lewicy à la Biedroń. Właśnie ten elektorat może też najszybciej rozczarować się do PO. Teraz PO odczuje społeczną kontrolę swoich działań i to właśnie dzięki Internetowi. Mam nadzieję, że nie da się tego medium zbyt szybko zakneblować. Taki czarny scenariusz przewiduje w swoich wypowiedziach np. Janusz Korwin-Mikke, ale ja myślę, że nie nastąpi to zbyt szybko (najlepiej gdyby nie nastąpiło nigdy). Już pojawiło się w sieci kilku blogerów, którzy zapowiadają staranną kontrolę poczynań PO. To może wydawać się słabą siłą, ale o niektórych niepokornych blogerach pisały już mainstreamowe media. Ze względu na wspomniane przeze mnie we wstępie zmniejszenie mojego zaangażowania w bieżące sprawy, na koniec wymienię kilka już sprawdzonych lub dobrze zapowiadających się blogów piszących krytycznie o PO. Sam zapewne będę z nich korzystał, a gdy będę miał coś sensownego do dodania, to będę udzielał się tam również w komentarzach. Celowo pomijam tu blogi polityków czy znanych dziennikarzy. W tym wpisie chciałbym skupić się jedynie na typowej społeczności internetowej
Prawicowy.jogger.pl
Projekt, który jest mi bliski ze względu na uczestniczącą w nim prawicową część społeczności Joggera, do której sam się zaliczam. W krótkim czasie od powstania można powiedzieć o sukcesie, którego najlepszą miarą jest 110 wpisów w ciągu niespełna 2 miesięcy. A są to wpisy ciekawe, treściwe i poruszające - o czym świadczą często pojawiające się pod nimi długie dyskusje. Obok wpisów dotyczących prawicowych idei są sprawy bieżące, więc i krytyki PO nie zabraknie.
Prawy Prosty
Jeden z bardziej znanych prawicowych blogów prowadzony przez Galbę. Teksty kontrowersyjne, niepokorne, także celne, ironiczne spojrzenie. Często wpisy mają wartość źródłową - omawiają sprawy wcześniej nigdzie niepublikowane. To właśnie Galba stał się wrogiem publicznym salonu przez dokładne opisanie sprawy Waldemara Kuczyńskiego życzącego Polsce jak najgorzej. Ponieważ manipulacje medialne to już mój konik, nie powstrzymam się przed poleceniem jednego konkretnego wpisu Galby, który pokazuje jak salon perfidnie próbuje niszczyć niewygodnych ludzi: Historia pewnego kłamstwa (ten wpis jest we wcześniejszej części opisywanego bloga prowadzonej pod innym adresem).
Kataryna
Kolejny prawicowy blog należący do najbardziej znanych i komentowanych. Długie pogłębione analizy ważnych dla Polski spraw, analizy jakich próżno byłoby szukać w oficjalnych mediach, gdzie wszak za taką pracę dziennikarzom płacą (przynajmniej teoretycznie, bo w praktyce oficjalne media jak wiadomo promują każdą bzdurę byle była ona przeciwko PiS-owi).
Prawda o Platformie
Ten blog jest w całości poświęcony archiwizacji wszelkich materiałów prasowych, które prezentują inne od oficjalnego oblicze Platformy Obywatelskiej RP. Prawdziwe oblicze! - To chyba pierwszy blog poświęcony typowo kontrolowaniu PO, powstał już w maju 2007. Swoje statutowe zadanie wykonuje bardzo dokładnie, precyzyjnie.
Bufetowa Watch
Polityka w Warszawie, czyli władze lokalne i prezydentura Hanny Gronkiewicz-Waltz pod lupą. - To chyba pierwszy szerzej znany w Polsce blog typu 'watch', czyli internetowy obserwator czy kontroler jakieś władzy (nazwa i charakter bloga jest analogią do angielskiego BlairWatch), a przy tym bardzo aktywny - 500 wpisów w ciągu 9 miesięcy. Blog powstał tuż po wyborze Hanny Gronkiewicz-Waltz na prezydenta Warszawy i od tamtego czasu tak skutecznie patrzy HGW na ręce, że był już opisywany w mainstreamowych mediach, a autor miał z jego powodu nieprzyjemności. Została podana wiadomość, że ratusz wszczął dochodzenie w sprawie tego bloga. Autor: Nie jest to moim zdaniem tylko proste wklejanie fragmentów z artykułów, choć oczywiście znajduje się tu dużo takich wpisów w ramach codziennego przeglądu prasy (z zachowaniem wymogów cytowania). Niektóre sprawy uważałem za istotne i starałem się dotrzeć do większej ilości informacji w tych tematach np. wysyłając zapytania do Ratusza czy ostatnio przygotowując wnioski o dostęp do informacji publicznej. (...) Tytuł bloga sprawia najwięcej problemów. Często spotykam się z podejściem, że wiele osób z założenia dyskwalifikuje BW ze względu na użycie niezbyt miłego przezwiska Pani Prezydent. Staram się tłumaczyć, że nie ocenia się książki po okładce, ale trudno zaprzeczyć, że jest w tym trochę złośliwości zaraz po przegranych wyborach 2006. No cóż będę to musiał to jakoś znieść i pogodzić się z tym, że wiele osób nigdy BW nie odwiedzi.
Tusk Watch
Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię. - Wykonanie eleganckie, początkowe wpisy zachęcające. Na razie wpisy są raczej krótkie. O tym nowym blogu wspomniała "Rzeczpospolita" 30.10.
Porażka Obywatelska
Platforma Obywatelska krytycznym okiem. Blog powstał 22.10.2007 r., czyli dzień po zwycięstwie PO w wyborach parlamentarnych. Celem jest baczne przyglądanie się Platformie i jej działaniom przez cały okres rządów. - Wykonanie estetyczne. Wpisy obszerne, są to staranne opracowania z powołaniem na źródła. O tym nowym blogu wspomniała "Rzeczpospolita" 30.10.
Irlandia za 2 lata
Dość staranne wykonie, choć nawigacja w tym projekcie wymaga jeszcze poprawienia. Wpisy ilustrowane, z dużą dawką ironii, ale na wyższym poziomie niż prymitywne dowcipy spod znaku SpieprzajDziadu.com (żałosną kondycję intelektualną przeciwników politycznych pokazuje choćby dział 'Baza linków' tego sztandarowego serwisu antykaczystów, proszę zwrócić uwagę np. na ostatni link).
Czekając na cud
Zarówno krótkie wpisy jak i obszerne opracowania z różnych internetowych źródeł. Zaczynając od pierwszego dnia po wyborach 22.10 blog bacznie przygląda się różnym podejrzanym działaniom PO i generowanym przez tę partię aferom, których niestety nie brakuje jeszcze przed przejęciem władzy. Co będzie potem?
Nie będzie Irlandii, chcemy Polskę!!!
Bardzo prosty graficznie, ale zawiera obszerne wpisy, poszczególne wpisy zawierają dużo treści o charakterze różnych podsumowań. Rozpoczęty 24.10, zobaczymy, co będzie dalej.
Pojawiło się ostatnio więcej różnych blogów typu anty-PO, ale pozostałe są raczej proste i wtórne, a w najlepszym wypadku wymagają jeszcze pewnego czasu obserwacji w celu sprawdzenia, czy rozwiną się w jakieś ciekawe projekty - to będzie zależeć od zaangażowania i rzetelności ich autorów. Jeśli coś nadzwyczaj ciekawego w tej dziedzinie jeszcze się pojawi, to możliwe iż w przyszłości niniejszy wpis zostanie uzupełniony o stosowny aneks.
kwantowekrajobrazy is proudly powered by Jogger | RSS | Design by Ian Main, ported by Patryk Zawadzki.