Kwantowe krajobrazy

14.05.2007, 05:49:52

Kwantowy patriotyzm

Wpis na 0. poziomie w kategorii Informatyzacja.Polityka.

Może się wydawać, że rozmaitym technokratom, miłośnikom e-gadżetów, hackerom itp. zupełnie nie zależy na tradycyjnych wartościach - pisząc "tradycyjne wartości" - mam na myśli zwłaszcza uczucie przywiązania do swojego kraju i narodu zwane czasem patriotyzmem. Wielu z nas żyje już myślami na futurystycznej Ziemi, w której jest jeden rząd światowy a konflikty interesów dotyczą wielkich korporacji, które używają swojej siły, aby wpływać na politykę. Dla przykładu w znanym filmie pt. "Piąty element" ludzkość znajduje się na etapie początkowych kontaktów z obcymi - dochodzi zarówno do konfliktów jak i sojuszy z poszczególnymi rasami, przy czym stronę całej ludzkości reprezentuje tylko i wyłącznie prezydent USA :) - surowy, a w istocie dobroduszny Murzyn. Perspektywa takiej jedności jest kusząca, ale - niestety - czasem trzeba zejść na ziemię. Dziś nie ma już żadnych wątpliwości, że głoszony tak niedawno "koniec historii" nie nastąpił. Konflikty między społecznościami są i będą a jednoczenie się poszczególnych stron według kryterium narodowego jest oczywiste. Dobrowolna i często jednostronna rezygnacja z interesów własnej społeczności lub wspieranie przeciwników pod pozorem unikania konfliktów czy awantur to krok samobójczy, jednak niektóre środowiska lansują taki kierunek.

Wielu hackerów rozumie tę sytuację i świadomie udziela się w dzisiejszych konfliktach, toteż obok tradycyjnych frontów coraz częściej powstaje też front cybernetyczny. Bardzo dobrze to widać na przykładzie ostatniego konfliktu rosyjsko-estońskiego. Trzeba tu zaznaczyć, że Estonia to kraj, który postawił na skok technologiczny - administracja uczyniła wysiłek wykonania jednolitej elektronicznej ewidencji ludności, co pozwoliło Estończykom na załatwianie wszystkich urzędowych spraw bez wychodzenia z domu - oczywiście przez Internet. Rzeczywistość szybko pokazała, że ten radykalny krok był tyleż nowoczesny, co ryzykowny. W ramach zaistniałego konfliktu Rosjanie jawnie sięgnęli po ataki elektroniczne osiągając szereg sukcesów - blokowano rządowe serwery Estonii, dokonano też ataku na główny serwer DNS domeny narodowej Estonii (ee). Dla zinformatyzowanej w wysokim stopniu Estonii sytuacja przez chwilę wydawała się niewesoła - mogła skończyć się paraliżem państwa.

Polska nie ma w tym momencie tak jawnych konfliktów jak Estonia, ale naciski polityczne z wielu stron na nasz kraj pokazują, że sytuacja może zmienić się na niekorzyść w każdej chwili. Jest mnóstwo środowisk, którym nie podoba się nasz styl życia, nasza historia, nasze pragnienie wolności i samostanowienia. Wymienię dla porządku kilka naszych najbardziej oczywistych i jaskrawych ostatnimi czasy zagrożeń zewnętrznych:
1. Trzy mocarstwa, dla których Polska jest solą w oku:
1.1. Niemcy odsłonili swoją duszę w tej wypowiedzi Himmlera do Hitlera o tym, że wybuch Powstania Warszawskiego jest dla Niemców błogosławieństwem: "Za pięć, sześć, tygodni Warszawa, stolica, głowa narodu, który od siedmiuset lat zagradzał nam drogę na wschód, będzie zgładzona, historycznie rzecz biorąc, problem Polski dla naszych dzieci, dla nas wszystkich przestanie być wielkim problemem". Od tamtego czasu metody się zmieniły, ale cele pozostały. Świadczy o tym niesławna wypowiedź Gerharda Schroedera do przedstawicieli "wypędzonych": "Nie drażnijcie ofiary, która sama pcha się w nasze ręce. Zawierzcie mojej metodzie, ja wam dostarczę wschodnie landy tak, że dzisiejsi administratorzy, Polacy, będą nam jeszcze wdzięczni, że zostaną Europejczykami." Trzeba zgodzić się ze Schroederem i nie lekceważyć niemieckich metod. Nawet wtedy, gdy uspokaja i pokrzepia nas jakże miła i przyjazna kanclerz Angela Merkel.
1.2. Rosja to arogancki kraj, który bez skrupułów używa siły do niszczenia wrogów - przykład Czeczenii budzi grozę. Polsce rosyjscy komuniści zadali straszną ranę w 1940 r. w Katyniu, mordując 15 tys. oficerów - motyw: pozbawienie polskiego narodu elity intelektualnej, aby łatwiej było go ujarzmić. Dzisiaj z tej historii Rosja robi sobie polityczne gierki. Ich metody prowadzenia polityki dobitnie pokazał proces szesnastu w 1944 r. Przedstawiciel Rosji ręczył oficerskim słowem honoru za bezpieczeństwo przywódców Polski (dowódca AK, wicepremier, ministrowie...), których zwabiono pod pozorem zaproszenia na rozmowy z władzami sowieckimi. Następnie łamiąc międzynarodowe konwencje i wszelkie normy cywilizacyjne aresztowano ich i torturowano - tylko jeden z nich nie przyznał się do niczego. Na pokazowym procesie nie było wyroków śmierci, ale część polskich przywódców "zmarła" później w rosyjskich więzieniach. Dziś większość Rosjan chwali dokonania swojego kraju z czasów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, w której sponiewierana przez Niemcy i Rosję Polska, stała się dla nich łatwym łupem. Odrodzenie imperialnych ambicji Rosji powinno nas skłonić do większej dbałości o nasze bezpieczeństwo.
1.3. Żydzi mają swoje państwo daleko od naszych granic, a ich mocarstwo to nie tyle mały Izrael, co rozproszeni po całym świecie pobratymcy. Umieją oni nader głośno upominać się o swoje interesy. Historycznie biorąc to w Polsce, prześladowani w całej Europie Żydzi, znaleźli stosunkowo spokojny dom, a holocaust narodu żydowskiego był dziełem Niemców. Żydzi jednak z upodobaniem piętnują rzekomy polski antysemityzm. Jednocześnie nikczemnie szantażują nas, sugerując, że mogą zmniejszyć nieco tę presję na Polskę pod warunkiem spełnienia ich wygórowanych żądań materialnych - zwrotu utraconego w Polsce mienia z oprocentowaniem. A przecież stracili je oni w wyniku niezawinionych przez Polskę działań wojennych i zmian politycznych.
2. Fałszywe sojusze. Rok 1939 to słynna dziwna wojna, którą wypowiedzieli nasi "sojusznicy" Niemcom. Rok 1945 to Jałta, czyli konferencja na której tzw. alianci sprzedali Polskę Stalinowi. Te wydarzenia powinny na zawsze zakorzenić w Polakach brak wiary w szczerość naszych sojuszników. Podobno teraz jesteśmy bezpieczni dzięki naszym sojuszom, ale w ciężkich chwilach historia może się powtórzyć. Lepiej, żeby ta historia była naszą nauczycielką i aby nauczyła nas ona liczyć tylko na siebie.
3. Walka historyczna przeciwko Polsce. Czasy komunizmu w Polsce przyzwyczaiły nas do zakłamywania historii przez władze. Każdy wiedział, że za głoszenie niewygodnych dla władzy faktów można mieć kłopoty włącznie ze stratą pracy, pobiciem. Ludzie bali się publicznie wypowiedzieć słowo "Katyń". Niestety odkłamywanie historii skończyło się równie szybko, jak się zaczęło. Dzisiaj najbardziej rażące, wręcz bolesne zakłamanie przychodzi z zewnątrz. Zachodnie społeczeństwa jak również Rosjanie karmieni są tymi kłamstwami tak konsekwentnie, że zwykli ludzie tam prawie nie mają szans poznać prawdy - tak wytwarza się skrzywiony obraz Polaków - narodu ciemnego, nienawistnego, zdradliwego.
3.1. Niemcy coraz bardziej otwarcie przedstawiają się w kontekście 2. wojny światowej jako naród ofiar cierpiących z rąk enigmatycznych nazistów i oczywiście Polaków. Zakrawa to na tworzenie jakieś historii równoległej, ale jakoś nikomu to nie przeszkadza - na forum UE robi się z nas dziwaków, którzy awanturują się o "błahą" kwestię podręcznika historii. Tyle, że taki podręcznik będzie legitymizował skierowane przeciwko Polsce roszczenia. Rosjanie likwidują z historii karty o zadanych Polakom cierpieniach a protesty z naszej strony określają mianem niewdzięczności i - o ironio! - pisaniem historii na nowo.
3.2. Ukraińcy żądają upamiętnienia ofiar akcji Wisła, ale temat rzezi Polaków dokonywanych przez UPA kwitują okrągłym zdaniem o trudnej historii naszych narodów. Przypomnijmy więc fakty. W czasie 2. wojny światowej korzystając z "koniunktury" UPA wymordowała łącznie ok. 200 tys. Polaków z Kresów - to nie była walka tylko rzezie wykonywane na ludności (czystki etniczne) często związane z torturami. Akcja Wisła nie była zemstą tylko reakcją polskiego (marionetkowego) rządu na działania partyzantki UPA w Polsce po 2. wojnie światowej. Jej efektem było przesiedlenie 140 tys. Ukraińców z południowego-wschodu w głąb Polski. Ludność ta w nowych siedzibach z czasem zasymilowała się. W czasie akcji zginęło ok. 1 tys. Ukraińców - większość w walce albo po osądzeniu i wykonaniu wyroków śmierci, część w czasie transportów oraz część w czasie odbywania wyroku w obozie pracy w Jaworznie, w którym więziono także innych "wrogów ludu" np. AK-owców; zginęło też ok. 150 polskich żołnierzy, a 49 zostało osądzonych. Dodajmy, że analogiczna akcja przeciwko UPA była przeprowadzona przez komunistyczne władze na terenie Republiki Ukraińskiej i jakoś wątpię, żeby przeprowadzający ją Rosjanie byli bardziej delikatni od Polaków. Czy potrzebny jest jakiś komentarz?
3.3. Żydzi dziwnym trafem niechętnie przypominają fakt, iż tytuł Sprawiedliwego wśród Narodów Świata (ang. Righteous Among the Nations), który sami nadają, został przyznany ponad 6 tys. Polaków. Polacy są więc najliczniej wyróżnioną nacją, stanowią ponad 1/4 wyróżnionych. Przypomnijmy, iż nadawany jest on nie-Żydom, którzy z narażeniem życia ratowali Żydów przed Niemcami podczas 2. wojny światowej. Co ciekawe, wśród wyróżnionych jest też ponad 400 dzisiejszych przyjaciół Żydów, czyli Niemców, czyżby był wśród nich Oskar Schindler... (dane liczbowe z Wikipedii). Jednak teraz Żydzi wolą zakłamywać historię i obrzydzać innym narodom Polaków poprzez szkalowanie nas, czego dobitnym przykładem są książki pseudohistoryka Jana Grossa. W książkach tych pod pozorem badań historycznych daje on upust swoim chorym antypolskim fantazjom. Myślę, że zdając sobie sprawę ze szkód, jakie nam wyrządził, czuje on dużą satysfakcję z dobrze wykonanej pracy.

Biorąc pod uwagę wymienione (nakreślone w wielkim skrócie) czynniki polityczne nasuwa się wniosek - musimy działać teraz bardzo mądrze - nasz kraj powinien być otwarty i przyjazny dla innych nacji, a jednocześnie z całą stanowczością bronić swoich interesów. Zdecydowanie nie możemy pozwolić sobie na to, aby być krajem słabym. Powinniśmy też wrócić do korzeni, zgodnie z którymi jedną z największych naszych wartości jest wolność (chyba rzadko który naród przelał dla niej tyle krwi, co nasz). Zgodnie z tą zasadą powinniśmy być bezkompromisowi w poparciu dla tych, którzy dzielnie stają do nierównej walki o swoją wolność, zarówno w odległej Czeczenii jak i bliskiej Estonii. Jednak w odróżnieniu od historycznych czasów powinniśmy nauczyć się od innych (także Niemców czy Rosjan) skuteczności. Nie możemy już działać tylko "na wariackich papierach". Oczywiście niepokorna, szalona natura polskiej duszy może być czasem atutem, ale już nie jedynym. Musimy przygotować solidne podstawy bezpieczeństwa - służby specjalne oraz siły specjalne na najwyższym światowym poziomie - tu nie można oszczędzać na wyszkoleniu i wyposażeniu. Oczywiście nie znaczy to, że musimy się tym powszechnie chwalić. Przykład Estonii wskazuje jak ważny dla bezpieczeństwa jest czynnik technologii informacyjnych.

Znaczenie informatyzacji
Szeroko rozumiana informatyzacja struktur państwa musi być dziś priorytetem. Tu nikt nie stoi w miejscu, my - żeby dorównać innym - musimy biec. Dobrze zaprojektowany obieg informacji przyniesie niezmierzone oszczędności finansowe oraz poprawę jakości życia wszystkich obywateli poprzez radykalne uproszczenie wszystkich spraw urzędowych. Stworzenie spójnego systemu społeczeństwa informacyjnego dla takiej liczby ludności jak w Polsce - w porównaniu z Estonią - nieuchronnie wymaga znacznie większych nakładów zarówno projektowych jak i na etapie wdrożenia. Wymienię kilka dodatkowych trudnych do pokonania problemów:
1. Funkcjonowanie cząstkowych systemów informatycznych wdrażanych zupełnie niezależnie od siebie. Niezgodności są nawet w ramach pojedynczych struktur - np. różne programy w różnych Urzędach Gmin (prawdopodobnie takie zróżnicowanie systemów występuje też w ramach Urzędów Skarbowych i innych składowych administracji publicznej). Powoduje to, iż przy przesyłaniu danych z jednego urzędu do drugiego dane muszą być wydrukowane a potem pracowicie wprowadzone do systemu docelowego. Powoduje to fatalne wydłużenie urzędowych procedur a także trudność w utrzymaniu spójności danych. Problemy są też w strukturach pionowych - np. brak kompatybilności między szczeblem gminnym a wojewódzkim i centralnym. Całkowita anarchia jest w strukturach poziomych - dane między urzędami różnych resortów są praktycznie niewymienialne. Trzeba tu przyznać, że pierwszym ekipom rządzącym III RP zupełnie zabrakło wyobraźni, żeby wykorzystać tzw. efekt spóźnionego startu i podejść do informatyzacji od początku w sposób systemowy.
2. Politycy są często - ze względu na wiek lub wykształcenie - ludźmi którzy nie do końca rozumieją problemy informatyzacji a w szczególności ich wielkie znaczenie dla współczesnego państwa. Mają tendencję do przesuwania swojej energii oraz środków, którymi dysponują na inne dziedziny, zupełnie nie zdając sobie sprawy, jak wielką i nieodwracalną szkodę przyniesie zaniechanie spraw informatyzacji teraz. Aktualne władze dostrzegły palący problem informatyzacji. Pozostaje mieć nadzieję, że po odejściu Ludwika Dorna z funkcji wicepremiera odpowiedzialnego za informatyzację, rząd znajdzie kogoś, kto będzie równie kompetentny i silny, aby dalej porządkować tę informatyczną stajnię Augiasza.

Bezpieczeństwo państwa w aspekcie technologii informacyjnych
Z informatyzacją wiążą się w sposób oczywisty kwestia bezpieczeństwa państwa. Z jednej strony chcemy mieć systemy na miarę dzisiejszych czasów a nawet wizjonersko wybiegające w przyszłość. Z drugiej strony - po osiągnięciu tego celu - musimy zdać sobie sprawę z wrażliwości państwa na ataki czy destabilizację od strony informacyjnej. Wymienię kilka możliwych zagrożeń i zaproponuję kierunek zapobiegania im:
1. Ograniczona wiarygodność Internetu. Internet opiera się w znacznym stopniu na wzajemnym zaufaniu wszystkich stron korzystających. Założenie to wynika być może z czasów początków Internetu, gdy używali go głównie naukowcy. Musimy ufać dostawcom sieci szkieletowych, do których podłączona jest Polska. Musimy też ufać w solidność i niezawodność systemu DNS, którego centrala znajduje się w USA. O ważności tej sprawy świadczy choćby niedawna presja na USA wywierana m.in. przez UE na rzecz decentralizacji systemu DNS. Oczywiście bezskuteczna. Kolejny problem to użytkownicy, którzy poprzez zorganizowane działania takie jak DDoS mogą destabilizować nawet rządowe serwery. Kolejna sprawa to operator-monopolista, który jest właścicielem praktycznie całej infrastruktury telekomunikacyjnej w Polsce. Pół biedy, gdyby to była polska firma. Niestety wbrew nazwie - tak nie jest. Firma jest francuska i w razie problemów międzynarodowych - łatwo zgadnąć czyje interesy będzie reprezentować. Warto też pomyśleć, czy właściciele TPSA mają jakiś problem z dopuszczaniem francuskich agentów do nasłuchiwania swoich łącz - wydaje się, że nie, ale gdyby taką potrzebę zgłosiła strona polska, to zapewne zostałaby odprawiona z kwitkiem. Pozbycie się tak istotnego składnika niezależności jak łącza telekomunikacyjne (bez zabezpieczenia polskich interesów chociażby przez odpowiednie sformułowanie umowy) było chyba czynem na miarę zdrady stanu. Rozwiązaniem wymienionych w tym punkcie problemów (czyli ograniczonego zaufania do Internetu) może być tylko stworzenie na potrzeby administracji własnej ogólnopolskiej sieci całkowicie niezależnej. Byłby to proces trudny i kosztowny, ale możliwy. Trzeba wziąć pod uwagę możliwość stopniowego przechodzenia na taką własną sieć a także możliwość stosowania oprócz światłowodów - również łączy bezprzewodowych, np. na trudno dostępnych obszarach. Solidna podstawa - łącza, sprzęt i zasoby ludzkie - już istnieje w postaci rządowej sieci PeselNet. Dalszy rozwój tego projektu byłby pewnie tańszy niż zaczynanie wszystkiego od nowa. Można by było wykorzystać do państwowej sieci telekomunikacyjnej łącza związane z siecią energetyczną, która - jeśli się nie mylę - należy jeszcze do państwa polskiego. Problemy wymienione w tym punkcie i sposoby zabezpieczenia się przed nimi nawiązują do ostatnich elektronicznych ataków na Estonię.
2. Ograniczona wiarygodność dostawców oprogramowania. Jeśli mówimy o zachowaniu bezpieczeństwa danych będących w posiadaniu państwa, to raczej nie może być mowy o używaniu systemów MS Windows. Chodzi nie tylko o często wykrywane luki, które pozwalają m.in. na zdalne wykonanie dowolnego kodu. Zamknięty kod MS Windows powoduje, że nie można wykluczyć istnienia backdoorów w tym systemie. Teoretycznie mogłyby one być wykorzystane przez Amerykanów - jeśli nawet nie do systematycznego szpiegowania całej administracji, to przynajmniej do zdalnego sparaliżowania wszystkich komputerów, gdyby uznali to za konieczne. Kolejny minus to uzależnienie. Za systemem operacyjnym zazwyczaj idzie określone oprogramowanie użytkowe i developerskie, formaty danych. Po początkowych zachętach, promocjach, powstaje całkowite uzależnienie od producenta. Po uzależnieniu ofiary od siebie producent może dowolnie narzucać ceny, terminy i inne warunki (np. zakaz używania programów konkurencji). Warto brać tu przykład z Niemców, którzy raczej nieprzypadkowo intensywnie promują w sektorze publicznym tzw. otwarte oprogramowanie - zarówno na serwerach jak i na stacjach roboczych. Możliwe, że w końcu UE wyda dyrektywy dotyczące przechodzenia na open source, ale czy musimy zawsze zostawać w ogonie i reagować tylko na nakładane z zewnątrz obowiązki? W tym przypadku warto wyjść przed szereg, pokazać, że Polska jest technologicznym liderem i ewentualnie pociągnąć za nami innych. Dobry początek w tym kierunku został zrobiony, gdy Polska podjęła decyzję o cywilizacyjnym znaczeniu dotyczącą zablokowania dyrektywy UE dotyczącej patentowania algorytmów w 2004 r. (http://thankpoland.info/).
3. Długofalowa polityka bezpieczeństwa informacyjnego. W dojrzałej demokracji nie można dopuścić do naruszenia podstaw bezpieczeństwa państwa tylko dlatego, że wyniku wyborów zmienia się rząd. W Polsce istnieje cały czas silna lewica o podejrzanych moskiewskich powiązaniach, zmieniająca tylko swoje nazwy co jakiś czas: PZPR, SdRP, SLD, LiD... Istnieje realne zagrożenie, że wróci ona do władzy - nawet jeśli nie samodzielnie, to chociażby jako koalicjant PO. Biorąc pod uwagę nadal silne zaplecze lewicy w większości korporacji i różnych lokalnych struktur, mogłaby ona łatwo stać się stroną dominującą w takim koalicyjnym rządzie. Polska powinna być krajem dojrzałym, w którym funkcjonują nowoczesne służby bezpieczeństwa, które są "nie do ruszenia" przez polityków. Nie powinny one wspomagać tej czy innej opcji politycznej, ale blokować wszelkie działania naruszające polskie interesy - takie jak np. wspomniana wcześniej sprzedaż TPSA Francuzom. Służby specjalne powinny posiadać najwyższej klasy ekspertów od teleinformatyki ze względu na dużą wagę tej dziedziny. Dzięki temu administracyjne systemy informacyjne mogłyby być odpowiednio chronione, a przypadek Estonii nie mógłby się w Polsce powtórzyć.

kwantowekrajobrazy is proudly powered by Jogger | RSS | Design by Ian Main, ported by Patryk Zawadzki.