Czytając "Gazetę Wyborczą" bardzo trudno oprzeć się wrażeniu, iż określenie wykształciuch w sposób niezwykle trafny pozwala opisać specyficzną grupę społeczną pretendującą do miana inteligencji. Samo określenie zostało wprowadzone Aleksandra Sołżenicyna - pisarza, intelektualistę, ale na pewno nie wykształciucha. Sołżenicyn jest laureatem literackiej Nagrody Nobla z czasów, gdy ona jeszcze coś znaczyła. Został on ciężko doświadczony przez komunistyczny terror (Łubianka, zesłania). W Polsce w publicznym obiegu słowo wykształciuch pojawiło się zaledwie rok temu za sprawą Ludwika Dorna, zresztą - także intelektualisty z prawdziwego zdarzenia, erudyty. Dorn lubi swoje wypowiedzi okrasić celnie dobranymi cytatami znanych poetów. Wczoraj prowadząc obrady Sejmu w dość napiętej atmosferze z polotem odwołał się do Thomasa Eliota w czasie wymiany zdań z Bogdanem Zdrojewskim z PO. [Zdrojewski poprosił Marszałka o zdementowanie tego, że PO przyczyniła się do obstrukcji prac Sejmu oraz potwierdzenie, że "intencją klubu PO cały czas jest praca jak najbardziej profesjonalna" na co Marszałek celnie odparł: "Stwierdzam, że taka intencja występowała na posiedzeniu Konwentu. Jeżeli doszło do pewnej rozbieżności w głosowaniu, to jest tak, że - sięgam pamięcią do poematu Eliota - pomiędzy intencją a jej spełnieniem pada cień, i być może to się zdarzyło."] Wykształciuchy jednakże - nawet w osobach swoich czołowych przedstawicieli - wbrew faktom przypisują Dornowi stworzenie określenia 'wykształciuch' oraz próbują, poniekąd skutecznie, przekonać całą inteligencję do tego, iż próbuje się ją obrazić, określając ją właśnie tym mianem. Ma to jednocześnie świadczyć o rzekomej pogardzie polityków PiS-u w stosunku do inteligencji jako grupy społecznej. Cóż, rodzina Kaczyńskich wywodzi się wprost z przedwojennej inteligencji żoliborskiej. Jeśli więc już kogoś mamy przeciwstawiać PiS-owi, to jednak właśnie owych wykształciuchów a nie inteligencję jako taką.
Wykształciuchy wszystkich krajów łączcie się! A organem waszym GW
Ja osobiście nie uznaję marksistowskiej klasowej teorii społeczeństwa, szczególnie nie przystaje ona do współczesności. Nie mam więc pretensji do przynależności do klasy inteligenckiej. Uważam też, że wykształcenie to o wiele za mało, żeby określić wartość człowieka. Są prości ludzie, w postępowaniu których widać mądrość i poziom etyczny przewyższający wielu tzw. inteligentów. Nie chcę nazywać siebie inteligentem, ale tym bardziej nie będę nazywał siebie wykształciuchem. A taką przewrotną taktykę dość skutecznie zaproponował Michnik i jego środowisko za pomocą GW i innych salonowych mediów. Nazwanie się wykształciuchem jest w tym środowisku pewnym kodem, przepustką do towarzystwa. Jednym ze szczytowych przejawów tej taktyki był moim zdaniem artykuł Pacewicza w poniedziałkowej GW, którego fragment zacytuję: "Z pewnością Tusk nie chce, by Platforma została skojarzona z SLD. Wiele z jego wypowiedzi wskazuje na taki właśnie odruchowy 'antykomunizm'. (...) Może czas, by Tusk przekroczył historyczne i biograficzne uprzedzenia? (...) Porozmawiajmy jak wykształciuch z wykształciuchem: w polityce czasem potrzebny jest – mówiąc górnolotnie – format męża stanu, który podejmie ryzyko w obronie ojczyzny." W tych słowach kryje się wyraźny nacisk ze strony GW na Tuska i jego partię, aby zaczęła długo oczekiwaną współpracę z SLD i z pomocą przystawek odsunęła PiS od władzy w końcówce tej kadencji Sejmu. Aby nie być gołosłowną GW pogroziła Platformie palcem - po wielu miesiącach publikowania sondaży korzystnych dla tej partii, nagle opublikowała (i dla pewności rozreklamowała dzień wcześniej w tv) sondaż, w którym znaczącą przewagę ma PiS. W istocie było to ostrzeżenie i zapowiedź tego, że w przypadku nieposłuszeństwa skończy się wsparcie i parasol ochronny mediów, zapowiedź, która powinna dać Tuskowi do myślenia. Rezultat tych przemyśleń zobaczymy w piątek w czasie głosowań nad samorozwiązaniem Sejmu. W artykule Pacewicza zwraca uwagę użycie "wykształciuchowego kodu" - kolesiowskie wyrażenie: "porozmawiajmy jak wykształciuch z wykształciuchem" użyte niczym jakiś gryps, brzmi w gazecie o tak szerokim audytorium wręcz żenująco. Fraza o "obronie ojczyzny" wyraźnie nie pasuje do tego kontekstu, chyba, że odczytamy ją inaczej - jako wezwanie do obrony zagrożonych w IV RP interesów układu.
Opinia GW o układzie w artykule napisanym przez Środę
Jeśli już jesteśmy przy układzie, to przejdę do sedna mojej dzisiejszej notki, czyli omówienia pewnego artykułu. W "Gazecie Wyborczej" 05.09.07 (środa) nr 207/07, s. 20 ukazał się artykuł rasowego wykształciucha (a jakże!), czyli Magdaleny Środy przedstawiającej się z feministyczną manierą jako filozofka. Jest to stała publicystka GW, a jej poglądy są zbieżne z linią tego dziennika. Tytuł artykułu brzmi "Jak powstał układ". Myliłby się ktoś sądząc, że spodziewałem się po tej gazecie choćby próby poważnej dyskusji na temat wymienionego w tytule omawianego artykułu zjawiska. Dyżurni komentatorzy z GW na komendę Adama Michnika od dawna przy każdej okazji obowiązkowo starają się wyprać słowo 'układ' z jego słownikowego znaczenia i nadać mu nacechowanie ironiczne lub zgoła szydercze. Spodziewałem się rzecz jasna artykułu szyderczego i nie zostałem zaskoczony. Jednak pewne fragmenty tego artykułu są tak charakterystyczne dla szerszej postawy GW, iż uznałem, że warto je tu omówić, aby stosunek tej gazety do naszego kraju i jego mieszkańców dla wszystkich stał się jasny (o ile ktoś w tej kwestii ma jeszcze wątpliwości).
Wykształciuch vs. ciemniak
Zachęcony do dyskusji przez wykształciucha, wymyśliłem na szybko określenie, którym mogę się nazwać jako tegoż wykształciucha oponent, określeniem tym będzie tu ciemniak (niejednokrotnie osobiście przekonałem się, że wykształciuchy nazywają swoich oponentów a także elektorat PiS-u ciemniakami, więc wszystko się zgadza). Punktem wyjścia dla Środy jest dobry dla PiS wynik sondażu z poniedziałku. Filozofka stawia tezę, iż przyczyną takiego wyniku jest duża (zbyt duża!) wiara w istnienie układu. Następnie w obszernej analizie podaje i poddaje pod dyskusję dziesięć hipotetycznych przyczyn narastania tej wiary. W dalszej części będę operował raczej swobodnymi skrótami artykułu (moje skróty są raczej reprezentatywne, aczkolwiek mogłyby zostać uznane za tendencyjne, dlatego zainteresowanych zdecydowanie odsyłam do źródła). Mój komentarz wyróżniam kursywą, przy czym - wybaczcie, ale będąc w porównaniu ze słynną filozofką tylko intelektualną miernotą, wielokroć tutaj uciekam w kpiny i szyderstwa, zamiast porządnej rzeczowej dyskusji z zaprezentowanymi głębokimi myślami. Przypominam jednak, że jest to efekt uboczny, moim głównym celem było zaprezentowanie postawy GW w stosunku do naszego kraju i jego mieszkańców. Oto 10 hipotetycznych przyczyn wiary w układ wymienionych przez Magdalenę Środę:
1. Mamy do czynienia z "buntem wykluczonych", do których zaliczają się byli pracownicy PGR-ów. Problem w tym, że wśród tej grupy powszechne jest poczucie wstydu za polityków i zjawisko rosnącego sentymentu do PRL ("był porządek, a generał Jaruzelski to miał honor"). Może więc w układ wierzą jacyś inni wykluczeni? - pyta Środa, która w jednym punkcie postawiła i obaliła swoją hipotezę. Moją uwagę zwraca jednak co innego, a mianowicie słowo "bunt", którego użyła Środa. Przez bunt należy rozumieć opór przeciwko władzy, co oznacza, że środowisko GW cały czas uważa się za władzę. Środa mówi o buncie, bo ludzie ośmielają się myśleć samodzielnie, inaczej niż życzyliby sobie pretendujący do rządu dusz redaktor Michnik i jego ludzie. Podejrzewam, że passus ten wyszedł spod pióra filozofki mimowolnie - pokazuje, że w świadomości tego środowiska funkcjonuje przekonanie, że "demokracja demokracją, ale władza należy do nas". Jeśli przypadkiem społeczeństwo myśli co innego albo co gorsza wybory nie potwierdzą ich władzy, to jest to po prostu jakiś wypadek przy pracy, usterka tejże demokracji, którą należy szybko naprawić.
2. W chaosie medialnym, w rozlicznych ujawnianych spiskach, sensacjach, nieszczęściach tak trudno się połapać, że rozsądek większości ludzi kapituluje i symplifikuje. Podobnie było w XVI w. - wszystkiemu winne były czarownice i czuć było ulgę, że ktoś zrobił z nimi porządek. Pozwolę sobie w tym miejscu na symplifikację tej wypowiedzi pani Środy: społeczeństwo to hołota i ciemnota o mentalności szesnastowiecznych prostaków. A jeśli chodzi o moje prywatne zdanie jako ciemniaka, to myślę, że ani chybi Środa też jest czarownicą (wyjaśnienie, dlaczego aż tak nie lubię pani Środy, że używam w stosunku do niej "epitetu Rydzyka" znajduje się w p. 7).
3. Płytkość społeczeństwa obywatelskiego. Brak zakorzenionych instytucji życia publicznego, raczkująca samorządność itd. W tej próżni wiara w układ daje się łatwo zaszczepić. Ciekawa hipoteza, owszem, owszem.
4. Obywatelski nihilizm edukacyjny. Szkoła zamiast uczyć krytycyzmu politycznego daje marną katechezę i staroświecki patriotyzm. Ten punkt można streścić tak, że problemem polskiej szkoły jest brak lewicowej indoktrynacji oraz za dużo patriotyzmu. Cóż, odwrócenie tego staroświeckiego podejścia zapewne zmniejszy odsetek czarownic palonych na stosie w Polsce. A poważniej - trudno zgodzić się, iż prowadzenie katechezy w szkole produkuje prawicowy elektorat - wystarczy rozejrzeć się choćby na Joggerze, jaki jest stosunek młodzieży do katechezy w szkole. Idea katechezy w szkole pochodząca z wczesnych lat 90. jest z pewnością w fazie upadku, taki sygnał wyszedł już nawet od min. Legutki, który - można sądzić - będzie stopniowo pomniejszał jej znaczenie.
5. Brak jasno zdefiniowanych celów państwa i instytucji publicznych. Nie może być tak, że jedynym celem polityki jest tropienie, bo wtedy normalny obywatel, żeby nie zwariować, musi przyjąć, że istnieje coś, co się tropi. Zimna logika pokazuje, że Środa walcząca w środę z wiarą w układ nie jest normalnym obywatelem. Cóż, może Środa jest normalna tylko nie w środę? Sam już się gubię.
6. Mamy bardzo niski (można powiedzieć - spadający na głowę) poziom elit politycznych. Jednocześnie wszyscy politycy chcą być charyzmatyczni i dlatego marzą o smoku, by go pokonać a Układ jest smokiem wszystkich smoków. A Krzysztof Jarzyna ze Szczecina jest szefem wszystkich szefów. Wybaczcie, ale niektóre z tych środowych wywodów są dla mnie zbyt porażające, może już zwariowałem (patrz p. 5).
7. Przykro mówić: jesteśmy zawistni, niesympatyczni, narzekający, wiecznie niezadowoleni. I w ogóle się tego nie wstydzimy. Niechęć do układu łączy się z niechęcią do ludzi bogatych. Ideałem bez skazy staje się nieudacznik, którego pieniądze trzyma w szafie jego mama. Mocne! To też dobre: "na zachodzie człowiek bez żony i konta jest zerem, a w Polsce - premierem". Tylko jedno zastrzeżenie: powtarzanie tych samych dowcipów od 2 lat staje się nudne. A co do opinii o Polakach wyrażonej w tym punkcie, to ważne, żebyśmy nawzajem wiedzieli, co o sobie myślimy. Ja też was nie lubię panie i panowie z GW. Co do ludzi bogatych, to niestety jest wśród nich bardzo wielu nieuczciwych i to nieuczciwość a nie bogactwo jest powodem niechęci do nich. Jest też wielu uczciwych, czego dowodem jest pan Roman Kluska, którego za czasów SLD za tę uczciwość zniszczono. Do pana Kluski i takich ludzi jak on, choćby najbogatszych, mam wielki szacunek.
8. Polityka prowokacji zastępuje realizm polityczny. Dziś istnieje się dzięki cynizmowi, medialnemu show i układowi. Aby liczyć się w polskiej polityce, trzeba albo wierzyć w układ, albo walczyć z wiarą w układ. No tak, ale miały być hipotezy o tym dlaczego przewagę uzyskali ci pierwsi. Wszyscy mówią o układzie i słowo stało się ciałem?
9. Sprawa najbardziej bolesna - słabość opozycji. W dniach szaleństwa Kaczyńskich oczy większości zwrócone są w stronę opozycji. "Szaleństwo Kaczyńskich" jest określeniem (jednym z wielu), które w ogóle nie świadczy o agresji mediów z GW na czele w stosunku do Kaczyńskich. Agresja ta jest wymysłem Kaczyńskich i świadczy o jakieś ich paranoi, czy tak? Ale przejdźmy do jednego z kolejnych zdań w tym punkcie - jest ono piękne, prawdziwa perełka! Tak jak Polinezyjczycy sądzili, że prokreacja nie ma nic wspólnego z seksem, tak Donald Tusk sądzi, że polityka nie ma nic wspólnego z działaniem, a zwłaszcza z posiadaniem przekonań politycznych. Niestety już kilka zdań dalej mamy faux pas: Jeśli chodzi o LiD, jestem pełna obaw, czy istnieje tam wola, która może ochronić demokrację, czy też jest tam głównie wola do związków małżeńskich z PO. Filozofko, nie związków małżeńskich tylko związków partnerskich! Jeśli Środa nie będzie świecić przykładną tolerancją to kto?
10. Układ istnieje. Za nic jednak nie uwierzę, że w Polsce istnieje potężna grupa ludzi, która zawarła potężny układ. Z godną filozofa i humanisty konsekwencją Środa zamyka swoje rozważania klamrą kompozycyjną i w ostatnim punkcie, podobnie, jak w pierwszym, zaprzecza sama sobie. W tym punkcie Środa wspomina jeszcze o komputerowym modelu układu, który jej zdaniem zostanie spożytkowany komercyjnie w formie breloczków. Myślę, że tu filozofka jest w błędzie, ale złóżmy to na karb braku technicznego obycia. W rzeczywistości gotowy model układu, jeśli już ma być wykorzystany komercyjnie, zostanie przerobiony na grę typu MMOG, w którą zaczną grać wszyscy Polacy a Środa nie będzie już musiała ani wierzyć w układ, ani podważać wiary w niego, bo wirtualny układ będzie dostępny w Internecie dla każdego, kto się zaloguje i wpłaci wirtualną łapówkę.
Tym akcentem kończę, bo zmęczyła mnie już strasznie ta nocna polemika wymierzona w Środę, choć już nie w środę.