Kwantowe krajobrazy

16.11.2007, 11:02:18

Dywan przesiąknięty potem i krwią dzieci

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Szacuje się, że nawet 2/3 sprzedawanych na świecie dywanów jest robionych przez dzieci. Eksport dywanów produkowanych w fabrykach wykorzystujących dzieci do niewolniczej pracy jest znaczącą częścią dochodu narodowego Pakistanu. Fabryki są chronione przez mafie współpracujące z rządem. Zyski pozwalają Pakistanowi m.in. na kontynuowanie programu nuklearnego, co z kolei pozwala temu państwu na utrzymanie znaczącej pozycji na arenie międzynarodowej oraz kontynuowanie strategii wzajemnego odstraszania w konflikcie z Indiami. Wielka historia i polityka nabiera zawsze innego wymiaru, gdy spojrzy się na nią przez pryzmat losów konkretnego człowieka, zapraszam zatem do poznania losów małego Iqbala Masiha.

Historia Iqbala Masiha

Iqubal MasihIqbal Masih urodził się w rodzinie biednych chłopów w pendżabskiej wiosce nieopodal Lahore. Gdy miał cztery lata, jego rodzice w zamian za pożyczkę - zwaną w Pakistanie peszgi - oddali go do niewolniczej pracy. Wysokość pożyczki stanowiła równowartość 12 $. Iqbal trafił do manufaktury dywanów. Wszystko, co zarobił, szło na poczet zaciągniętego długu. Pracował bez wytchnienia kilkanaście godzin dziennie. Za pomylenie ściegu lub zbyt wolną pracę przykuwano go łańcuchami do krosien. Ranił sobie palce szorstką przędzą, godzinami wdychał wełniany pył. Pracodawca całkowicie kontrolował los chłopca, który musiał przychodzić do tkalni, nawet gdy był chory.

Iqbal zbuntował się jednak i w wieku 11 lat uciekł od swego właściciela. Zaopiekował się nim Front Wyzwolenia od Niewolniczej Pracy (BLLF, Bonded Labour Liberation Front). Chłopiec rozpoczął naukę w jednej ze szkół założonych przez Front (hasło BLLF to walka z niewolnictwem przez edukację) i jednocześnie pomagał przywódcy Frontu Eshanowi Ullahowi Khanowi uwalniać dzieci z tkalni, cegielni i innych miejsc niewolniczej pracy. Dzięki pomocy Iqbala, który zakradał się do manufaktur, rozmawiał z uwięzionym pracownikami i przekazywał na zewnątrz informacje o nich, tysiące maluchów mogły powrócić do swych rodzin, do szkół i zabaw. Chłopiec stał się słynny Przemawiał na wiecach, jeździł po całym Pakistanie. Jesienią 1994 r. wyjechał na Zachód, gdzie opowiadał o swoich tragicznych doświadczeniach. W Bostonie odebrał nagrodę Reebok Youth in Action Award, którą ta firma co roku przyznaje dzieciom działającym na rzecz innych dzieci.

Już przed podróżą przedstawiciele potężnej mafii dywanowej grozili, że zabiją Iqbala i jego rodzinę. Tymczasem światowe media obiegły zdjęcia Iqbala na amerykańskich salonach, jego historię poznały mieszczuchy z zachodnich miast - potencjalni odbiorcy wytwarzanych w pakistańskich manufakturach dywanów. W kwietniu 1995 r. w czasie świąt wielkanocnych chłopiec pojechał do krewnych. (Był katolikiem. Katolicy należą do najniższych warstw społeczeństwa Pakistanu). Gdy wraz z kuzynami wybrał się na wycieczkę rowerową, zamordowali go nieznani sprawcy, wystrzeliwując do niego 120 kul.

[Żródło: Gazeta.pl, Kupujemy pot i krew, zdjęcie: Wikipedia English]

Moje refleksje

Nie należę do ludzi naiwnych, którzy uważają, że świat uda się łatwo zmienić. Wręcz nie popieram podejrzanych lewackich ruchów pacyfistycznych i ekologicznych, które nierzadko są wspierane i kontrolowane przez rosyjski wywiad, a jedyne co potrafią to robienie hałasu w sprawach trzeciorzędnych. Doceniam za to wolontariuszy, którzy jeżdżą w niebezpieczne regiony świata, gdzie na miejscu na miarę możliwości pomagają najbardziej skrzywdzonym ludziom i informują świat o ich losie. Tak jak np. działacze monitorujący poniżenia i agresję, jakiej na co dzień doznają Palestyńczycy ze strony Żydów na tzw. terytoriach okupowanych. Nie wzruszają mnie żebrzący na ulicach i w tramwajach Rumuni stanowiący część mafii, której nie chciałbym widzieć w Polsce. Jednak opowiedziana wyżej historia robi na mnie dojmujące wrażenie. Rozpierając się w fotelu przed telewizorem, włączając MTV i sięgając jedną ręką po piwo a drugą po czipsy, czuję, że coś w głębi duszy mnie uwiera. Włączając niedawno zmodernizowany komputer i rozkoszując się cichą pracą podzespołów oraz niemal natychmiastowym ładowaniem stron po superszybkim łączu - to samo. Uważamy nasz kraj za biedny, uważamy, że zasługujemy na więcej, patrzymy pożądliwie na domy i samochody będące częścią codziennego życia naszych zachodnich sąsiadów - i słusznie. Obawiam się jednak - idącego wraz z bogactwem i całą wyrafinowaną konsumpcją, której w jej nadmiarze i przepychu nie sposób przetrawić - utracenia przez nas tego, co jest i powinno być nieodłączną cechą człowieka, czyli wrażliwości na ludzką krzywdę.

Niewesołe zakończenie

Pakistańska mafia dywanowa nie pozwoliła na wykrycie morderców Iqbala. Jednak jego śmierć sprawiła, że o niewolniczej pracy dzieci w manufakturach dywanów zrobiło się głośno. Dla BLLF zaczęła napływać pomoc z całego świata, a eksport pakistańskich dywanów zaczął spadać. Na to Pakistan nie mógł sobie pozwolić. Posłuszne media zaczęły oczerniać Front i jego przywódców (oskarżono ich np. o wykorzystywanie seksualne dzieci pozostających pod ich opieką). Tajne służby zaczęły urządzać rewizje, niszczyć samochody, sprzęt biurowy, zastraszać pracowników wielogodzinnymi przesłuchaniami, zaczęły się aresztowania. Działalność BLLF została praktycznie sparaliżowana. W bogatych krajach działa godny uznania ruch Fairtrade, który zaleca kupowanie tylko towarów z odpowiednim logo, co ma dać gwarancję, że zostały wyprodukowane przez ludzi dorosłych za godziwą zapłatę (chodzi głównie o produkty pochodzące z krajów Trzeciego Świata, takie jak kawa, herbata, ubrania, artykuły sportowe i właśnie dywany). Jednak w pogoni za obniżką kosztów nawet firmy z certyfikatami nie dotrzymują standardów i zdarza się, że po latach zostają przyłapane na korzystaniu z usług manufaktur zatrudniających dzieci.

03.11.2007, 22:18:30

Pułkownik Paul Tibbets nie żyje

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

01.11.07 w Columbus, Ohio, USA zmarł w wieku 92 lat emerytowany pułkownik Paul Tibbets, pilot i dowódca amerykańskiego bombowca B-29 Superfortress nazwanego Enola Gay, który 06.08.45 o 08:15 zrzucił bombę atomową na Hiroszimę, w Japonii, pierwszą w historii bombę atomową użytą na wojnie. Wybuch 5-tonowej bomby (siła 15 kt trotylu), którą nazwano Little Boy, zabił około 100 000 ludzi, Hiroszima została doszczętnie zniszczona. W trzy dni później amerykańskie siły powietrzne zrzuciły drugą bombę atomową na Nagasaki, śmierć poniosło tam 75 tysięcy ludzi. 10.08.45 cesarz Hirohito, wstrząśnięty losem mieszkańców, nie zważając na tradycję, rozkazał zaakceptowanie żądania Amerykanów czyli bezwarunkowej kapitulacji. 15.08.45 cesarz wygłosił orędzie, w którym ogłosił o zawieszeniu broni. 02.09.45 akt bezwarunkowej kapitulacji Japonii został podpisany na pokładzie pancernika USS "Missouri"

Paul Tibbets zawsze powtarzał, że nie ma wyrzutów sumienia z powodu zrzucenia bomby. Jak mówił, bardzo przeżywał fakt, że zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi, ale uważał swoją misję w 1945 r. za patriotyczny obowiązek, który należało wykonać. Dementował pogłoski, że popadł w alkoholizm, zwariował, albo popełnił samobójstwo. W jednym z wywiadów stwierdził, że "śpi w nocy spokojnie". Przed śmiercią polecił, aby nie organizować mu uroczystego pogrzebu, a na grobie nie stawiać kamienia nagrobnego. Jak powiedział, nie chciał, żeby stał on się miejscem protestów przeciwników broni atomowej.

Dyskusja o moralnym usprawiedliwieniu zrzucenia bomby atomowej co jakiś czas powraca w USA. Moim zdaniem postawa wojującego pacyfisty epatującego wysokością strat i cierpieniem ofiar nieuchronnie odbiera rozsądek i zdolność szerszego, obiektywnego spojrzenia na sprawę. Zacznijmy od tego, że łączne straty Japonii w czasie II wojny światowej wyniosły 1300 tys. żołnierzy i 900 tys. cywili. Amerykańskie straty w wojnie z Japonią to 280 tys. żołnierzy. Sprawa, o której często zapomina się w ogniu dyskusji skierowanej przeciwko broni atomowej, to naloty dywanowe stosowane od początku II wojny światowej przeciwko miastom i powodujące straty o skali podobnej do ówczesnych bomb atomowych i również równające miasta z ziemią. Najsłynniejsze naloty dywanowe to w nocy 13/14.02.45 na Drezno - 1370 bombowców, 30 tys. ofiar oraz w nocy 09/10.03.45 na Tokio - 279 B-29 Superfortress, 120 tys. ofiar. W wymienionych nalotach stosowano bomby zapalające wywołujące tzw. burzę ogniową czyli zjawisko wysysające tlen z całej okolicy. W takim nalocie ludzie, którzy nie zginą bezpośrednio od płomieni, giną w wyniku uduszenia - tak było w przypadku 70% ofiar nalotu na Drezno. Jak widać, w kontekście innych działań wojennych i ich skutków trudno jakoś szczególnie oburzać się na użycie bomb atomowych. Decyzja o użyciu tej broni spoczywa na barkach ówczesnego prezydenta USA, Harry'ego Trumana. Przy jej podjęciu wzięto pod uwagę szacunkowe straty w przypadku desantu na wyspy Japońskie, na których spodziewany był fanatyczny i desperacki opór wszystkich Japończyków, którzy do tego byli już przygotowywani. Szacowano, że zginęłoby kilkaset tysięcy żołnierzy amerykańskich i tyleż japońskich cywilów. Tak czy inaczej po Hiroszimie cały świat był zaszokowany mocą nowej broni - jeden samolot, jedna bomba i całe miasto zniszczone. W przeciwieństwie do uranowej bomby zrzuconej na Hiroshimę bomba Fat Man, która spadła na Nagasaki, była wykonana z plutonu. Jednym z celów bombardowania było porównanie skutków niszczących obu typów bomb.

B-29 Enola Gay, National Air and Space Museum, Północna Virginia
B-29 Enola Gay, National Air and Space Museum

Pułkownik Paul Tibbets, dowódca B-29 Superfortress "Enola Gay", który zrzucił bombę atomową na Hiroszimę na tle historycznego samolotu
pułkownik Paul Tibbets, dowódca samolotu, który zrzucił bombę atomową na Hiroszimę

Hiroshima i Nagasaki, miasta, na które w 1945 r. zrzucono pierwsze bomby atomowe
Mapa Japonii, Hiroszima, Nagasaki

Grzyb atomowy po wybuchu bomby atomowej nad Hiroszimą 06.08.45
Grzyb atomowy, Hiroszima, 06.08.1945

Grzyb atomowy po wybuchu bomby atomowej nad Nagasaki 09.08.45
Grzyb atomowy, Nagasaki, 09.08.1945

22.10.2007, 11:29:44

Wybory 2007 wygrały media

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Wyniki wyborów w zaokrągleniu oraz przeliczenie na liczbę mandatów: frekwencja – 54%; Sejm: PO – 42% (209), PiS – 32% (166), LiD – 13% (53), PSL – 9% (31), MN - 1, Samoobrona – 2%, LPR – 1%, PPP – 1%, PK – 0%. Senat: PO - 60 miejsc, PiS - 39 miejsc, pozostali - 1 miejsce. Lewica w Polsce znalazła się na marginesie. Wynik wyborów jest w dużej mierze poprawną odpowiedzią społeczeństwa na wszechstronne działania propagandowe zmierzające do tzw. odsunięcia PiS-u od władzy. PiS w tych wyborach musiał zmierzyć się z demonicznym obrazem swoich rządów kreowanym przez media w ramach trwającej 2 lata akcji politycznej, rozpoczętej w 2005 zapowiedzią rychłej katastrofy gospodarczej, a zakończonej w 2007 poważnymi ostrzeżeniami przed naruszeniem demokracji. Ten efekt zneutralizowała błyskotliwie przeprowadzona kampania wyborcza PiS-u, niestety, nie uniknięto błędów taktycznych w końcówce. Taki wynik wyborów nie szkodzi tak bardzo PiS-owi jako partii, która ma wszelkie szanse na przyzwoite zwycięstwo za 4 lata. Polska jednak straciła szansę na radykalną naprawę chorego organizmu państwowego toczonego przez korupcję i nieformalne związki z biznesem, zmiany zorientowane na poprawę bytu zwykłych obywateli oraz ugruntowanie mocnej pozycji na arenie międzynarodowej. Korzystne reformy związane z projektem IV RP zostaną spowolnione lub nawet zatrzymane na zawsze. Prawdziwe choć niewesołe są słowa Aleksandra Kwaśniewskiego: „21 października skończyła się IV RP”.

Analiza wyniku

Donald Tusk odniósł duże zwycięstwo, podejmując strategiczną decyzję, aby nie dać się wmanewrować w sojusz z LiD-em (czego oczekiwał salon jeszcze przed skróceniem kadencji), a jednocześnie odmawiając deklaracji odrzucenia koalicji PO-LiD z góry (czego oczekiwał, jako lider PiS, Jarosław Kaczyński). Zgarnął dzięki temu prawie wszystkie głosy, na które zapracowały mu media, a oddane w zasadzie przeciwko PiS. Wielkim przegranym własnej socjotechniki jest LiD. LiD i potężne grupy wpływów z nim związane wierzyły, że w Sejmie przeciwwagę dla „znienawidzonego” PiS-u będą w naturalny sposób tworzyć łącznie PO i LiD, jednak brak wyraźnej osi konfliktu między tymi partiami z jednej strony i zręczna gra Tuska z drugiej strony zadziałały na niekorzyść LiD-u. Dodatkowo nieoczekiwanie dla wszystkich LiD został skutecznie pogrążony przez własnego lidera Aleksandra Kwaśniewskiego i w nowym układzie sił można pożegnać się z tą przedostatnią partią PRL-owską (PZPR->SdRP->SLD->LiD), która utraciła swoje znaczenie. Ostatnią partią PRL-owską, która również powinna utracić znaczenie, jest PSL (ZSL->PSL), PSL jednak nieoczekiwanie zyskał na znaczeniu dzięki zapowiadanej przez PO koalicji. Z tej bezbarwnej, kunktatorskiej, mało znaczącej partii chłopskiej uczyniono sztucznie czarnego konia tych wyborów. Jakimś cudem mediom udało się na tę partię przekierować głosy ludzi mających małą wiedzę o polityce, ale tradycyjnie uważających całą klasę polityczną za złą, brudną i wspierających małe partie znane z trzymania się na uboczu nielubianych politycznych gier. Starannie przemilczano PRL-owskie korzenie PSL-u (ZSL był partią wasalną w stosunku do PZPR) oraz dość wierną służbę SLD po 1989 (dwukrotnie rządy koalicyjne). Waldemar Pawlak uciułał społeczną premię za trzymanie się od kilku lat na uboczu rozgrywek politycznych. PiS osiągnął bardzo dobry wynik jak na partię rządzącą (pierwszy raz po 1989 tak dobry wynik partii rządzącej) oraz atakowaną przez media w stopniu dotychczas niespotykanym. Ewidentnie jednak utracił mandat do rządzenia oraz kontynuowania projektu IV RP, nie ma nawet liczby mandatów wystarczającej do podtrzymania weta prezydenta. Niezależnie od poglądów politycznych i związanych z tym emocji dotyczących wyniku wyborów pozytywnie należy ocenić postępujące porządkowanie sceny politycznej. Krystalizuje się powoli system dwupartyjny z dwiema głównymi opozycyjnymi w stosunku do siebie siłami. Nastąpiło zmniejszenie liczby reprezentowanych w Sejmie ugrupowań oraz zbliżenie do poziomu większości bezwzględnej dla jednej partii, dla dobra demokracji procesy te powinny dalej postępować. Ważne jest wyrwanie społeczeństwa z marazmu obywatelskiego widoczne w tym, że mieliśmy najwyższą po 1989 frekwencję. Niezależnie od innych ocen PiS-u praktyczna likwidacja populistycznych partii – Samoobrony i LPR-u – jest jego sukcesem dla demokracji. Niepokojące jest głaskanie Polski przez UE za dobre sprawowanie oraz dzisiejsze deklaracje świadczące o uelastycznieniu stanowiska Rosji w sprawie embarga na polskie mięso. Mimo obniżki indeksów giełdowych, akcje firm Ryszarda Krauzego poszły w górę. Mamy jasne sygnały, że wyniki wyborów są po myśli Brukseli, Moskwy, Berlina, wielkiego biznesu. Powstaje pytanie, kto wybiera w Polsce?
Podsumowanie
PO – upragnione zwycięstwo po latach głosami elektoratu antypisowskiego, który wykazał zrozumienie mechanizmów demokratycznych i słusznie ocenił, że tylko poparcie partii mającej największe szanse na wygraną może zapewnić mu sukces czyli odsunięcie PiS od władzy; elektorat antypisowski może jednak nie zapewnić trwałego poparcia w przyszłości, zwłaszcza, gdy weźmie się pod uwagę, że pluralizacja mediów będzie jednak stopniowo postępować.
PiS – wynik poniżej oczekiwań, ale bardzo dobry jak na partię rządzącą i zwalczaną przez czwartą władzę czyli media; to właśnie duże i udzielone wbrew poprawności politycznej poparcie jest prawdziwym dowodem przebudzenia społeczeństwa obywatelskiego w Polsce, wypracowany w ciężkim boju elektorat może okazać się trwały i stanowić duży potencjał w następnych wyborach.
LiD – druga z kolei poważna porażka wyborcza oraz brak przydatności jako formalnego koalicjanta spowoduje marginalizację i dalszą utratę realnych wpływów w państwie na rzecz silniejszych graczy; duży problem dla tzw. salonu oraz środowiska skupionego wokół Adama Michnika a także dla twardego elektoratu tej partii.
PSL – bardzo wysoki wynik jako dla partii środka i spokoju, efekt trzymania się na uboczu sporów politycznych w ostatnich latach oraz przejęcia części elektoratu niechętnego wszelkiej władzy.
Samoobrona – zasłużony koniec polityczny karierowiczów o marnej reputacji i podejrzanych powiązaniach.
LPR – zasłużony koniec polityczny karierowicza oszukującego ludzi za pomocą populistycznych prawicowych haseł.
PPP, PK – szkoda czasu.

Nowe możliwości

PO jasno i czytelnie obiecała wyborcom koalicję z PSL i trudno byłoby teraz z tej obietnicy się wycofać, więc mimo nacisku ze strony salonu LiD zostanie najprawdopodobniej już trwale odsunięty od władzy. Tworzy to nową nieoczekiwaną konfigurację polityczną. Opozycja w Sejmie będzie podzielona na 2 zdecydowanie przeciwne sobie obozy, jakimi są PiS i LiD, a tym samym będzie słaba. Z drugiej strony należy oczekiwać, że LiD będzie nieformalnie współpracował z PO-PSL, np. w przypadku weta prezydenta będzie pomagał PO-PSL w jego odrzuceniu, a nie PiS-owi w jego podtrzymaniu. Dużą siłą nowego układu parlamentarnego jest możliwość stworzenia silnego i stabilnego rządu, bez konieczności współpracy z ośrodkiem prezydenckim. Donald Tusk otrzymuje wobec tego niezwykle silną pozycję i trudno do końca teraz przewidzieć, jak ją wykorzysta. Otrzymał ogromne wsparcie od wielu wpływowych grup oraz mediów, te wpływowe grupy w naturalny sposób będą ciążyć do aktualnej władzy, czemu PO w odróżnieniu od PiS nie będzie się opierać. Jednak w zaistniałym układzie sił to Tusk będzie decydował komu zechce odwdzięczyć się. Nauczony doświadczeniem Jarosława Kaczyńskiego na pewno nie pójdzie na wojnę ze wszystkimi. Środowisko PO jest zresztą znacznie bardziej „układowe” od PiS-u i z łatwością znajdzie wspólny język z wielkim biznesem, w rzeczy samej to środowisko jest jego częścią. Ryszard Krauze z pewnością może spokojnie wracać do Polski. Krótko mówiąc nowa władza będzie starała się nie tyle zmieniać Polskę systemowo, co twardo zakotwiczyć się w strukturach administracyjnych i biznesowych, które są jeszcze w znacznym stopniu spenetrowane przez stare układy. PO będzie najpewniej próbowała połączyć swoje siły ze strukturami należącymi do LiD-u na wzór sprawnie funkcjonujących układów PO-LiD, takich jak warszawski czy krakowski. Ambitny Tusk będzie jednak twardo starał się wywalczyć dla swoich ludzi pozycję dostosowaną do osiągniętego w wyborach poparcia, a w walkach o władzę dobrze już się zaprawił wewnątrz swojej partii. Paradoksalnie bardzo ułatwi mu tę walkę wcześniejsze oczyszczenie pola przez PiS, a w szczególności likwidacja WSI – tym służbom zawsze najbliżej było do LiD. Dużym problemem dla PO będzie nijakość i pustka programowa własnej partii, prawie wyłączne skupienie się na haśle odsunięcia PiS-u od władzy w ciągu całej dwuletniej kadencji. To hasło zostanie zrealizowane natychmiast a pozostała po nim pustka i brak obiecanego cudu, może zaowocować nadspodziewanie szybkim spadkiem poparcia społecznego. W odróżnieniu od roli niekonstruktywnej opozycji, jaką PO przyjęła wcześniej, w rządzeniu PO nie będzie mogła uciec od zajmowania realnego stanowiska w różnych sprawach i konfliktach, a to zawsze będzie podobać się jednym a nie podobać innym. PO będzie musiała w końcu określić się jako bardziej socjalna lub liberalna gospodarczo a także bardziej konserwatywna lub postępowa światopoglądowo. Przy czym stawiam raczej na liberalizm gospodarczy i obojętność ze wskazaniem na rozwiązania postępowe w kwestiach światopoglądowych. W polityce zagranicznej PO zdradza euroentuzjazm, Bronisław Komorowski wyraził nawet opinię, że Polska powinna być tu prymusem – pierwszym krajem, który ratyfikuje Traktat Konstytucyjny oraz Kartę Praw Podstawowych.
Podsumowanie
PO – partia rządząca w koalicji z PSL; przy słabym koalicjancie oraz potencjalnej możliwości odrzucenia weta prezydenta przy pomocy LiD-u władza PO będzie niemal pełna; rządy PO nastawione na prezentowanie urzędowego spokoju i optymizmu, apetyty działaczy będą zaspokajane tak, jak w czasach sprzed afery Rywina czyli bez rozgłosu, w polityce zagranicznej ugodowe; pracę rządowi wydatnie ułatwią przyjazne media.
PSL – mała partia, ale jej znaczenie w nowej kadencji będzie znacznie większe od wielkości, ze względu na rolę „języczka u wagi”; niemniej należy oczekiwać, iż zgodnie z deklaracjami powstanie stabilna koalicja PO-PSL.
LiD – partia lewicowa, która zgodnie z odważną wizją Donalda Tuska stała się niekonieczna przy tworzeniu koalicji; brak formalnego udziału we władzy spowoduje, że nieformalne grupy wpływów związane z LiD-em będą przepływać w stronę PO, co doprowadzi do stopienia się obu środowisk od strony nieformalnej; LiD jako projekt polityczny nie sprawdził się i jako taki może podlegać dalszej marginalizacji.
PiS – duża partia opozycyjna związana z prezydenckim ośrodkiem władzy, ale bez realnego wpływu na sytuację polityczną; w tej roli obowiązkiem PiS-u jest dokładna i bezwzględna kontrola działań nowego rządu.

Prognozy długofalowe

Duża szansa na 4 lata stabilnych rządów koalicji PO-PSL. Trudny do przewidzenia przebieg wyborów prezydenckich 2010. Bardzo możliwe zwycięstwo wyborcze PiS w 2011 roku. 4 lata to kawał czasu. W środowisku PO nie ma takiej charyzmy i poczucia misji, które pozwoliłby tej partii oprzeć się jakże naturalnemu w polskich warunkach ciążeniu do siebie państwa i wielkiego biznesu w ramach nieformalnych układów. Doprowadzi to do szybkiego odrodzenia się starych układów. Dzięki dobrej współpracy z wpływowymi grupami oraz przy przyjaznych mediach, dopóki nie nastąpią konflikty wewnątrz układu rządzącego, z zewnątrz rządy PO mogą być oazą spokoju w porównaniu z rządami PiS-u. Oczywiście sytuacja jest inna niż w 2003, gdy nastąpił ostry konflikt we własnych szeregach rządzącego SLD zakończony wypłynięciem afery Rywina i klęską SLD. Z jednej strony rządząca PO będzie starała się nie popełnić tamtych błędów, z drugiej strony, gdy pojawią się sygnały jakieś afery, nieco bardziej zróżnicowane media raczej już nie będą aż tak bierne jak wtedy. Najważniejszym trwałym skutkiem rządów PiS-u i jego wielkim sukcesem pozostanie likwidacja WSI, struktury zdecydowanie wrogiej polskiemu państwu, poniekąd obcej w stosunku do niego. PiS może stać się naturalną siłą wymieniającą się z PO w rządzeniu państwem w układzie dwupartyjnym przykładowo co kadencję. Być może PiS nauczony doświadczeniem, aby uniknąć walki na wszystkich frontach, dotrze do pewnych grup wpływów, które umożliwią bardziej stabilne rządy od 2011. W tym sensie do projektu IV RP, jako radykalnego zerwania z uwikłaniem władzy w nieformalne układy, może nie będzie już powrotu, co jest dla mnie niewątpliwie smutnym wnioskiem z analizy sytuacji politycznej w dzień po wyborach 2007.
Podsumowanie
PO – rozczarowanie elektoratu brakiem obiecanego cudu oraz drugiej Irlandii, wypalenie rządzeniem nieco kunktatorskim obliczonym na zaspokojenie apetytów działaczy przy jednoczesnym unikaniu konfliktów, pozbawionym jasnej misji spowoduje, iż partia w 2011 straci władzę i przejdzie do opozycji.
PSL – podzieli los małych partii z obecnej kadencji zwanych przystawkami i albo połączy się z PO przed następnymi wyborami, albo w wyborach 2011 ostatecznie zniknie z życia politycznego.
LiD – po stopieniu się aktywów czyli wpływowych grup związanych z tym środowiskiem z siłami związanymi z nowym środowiskiem władzy, jakim stanie się PO, przed następnymi wyborami partia pozbędzie się dawnych liderów i połączy się z jakimś prężnym środowiskiem ideowej lewicy; będzie starała się stworzyć nowoczesne środowisko lewicowe w Polsce, ale z już ostatecznie przeciętymi związkami PRL-owskimi; najbardziej znani politycy LiD mają szansę podzielić los dawnych elit Unii Wolności, czyli usuną się w cień i otrzymają ciepłe i przyjemne posady u przyjaciół z biznesu.
PiS – najpoważniejszy kandydat do przejęcia władzy w wyborach 2011; ewentualne rządy PiS-u będą prawdopodobnie jeszcze stabilniej umocowane w parlamencie niż obecne PO, ale też bardziej „ułożone” niż ostatnie rządy PiS-u, nastawione na lepszą współpracę z biznesem, prawdopodobnie będą bardziej „wygładzone” w polityce zagranicznej, może nawet częściowo będą kontynuować politykę zagraniczną odziedziczoną po PO.

19.10.2007, 21:52:17

Kilka uwag na koniec

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Kilka miesięcy temu zacząłem pisać bloga (Joggera), traktując go jako pewną namiastkę projektów internetowych, które chciałbym kiedyś zrealizować. Bliska mi tematyka futurologiczna stopniowo ustąpiła bieżącej polityce. Jako uważny obserwator rzeczywistości oraz człowiek duchowo zaangażowany w sprawy Polski - mojego kraju - postanowiłem wyrazić tutaj swoje spostrzeżenia na tematy bieżące. I tak doszedłem do miejsca, które nieuchronnie zmusza do pewnego podsumowania. [dokończenie w nocy, bo już napisany tekst straciłem przez małą awarię ;( , początek na wszelki wypadek teraz, żeby system zapisał datę przed północą... ;) ]

17.10.2007, 12:34:29

Wybór zwycięzcy wyborów

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Maciej Rybiński: Wybrano nie tylko zwycięzców wszystkich trzech debat, ale już nawet zwycięzca wyborów został wybrany. Właściwie nie ma po co głosować. Pewnie dlatego trwa akcja wymyślania haseł mających zachęcać do udziału w wyborach. Po prostu, bez sugerowania na kogo głosować.

Istotnie, po co sugerować, skoro i tak wygrają ci, co powinni. Najbardziej neutralne z tych haseł, jakie usłyszałem brzmiało: Masz prawo, głosuj na lewo. Sam, bez żadnego konkursu, wymyśliłem kiedyś znacznie lepsze: Hej, kto skory, na wybory. Albo: Jeśliś jurny, idź do urny. Mój pies zasugerował też ładne hasełko, takie bliskie życia i politycznej praktyki: Daj głos, a potem łapa i leżeć. Kilku znajomych socjologów wyraziło ostatnio pewną zawodową konfuzję dużą rozbieżnością pomiędzy różnymi badaniami opinii. Próbowałem ich pocieszać, że być może jest to skutkiem pomieszania ideowego ankietowanych, którzy przed śniadaniem przychylniej patrzą na inne ugrupowanie niż po wypróżnieniu. Nie ośmieliłem się natomiast przytoczyć dość uciesznej historyjki o pierwszym badaniu opinii publicznej, jakie przeprowadzono po upadku muru, ale przed zjednoczeniem Niemiec - zapytano mieszkańców NRD, czy chcą zjednoczenia. Niemal wszyscy odparli, że nigdy w życiu. Konsternacja trwała aż do czasu, gdy ktoś bystry zauważył, że ankietka była telefoniczna, a w NRD telefony mieli tylko działacze partyjni, funkcjonariusze i agenci Stasi. U nas wszyscy mają już telefony, ale każdy telefon ma inny numer. Niewykluczone więc, ze przyczyną różnic w notowaniach popularności partii i polityków jest wybór numerów.

Felieton Macieja Rybińskiego, "Fakt" 17.10.07

05.10.2007, 17:59:50

Depresja

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Depresja jest chorobą. Należy do grupy chorób psychicznych takich jak np. mania czy schizofrenia paranoidalna (zresztą niektóre objawy tych chorób się pokrywają). Jako osoba mająca kontakt z wieloma ludźmi, zacząłem mimochodem dostrzegać, że takie choroby, w szczególności depresja, nie są wcale tak rzadkie, jakby się z pozoru wydawało. Problem z depresją jest taki, że nie istnieje depresja typowa; u każdego może przebiegać inaczej. Różne też mogą być przyczyny: predyspozycje genetyczne, traumatyczne przeżycia z dzieciństwa, długotrwały stres. Jeśli choroba nie jest leczona, doprowadza do destrukcji osobowości albo do samobójstwa.

Objawy depresji

Każdy zdrowy człowiek przechodził krótsze lub dłuższe okresy smutku, chandry, przygnębienia. W odniesieniu do takiego stanu używa się czasem potocznie słowa depresja, ale nie jest to depresja w sensie zaburzenia medycznego. W depresji negatywne stany emocjonalne są dominujące i wszechogarniające. O zaburzeniu mówimy, gdy objawy trwają co najmniej 2 tygodnie:
- obniżenie nastroju, unikanie kontaktów z ludźmi
- anhedonia (utrata zdolności odczuwania przyjemności)
- poczucie winy lub bezwartościowości
- trudności z koncentracją uwagi
- samookaleczenie, skłonności samobójcze
- spowolnienie lub pobudzenie fizyczne i umysłowe (pobudzenie ma tu charakter stanu lękowego)
- osłabienie lub wzmożenie apetytu
- zaburzenia snu
W ostrej depresji może wystąpić: zaniedbywanie potrzeb biologicznych, znaczne spowolnienie psychoruchowe.

Patrząc z zewnątrz należy zwrócić uwagę, gdy bliska osoba:
- wycofuje się ze związków społecznych
- wypada z dotychczas pełnionych ról
- przestaje być żoną, matką, mężem, ojcem, dobrym pracownikiem
To sygnał, że człowiek wpadł w stan, w którym należały zasięgnąć porady psychiatry. Nie należy w takim przypadku udzielać rad typu: "weź się w garść", "otrząśnij się", "nie histeryzuj", namawiać do urlopu, wypoczynku.

Drastycznym skutkiem depresji jest samobójstwo. Osoba, która chce popełnić samobójstwo wysyła pewne sygnały, np. wypowiedzi typu "lepiej byłoby wam beze mnie, lepiej byłoby ze sobą skończyć". Poważnym sygnałem jest nagła poprawa stanu psychicznego osoby będącej na skraju samobójstwa nazywana "złowieszczym spokojem". Chory nie odczuwa już niepewności i lęku ponieważ podjął decyzję o samobójstwie, które w jego przekonaniu rozwiąże wszystkie problemy. Zgodnie z polskim prawem, jeżeli chory człowiek z zagrożeniem samobójstwem nie wyraża zgody na hospitalizację, może być przyjęty na leczenie psychiatryczne bez zgody (Ustawa o Ochronie Zdrowia Psychicznego z 19.08.1994). Osobiście w tym przypadku stawiam wyżej godność człowieka nad ratowanie życia, przymusowe leczenie jest moim zdaniem nie do przyjęcia.

Stres, depresja, leczenie

Jednym z ciekawszych mechanizmów prowadzących do depresji jest niszczący wpływ długotrwałego stresu na układ nerwowy. Znanym faktem jest, to że większość chorób ma podłoże psychosomatyczne; klasyczne przykłady to nadciśnienie, zawały, wylewy, wrzody układu pokarmowego, migreny. Mniej znane są niszczące skutki stresu w stosunku do samego mózgu. W rezultacie stresujących przeżyć układ nerwowy ulega zużyciu. W szczególności dowiedziono, że powstają uszkodzenia (skurczenie) struktury znajdującej się w mózgu zwanej hipokampem pod wpływem silnego stresu. Następstwem uszkodzeń w hipokampie są smutek, poczucie beznadziei, brak energii, kłopoty z pamięcią i koncentracją uwagi. Hipokamp pod wpływem traumatycznych przeżyć może być skurczony od dzieciństwa, wiele lat przed pojawieniem się depresji. Depresja zmniejsza odporność i przyspiesza starzenie się organizmu. W leczeniu depresji stosuje się psychoterapię, leczenie farmakologiczne, w najcięższych przypadkach również elektrowstrząsy. Znanym lekiem antydepresyjnym jest popularny Prozac zwany pigułką szczęścia. Depresja potrafi zniknąć samoistnie, bez leczenia. Często jednak wraca i to ze zdwojoną siłą, a każdy jej epizod toruje drogę następnemu. Po kilku nawrotach choroba zaczyna się pojawiać i trwać niezależnie, bez zaostrzających ją zdarzeń.

Dane epidemiologiczne

Skłonność do depresji zdradzają pracoholicy i perfekcjoniści. Chorych na depresję przybywa we wszystkich grupach społecznych. Depresję zalicza się do chorób cywilizacyjnych. Według danych WHO depresja znajduje się na czwartej pozycji wśród chorób będących zagrożeniem dla cywilizacji. W roku 2020 znajdzie się na drugim miejscu po chorobach układu krążenia. W Polsce ponad 1 mln osób jest zarejestrowanych w poradniach zdrowia psychicznego (dane Instytutu Psychiatrii i Neurologii). Badania realizowane w ramach programu Natpol Plus wykazały, że w Polsce objawy depresji wykazuje 24 % mężczyzn i 34 % kobiet. Za kilka lat społeczne skutki depresji mogą być katastrofalne. Depresja jest chrobą powodującą wysoką niepełnosprawność i mającą duży współczynnik śmiertelności. Połowa osób chorych na depresję ma myśli samobójcze a co dziesiąta osoba popełnia samobójstwo. Pod względem zdrowotnych przyczyn nieobecności w pracy depresja jest na pierwszym miejscu na świecie.

Znane osoby

Katarzyna Figura o jednej ze swoich ról: "Był styczeń 2004 roku, kilka dni przed śmiercią mojego ojca, który chorował na raka. To trudny materiał, postać kobiety przegranej, ale próbującej pozbierać się jak feniks z popiołów. Na miarę czasu, bo byłam w potwornej depresji, poczuciu rozpaczy i nieszczęścia, ojciec bardzo cierpiał."

Muniek Staszczyk: "Przez lata byłem mocny jak czołg i nagle wszystko się skończyło. Miałem dosyć sceny, przestałem gadać z chłopakami z zespołu."

Leszek Miller: "Niewiele osób się do tego przyznaje, ale nagromadzone napięcia powodują, że wielu polityków w Polsce staje się wybuchowych albo zagląda do kieliszka. Gdy miałem gorsze dni i huśtawki emocjonalne, zamykałem się w sobie, nie chcąc przenosić frustracji na bliskich."

Przykładowe relacje

Suchy opis naukowy czy popularnonaukowy nie daje takiej świadomości, czym jest depresja, jak zapoznanie się z rzeczywistymi przypadkami. Niżej przytaczam relacje znalezione w Internecie. Może nie dla każdego będą one szczególnie wstrząsające, ale mają tę zaletę, że są naturalne, dają wyobrażenie, co dzieje się w głowie chorej osoby i dają do myślenia, aby baczniej przyjrzeć się swojemu stanowi lub ludziom w swoim otoczeniu, czy aby przypadkiem ktoś nie potrzebuje pomocy.

Marcin
Trzy tygodnie temu zerwała ze mną dziewczyna z którą byłem 15 miesięcy, zerwała bo nie czuje tego co wcześniej, dwa dni później moja babcia dostała zawału i dopiero dzisiaj ją wypuścili ze szpitala. Lekarze mało jej dają. Prowadziłem też klub sportowy który jest ku rozpadowi, wyrzucili mnie wczoraj z pracy, bo stwierdzili ze nie potrzebują ludzi którzy nie potrafią sobie poradzić z własnymi problemami. Dzisiaj spotkałem się z panią psycholog, do której chodziłem kilka miesięcy temu z nerwicą, zrobiła mi test na depresję na możliwych 20 punktów miałem 17. Powiedziała, że jest to zaawansowana depresja, tym bardziej ze trwa to już ok. 3 tydzień. Od 3 dni nic nie zjadłem, a od 2 tygodni jadłem tylko śniadanie w pracy, schudłem ponad 5 kg. Nie mam ochoty na nic, ostatnio mam samobójcze myśli, to bardzo boli. Przedwczoraj miałem napad w nocy, leżałem na ziemi w swoim pokoju i płakałem, trzymałem różaniec w ręku, przewalałem się we wszystkie strony! Gdy powiedziałem to pani psycholog, stwierdziła, że potrzebuję wizyty u psychiatry. Tak w ogóle to pisząc to, sobie płaczę, moja była dziewczyna nie chce do mnie wrócić, a serce już mi wysiada z tego wszystkiego, mam napady trzęsaw. Nie biorę używek, czasami coś wypiję, lecz teraz mam ochotę wypić dużo, lecz wiem, to mi nie pomoże, dlatego wolę płakać, bo szczery płacz czasami jest potrzebny. Wiem, że mój problem może nie jest wielkim problemem, lecz dla mnie jest ogromnym.

distress
Mam nawrót depresji, od ok. miesiąca jestem na Asentrze, w tej chwili na 100 mg. Ona mnie osacza od ponad roku, do tej pory udawało mi się stawiać jej czoła, na lekach lub bez... ale w którymś momencie poczułam, że jak nie wrzasnę to się uduszę... to ciągłe udawanie, że jest ok, udawanie w domu, w pracy, przed swoim Ukochanym... W piątek poczułam, że nie dam rady dłużej... nie dam rady wyjść z domu, nie dam rady spotkać się z nikim, nie dam rady wykrzesać z siebie słowa... W sobotę napisałam do mojego mężczyzny że nie mogę, zostaję w domu, nic nie planowaliśmy... od tamtego czasu się nie kontaktujemy... ja odcięłam się zupełnie od świata, on nie próbuje mnie z tego wyciągnąć... paradoksalnie ja potrzebuję choć szczątkowego zainteresowania z jego strony, ale sama chciałam... poza wszystkim mam potworne poczucie winy za takie zachowanie... zniknęłam... pierwszy raz w życiu... nie wiem do czego to ma mnie doprowadzić, do czego doprowadzi nasz związek... ta choroba to gówno, które zniszczy wszystko...

Kasia
Jestem mężatką, mam wspaniałą 2-letnią córkę, którą kocham nad życie, a w styczniu 2008 r. urodzi mi się drugie maleństwo... wydawałoby się, że w życiu mi nic nie brakuje... z mężem układa się różnie. Od pewnego czasu jestem w totalnym dołku, płaczę po kryjomu, mówię do siebie, mam bardzo często myśli samobójcze... wiem, że pomyślicie, co za idiotka, nosi w sobie dziecko, a chce się zabić... ale tak jest. Ciężko mi strasznie, mam lęki związane z podwójnym macierzyństwem, z tym że mąż mnie w końcu zostawi (ostatnio przynajmniej raz w tyg. znika gdzieś na noc...)! Strasznie boję się życia, kontaktu z ludźmi i nawet teraz piszę to i myślę, żeby trzasnąć drzwiami i uciec... gdzieś, gdzie mnie nikt nie znajdzie! Naprawdę jest ze mną coraz gorzej! Już mnie nawet nie cieszy uśmiech i uścisk własnego dziecka...

niepokorny aniołek
Wszystko zaczęło się w wieku 15 lat. Nawet 13. Wtedy to po raz pierwszy trafiłam do psychologa. Powód - zaniepokojenie mamy tym, że nie mam przyjaciół. Rzeczywiście. Minął wrzesień, a ja tylko w książkach, przemykałam bokiem i najczęściej pozostawałam sama w klasie. Ciężko było. Nawet, gdy ktoś mi powiedział komplement, doszukiwałam się jakiegoś podtekstu. Dodatkowo strasznie rywalizowałam o to, by być najlepsza w klasie. Efekt był taki, że uczyłam się do 9 wieczór i wstawałam wcześnie nawet o 5 nad ranem i do 7 się jeszcze uczyłam. Bałam się oceny, krytyki. Wszystko musiało być na bardzo dobrze. Nie przekonywało mnie, że mogę być z czegoś gorsza. Potem doszedł stres. Zaczęła się depresja. Byłam leczona ambulatoryjnie. Pomogło, ale do czasu. Przyszedł okres liceum. Na wakacje odstawiłam lek (po konsultacji z doktor). Po wakacjach zaczął sie dramat. Nikt nie rozumiał co się ze mną dzieje. Odmówiłam chodzenia do szkoły. W październiku znalazłam się w szpitalu z diagnozą fobii szkolnej, potem depresji, wreszcie czegoś o wiele gorszego, bo choroby afektywnej dwubiegunowej (ktoś, kto to przeżył zrozumie, jakie to ciężkie przeżycie). Teraz mam ogromne lęki m.in. boję się dotyku ze strony chłopaka, mimo, iż nikt nie skrzywdził mnie tzw. "złym dotykiem". Gdy idę ulicą kulę się w sobie. Zdaje mi się, że każdy na mnie patrzy, ocenia, jak wyglądam, chodzę, zachowuję się. Dodam tylko,że cały czas jestem w terapii, uczę się w 2 kl. LO, chociaż rocznikowo powinnam być w maturalnej, ale żyję, staram się żyć tak jak inni.

04.10.2007, 19:30:21

Trochę satyry :-)

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Autorytety

Schowaj babci dowód

PiS - Wygramy na luzie!

11.09.2007, 23:48:43

September 11

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

11 września 2001 zmienił nasz świat. Ta data zapisywana w różnych formach: 911, 9/11, 9-11, September 11 - to niemal znak firmowy kojarzony na całym świecie z jednym wydarzeniem. XX wiek przyniósł wiele dat, wydarzeń równie ekscytujących, wartych dyskusji, dochodzenia prawdy, analizy skutków. Ale to już historia. A 11 września i jego skutki to teraźniejszość. Choćby z tej przyczyny zachęcam do poświęcenia kilku chwil analizie tej sprawy, a także do próby spojrzenia na różne fakty w niekonwencjonalny sposób.

Atak na WTC

Skutki 9/11
Spróbujmy wykonać ćwiczenie polegające na tym, aby wymienić najważniejsze skutki największego ataku terrorystycznego w historii świata, czyli 4 samolotów pasażerskich, które zostały porwane i ze zbiornikami pełnymi paliwa wykorzystane niczym bomby albo kamikaze do uderzenia w cele w USA 11.09.01. Zaczynamy: dwie wojny: Afganistan i Irak, obecnie kontynuowane formalnie jako misje stabilizacyjne. Wojna w Iraku to właściwie dokończenie tego, co zaczął ojciec George'a Busha, Jr. Z militarnego punktu widzenia obalenie Saddama Husajna już w czasie I wojny w Zatoce Perskiej wydawało się oczywiste. W optyce wczesnych lat 90. nie było to korzystne - wbrew pozorom Irak stanowił ważny czynnik stabilizacji w regionie jako przeciwwaga dla Iranu. Nieco mniej znanym skutkiem 9/11 było ustanowienie już 26.10.01 USA Patriot Act, prawa, które zmniejsza ilość swobód obywatelskich na rzecz zwiększenia zdolności władzy do zapobiegania aktom terrorystycznym (w Polsce politykierzy dzisiejszą władzę nazywają totalitarną, toteż na takie prawo zabrakłoby im chyba już wystarczająco mocnego słowa). Wojny wywołane przez 9/11 nieuchronnie spowodowały stałe zwiększanie i tak gigantycznego amerykańskiego budżetu wojskowego: 550 mld $ rocznie, czyli więcej niż wszystkie pozostałe kraje świata razem wzięte. Pieniądze te idą nie tylko na aktualne wojny. Są one wykorzystywane także do podtrzymania pełnej skuteczności odstraszania nuklearnego (mało mówi się o tym, że w latach upadku ZSRR Rosja tę skuteczność bezpowrotnie utraciła i nie zmieni tego fakt, że Putin nadyma się jak może), stałej wymiany broni na nowocześniejszą i prac badawczo-rozwojowych na wielką skalę. Wojny paradoksalnie napędzają gospodarkę i pchają do przodu naukę i technikę.

Wielki Brat
Początek XXI wieku to jednocześnie czas, w którym rozpędzony postęp technologii informatycznych tak przyzwyczaił nas do tego, że komputery z roku na rok zwielokrotniają swoją wydajność, że przestaliśmy na to zwracać szczególną uwagę. Taki sam przyrost wydajności, tyle, że w innej skali dotyczy nie tylko pecetów, ale i superkomputerów. Myślimy o pojawiających się codziennie różnych komputerowych bajerach, wodotryskach, które trudno zliczyć i spamiętać, a nie zwracamy uwagi na to, że niepostrzeżenie rosnące możliwości superkomputerów wyniosły na zupełnie nowy poziom możliwości związane z ewidencją ludności. W kraju tak naszpikowanym komputerowymi ewidencjami jak USA zaistniała możliwość, aby w jednym miejscu gromadzić kolosalne ilości informacji o każdym obywatelu. To już nie są tylko dane personalne, czy ubezpieczeniowe, ale gigabajty wyciągów bankowych, billingów, zapisów z podsłuchów, kamer. Same dane w tak dużej ilości byłyby bezwartościowe, ale w połączeniu z software, który coraz szybciej i inteligentniej przekopuje się przez te dane, kojarzy fakty i wyciąga wnioski, otrzymujemy coś w rodzaju Wielkiego Brata, który na żądanie władzy dostarczy dowolną informację o dowolnym obywatelu. Możliwości to jednak nie wszystko. W demokratycznym państwie prawa potrzebne są jeszcze odpowiednie przepisy. I oto, dzięki 9/11, amerykańscy obywatele chętnie zgodzili się na wprowadzenie tak istotnego ograniczenia swoich swobód. Zanim zaczniemy się dziwić, jak można być tak głupim narodem, zwróćmy uwagę na aspekt, który może być w Polsce niezrozumiały. W USA ludzie mają jednak dużo więcej zaufania do władzy niż u nas, a będąc społeczeństwem obrzydliwie bogatym i najpotężniejszym państwem na świecie - mają powody do takiego zaufania.

Nowe Pearl Harbor
Przedstawione wyżej fakty dowodzą, że w rzeczywistości władzom USA atak terrorystyczny 9/11 bardzo się opłacił. Pozwolił na przeprowadzenie akcji i projektów, które w innym przypadku byłyby niemożliwe ze względu na opór społeczeństwa przed utratą swobód oraz ze względu na chęć ograniczenia wydatków wojskowych. Zabrzmi to brutalnie, ale podtrzymanie rozpędzonej i dobrze naoliwionej machiny wojennej jest pierwszorzędnym warunkiem dominacji USA na świecie. Przypomina się inne wydarzenie historyczne, co do którego dociekliwi badacze mają wątpliwości, czy jest w pełni wyjaśnione. Wszyscy wiemy, że 7.12.1941 r. amerykańska baza wojskowa w Pearl Harbor została z zaskoczenia zaatakowana przez japońskie samoloty startujące z lotniskowców, atak zakończył się sukcesem Japończyków, którzy zadali Amerykanom istotne straty. Po tym wydarzeniu USA przystąpiły do 2. wojny światowej i jednocześnie stworzyły potężną nowoczesną armię z bronią, która zmieniła bieg historii - bronią atomową. Dziś trudno sobie wyobrazić, jak wyglądałby świat, gdyby USA nie przystąpiły do wojny, a przecież przed Pearl Harbor nie było takiej woli. Straty amerykańskie w Pearl Harbor były spektakularne, ale z wojskowego punktu widzenia niezbyt dotkliwe. Dociekliwi historycy znaleźli fakty wskazujące, że wysocy dowódcy mieli informacje pozwalające zapobiec temu atakowi albo z powodzeniem go odeprzeć i zminimalizować skutki. Ale czy bez Pearl Harbor wojenna mobilizacja amerykańskiego społeczeństwa byłaby wystarczająca? Czy coś wam to już przypomina? Dziś dociekliwi badacze 9/11 wskazują na fakty kwestionujące oficjalną wersję tych wydarzeń. Ich ustalenia można zbyć określeniem "teoria spiskowa". Nie chciałbym nikogo przekonywać do przyjęcia lub zaprzeczenia takiego poglądu i kwestionowania oficjalnej wersji, bo mam dostęp do tych samych danych co każdy inny. Namawiam natomiast do przemyślenia korzyści, które uzyskały władze USA dzięki 9/11 a także analizy faktów i spostrzeżeń, które zebrał w stosunkowo krótkim filmie jeden z badaczy 9/11. Następnie proponuję zdać się na swoją inteligencję, mądrość, intuicję i wyrobić sobie własny pogląd. Nie zapomnijcie podzielić się swoimi wnioskami w komentarzach. Film ma tytuł "911 In Plane Site" i polskie napisy, dzięki czemu łatwo można zapoznać się z jego treścią; czas 52:36.

Sam George Bush, Jr. stanowczo odpiera teorie spiskowe w tym fragmencie przemówienia wygłoszonego w ONZ 10.11.01 r. zacytowanym w filmie: "Let us never tolerate outrageous conspiracy theories concerning the attacks of September the 11th; malicious lies that attempt to shift the blame away from the terrorists, themselves, away from the guilty." (Nie możemy tolerować oburzających teorii spiskowych dotyczących ataków z 11 września; złośliwych kłamstw, które próbują odsunąć winę daleko od samych terrorystów, daleko od winnych.) Przeszukując Internet za pomocą wyrażenia "911 truth" otrzymujemy jednak setki tysięcy wyników zawierających przeróżne tzw. teorie spiskowe (czasem dość fantastyczne) a badania opinii wykazują, że ok. 50% Amerykanów nie ma zaufania do wersji oficjalnej. Powyższy film można zaliczyć do "lektur obowiązkowych" dla kogoś, kto nie ma czasu na zapoznawanie się z dużą ilością szczegółowych informacji. Można jeszcze zajrzeć do dwóch pozycji zawierających 2 przeciwstawne analizy ataku na Pentagon (który istotnie wzbudza wiele wątpliwości):
"Pentagon Strike" (Atak na Pentagon) - Sugestywnie wykonana prezentacja Flash (wersja pl).
911 Case Study: Pentagon Flight 77 - Godna uwagi analiza wykorzystująca techniki 3D potwierdzająca wersję oficjalną (bez dźwięku).

06.09.2007, 14:57:56

14 dni życia hybrydy

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Brytyjska agencja rządowa podjęła decyzję, na podstawie której brytyjscy naukowcy będą mogli w celach badawczych tworzyć ludzko-zwierzęce zarodki (hybrydy), które mają pomóc w walce z chorobami. Z hybryd mają być pobierane potrzebne w terapii komórki macierzyste w 6 dniu ich życia. Naukowcy będą mieli obowiązek zniszczyć hybrydy w okresie do 14 dni. Sprawy tego typu eksperymentów są pod względem etycznym niezwykle delikatne, ich ocena mocno zależy od światopoglądu. Nie chciałbym jednak tego tematu teraz rozwijać. Spójrzmy na to z punktu widzenia praktycznego. Wyraźnie widać, że pęd ludzkości do łamania wszelkich ograniczeń i sięgania do "boskich" mocy jest nie do powstrzymania. Tak było z opanowaniem reakcji związanych z rozszczepianiem jąder atomów oraz z ich syntezą. Zapewne podobnie będzie z biotechnologią i sztuczną inteligencją. Tak oczekiwany wiek XXI zaczyna pokazywać swoje oblicze a fantaści sprzed kilkunastu lat ze zdumieniem będą obserwować spełnianie się ich mniej czy bardziej trafnych wizji.

Znaczenie decyzji brytyjskich biotechnologów
Waga podejmowanych dziś decyzji jest zbyt duża, aby przejść obok nich obojętnie. Nie dziwię się Brytyjczykom, że śpieszą się z wprowadzeniem regulacji, które popchną naukę do przodu. Nie zapominajmy, że biotechnologia i powiązana z nią farmaceutyka to jeden z najważniejszych i... najbardziej skorumpowanych biznesów na świecie. Dzisiejsze eksperymenty to jutrzejsze patenty i ogromne pieniądze. Czy można będzie opatentować ludzko-zwierzęcą hybrydę? Wszystko wskazuje na to, że już nie długo. Dzisiaj hybrydy trzeba niszczyć do 14 dni. Nie chciałbym być na miejscu naukowca, który będzie to robił. I nie dlatego, żebym miał jakieś opory przed ich niszczeniem. To znaczy, refleksja natury etycznej musi się pojawić w każdym człowieku, ale potrzeba eksploracji jest podstawowym najsilniejszym imperatywem każdego prawdziwego naukowca. Będąc więc na miejscu tego naukowca musiałbym nieustannie walczyć z chęcią zrobienia następnego kroku, którego zakazują regulaminy. Z chęcią sprawdzenia, co stanie się po upływie tych 14 dni. W którym momencie i z jakich przyczyn hybryda obumrze? A co, jeśli będzie rozwijać się dalej? Wyhodujemy potwora?

Definicje
Chimery i hybrydy, to w biotechnologii różne kategorie obiektów. Zgodnie z dyrektywami UE obowiązują definicje:
Chimera oznacza:
- zarodek, do którego wprowadzono komórkę niepochodzącą od człowieka; lub
- zarodek złożony z komórek więcej niż jednego zarodka, płodu lub człowieka;
Hybryda oznacza:
- ludzką komórkę jajową zapłodnioną plemnikiem niepochodzącym od człowieka;
- komórkę jajową niepochodzącą od człowieka, którą zapłodniono ludzkim plemnikiem;
- ludzką komórkę jajową, do której wprowadzono jądro komórki niepochodzącej od człowieka;
- komórkę jajową niepochodzącą od człowieka, do której wprowadzono jądro komórki ludzkiej; lub
- ludzką komórkę jajową lub komórkę jajową pochodzącą od pozaludzkiej formy życia, w której w inny sposób zawarto haploidalne zestawy chromosomów człowieka i niepochodzących od człowieka.

ChimeraChimera - mysz hodująca na swoim grzbiecie ludzkie ucho (sama małżowina) przeznaczone do przeszczepienia 6-letniej dziewczynce.




Komórki macierzyste
W wielu rodzajach terapii ogromne znaczenie ma pozyskiwanie komórek macierzystych. Podstawowe cechy tych komórek (za Wikipedią) to:
1. są zdolne do potencjalnie nieograniczonej liczby podziałów,
2. mają zdolność do różnicowania się do innych typów komórek.
Marzeniem medycyny jest możliwość wytwarzania komórek macierzystych zgodnych genetycznie z dorosłym organizmem a następnie hodowania z tych komórek dowolnych organów in vitro. W ten sposób skończyłyby się problemy związane z odrzutami przeszczepów. Długoletni palacz mógłby zamówić sobie nowiutkie płuca, a osoba po zawale - zamiast męczyć się i ograniczać - dostawałaby nowe serce. Urazowe amputacje kończyn też przestałyby być wielkim problemem. Pacjent w gabinecie dentystycznym po ekstrakcji umawiałby się na następną wizytę po kilku tygodniach, na której czekałby na niego nowy żywy ząb do wszczepienia. Mocno zepsutych zębów nawet nie opłacałoby się leczyć tradycyjnie. Do takiego bajkowego świata jeszcze daleko, ale doniesienia są obiecujące już dziś. Dzięki komórkom macierzystym podobno już dziś jest realna szansa na zlikwidowanie problemu cukrzycy wymagającej podawania insuliny. Inne nieuleczalne choroby, co do których nadzieje stwarza technologia związana z komórkami macierzystymi to choroby Alzheimera i Parkinsona. Pozyskiwanie komórek macierzystych odbywa się dziś przy pomocy hodowli in vitro albo przez pobieranie z ludzkich embrionów. Zwłaszcza ta ostatnia metoda budzi wątpliwości etyczne. Źródłem embrionów jest terapia sztucznego zapłodnienia stosowana w przypadkach bezpłodności a pozostawiająca "nadwyżkę" embrionów. Po opisywanej tu decyzji Brytyjczyków dojdzie kolejne źródło czyli hybrydy. Należy też pamiętać, że póki co mówimy raczej o eksperymentach, niż o realnych sukcesach w leczeniu. Przy próbach uzyskania z komórek macierzystych bardziej skomplikowanych form - tkanek, organów - zamiast dzielić się w sposób zorganizowany i integrować z organizmem tworzą one tzw. potworniaki - rozrastające się mieszaniny bezładnie przemieszanych rozmaitych tkanek.

04.09.2007, 19:12:23

Król Mswati III wybiera 14. małżonkę

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Dziesiątki tysięcy młodych kobiet (teoretycznie - dziewic) przybyło wczoraj do stolicy Suazi, aby paradować przed królem w strojach topless z nadzieją, że wpadną królowi w oko. Jak co roku król Mswati III wybierał sobie kolejną żonę. Dziewczęta paradowały przed monarchą w rytualnym tańcu Umhlanga (Taniec z Trzcinami). Oficjalnie podano, że w uroczystości wzięło udział 100.000 dziewczyn i niezamężnych kobiet, co stanowi prawie 10% populacji tego państewka.

Taniec z Trzcinami jest to bardzo stary obrzęd, podczas którego młode kobiety z nagimi piersiami i odsłoniętymi pośladkami tańczą przed królem z trzcinami symbolizującymi dzidy w rękach. Mają na sobie tylko króciutkie ozdobione koralikami spódniczki i śpiewają hymny pochwalne na cześć władcy oraz królowej-matki zwanej Indlovukazi (Wielką Słonicą). Mówi się, że obrzęd ten upamiętnia czasy, w których tymi terenami rządziły okrutne amazonki. Król, jeśli tego zapragnie, może wybrać sobie spośród dziewcząt żonę. Ta wspaniała tradycja jest dumą Suazi. Wybór dziewczyny przez króla jest dla niej wielkim zaszczytem i nie może ona królowi odmówić. 39-letni król Mswati III od 1999 r. wybrał sobie już 13 żon (nie pytajcie mnie, dlaczego rachunek się nie zgadza). Liczba dziatek jest aktualnie dwucyfrowa. Jego ojciec Sobhuza II, który unieważnił konstytucję i wprowadził rządy absolutne, z 99 małżonkami dochował się około dwóch setek potomstwa. W rządzie Suazi zasiadają oddani krewni monarchy z dominującego klanu Dlamini, a skład parlamentu jest dobierany przez króla i jego ludzi. Partie polityczne są wyjęte spod prawa (może by tak wprowadzić to u nas?). Dworzanie głoszą, że bardzo nieliczna rodzina obecnego władcy musi przynajmniej mieszkać po królewsku. Zgodnie z prawem każda żona króla powinna mieszkać w pałacu, na ich budowę ostatnio przeznaczono 15 mln $ (roczny budżet opieki zdrowotnej tego kraju). Niestety, deputowani nie zgodzili się na luksusowy odrzutowiec za 45 mln $ dla króla. Uroczy jest fakt, że - podobnie jak u nas w czasach IV RP - nawet najwyższa władza nie może uchylić się przed wymiarem sprawiedliwości. Oto przykład. W 2001 r. król w swej mądrości ustanowił prawo mające przyczynić się do zmniejszenia szalejącej w Suazi epidemii AIDS (jak już wiemy, opieka zdrowotna ma tam kłopoty z budżetem). Zgodnie z tym prawem dziewczęta do 23. roku życia powinny powstrzymać się od seksu. Jednak sam król już w 2003 r. na Święcie Trzciny wybrał sobie 17-letnią uczennicę. Szczęśliwiec nie uchylał się od kary - zgodnie z prawem uiścił grzywnę w wysokości jednej krowy (prawo nakazuje zapłatę grzywny sprawcy nielegalnej utraty dziewictwa).

Położenie Suazi
Położenie Suazi

Król Mswati III
Król Mswati III

Przygotowania do Umhlanga
Przygotowania do parady z okazji Święta Trzcin na królewskim stadionie przed wyborem 14. żony przez króla Mswati III

Uroczystość powitania wiosny
Uroczystość powitania wiosny w uroczym kraju Suazi :)

04.09.2007, 10:51:46

Dzwoni Krauze do Prezydenta i co z tego wynika

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Tajemnicza rozmowa oligarchy z Prezydentem RP oraz wyjątkowo rzetelny news na ten temat w "Gazecie Wyborczej". Pojawia się pytanie, czy to możliwe, że Prezydent chroni bogatego biznesmena przed państwowymi służbami. News - jak zwykle w takich wypadkach - stał się elementem niekończącej się walki o dusze wyborców. Na koniec informacje o prawdziwych i domniemanych pogróżkach polityków pod adresem innych polityków, czyli nie taki Ziobro straszny, jak go malują.

Wstęp - media są złe
Mój pogląd o kłamliwości mediów jest niezmienny. Zaznaczam jednak, że nie jest to kłamliwość w prymitywnym wydaniu, z jakim mieliśmy (jako społeczeństwo) do czynienia do 1989 r. Teraz w mediach mamy do czynienia z dużą ilością faktów jak również różnorodnej publicystyki. Można to ująć matematycznie - jest wiele wektorów kształtujących społeczny obraz wydarzeń, ale liczy się wypadkowa tych wektorów, która koniecznie musi kierować społeczne sympatie we "właściwą" stronę. Dzięki temu uzyskuje się pozory różnorodności opinii z zachowaniem zasadniczych celów stawianych mediom przez ich właścicieli; obecnie głównym celem jest oczywiście zmniejszenie poparcia dla PiS-u albo mówiąc brutalnie - zatopienie PiS-u. Upatruję pewnej nadziei w tym, że polskie społeczeństwo ma niepokorną naturę i takie urabianie go na siłę może przynieść skutek przeciwny do zamierzonego. Zwrócę teraz uwagę na konkretną technikę stosowaną przez media, mianowicie na tzw. 'szum medialny', na przykładzie wczorajszego newsa o rozmowie telefonicznej Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z biznesmenem Ryszardem Krauze przeprowadzonej 13.07.07. Przy okazji tego newsa wytwarza się szum medialny ukierunkowany na powstanie wektora zmniejszającego zaufanie do Lecha Kaczyńskiego. Nie da się zatrzeć w społeczeństwie przekonania, że czołowi politycy rozmaitych ugrupowań - obecnie opozycyjnych - byli zamieszani w afery, czy podejrzane interesy, dlatego teraz wyraźnie widać, jak tworzy się falę wiadomości w mediach ukierunkowaną na zrównanie PiS do tego poziomu (zawoalowane propagowanie cynicznego poglądu typu "i tak wszyscy kradną, więc niech rządzą ci, którzy już się nakradli"). Elementem tej kampanii jest dzisiejsza sugestia, że Prezydent "załatwił" Krauzemu specjalne traktowanie przez państwowe służby. Innym elementem jest wczorajsza akcja Leppera w TVN - odgrzanie rzekomej afery Telegrafu, która powstała we wczesnych latach 90., kiedy to polską polityką sterowała jeszcze WSI i niezlustrowani TW z czasów PRL-u, do ich zadań należało preparowanie materiałów na niewygodnych polityków. Przypomnijmy, że właśnie Kaczyńscy byli zawsze na celowniku tych służb, byli tymi 'niewygodnymi', którzy skutecznie punktowali wszystkie wady i grzechy III RP. Stare, spreparowane przez byłych SB-ków materiały wyciąga się teraz za pomocą pionka Leppera, aby w przedwyborczym okresie tworzyć klimat nieufności do Kaczyńskich i ich ugrupowania. Przejdźmy do sprawy rozmowy Krauze-Prezydent.

Dzwoni Krauze do Prezydenta
Taki jest tytuł artykułu z "Gazety Wyborczej" 03.09.07 nr 205/07, s. 4. Sam artykuł wygląda na rzetelny. Na początku podaje rewelacje od anonimowego informatora z Prokomu. Faktem bezspornym jest to, że 13.07 miała miejsce akcja ABW w siedzibie firmy Prokom w hotelu Mariott. W tym czasie pan Krauze prowadził rozmowę biznesową z delegacją z Chin. Gdy Krauze dowiedział się o wejściu ABW, zadzwonił na prywatny telefon Prezydenta. Od tego miejsca pojawiają się rozbieżności. Anonimowy informator - pracownik Prokomu podaje rewelację, iż w trakcie trwającej kwadrans rozmowy, Krauze - rzekomo jako dobry przyjaciel Prezydenta - załatwił odwołanie akcji ABW. W dalszej części artykułu przedstawiono wypowiedzi rzecznika Prokomu i przedstawiciela Prezydenta. Z tych wypowiedzi wynika, że rozmowa zakończyła się po minucie, gdy Prezydent uznał prośbę Krauzego za niestosowną. Nie było żadnej interwencji, a ABW przeprowadziło zaplanowane czynności - zabezpieczyło nagrania z monitoringu oraz księgi wejść i wyjść. Krauze został umówiony w prokuraturze w celu złożenia zeznań jako świadek następnego dnia i zgodnie z tym ustaleniem stawił się w niej. Z dalszych dziennikarskich ustaleń można wysnuć wniosek, że pan Krauze przechwalał się wśród swoich pracowników dobrą znajomością z Prezydentem, a jej dowodem miała być długa rozmowa i rzekome załatwienie skutecznej interwencji Prezydenta w sprawie ABW. Biorąc pod uwagę, iż pan Krauze miał niegdyś świetne znajomości w świecie polityki a także to, iż prawdopodobnie i dziś część polityków (obecnie oskarżonych) miał w kieszeni ("najlepszy płatnik"), można sądzić, że te przechwałki służyły podtrzymaniu stosownej famy wśród swoich ludzi. Artykuł zawiera również wyjaśnienie Prezydenta, z którego jasno wynika, iż nieprawdziwa jest teza o przyjaźni pana Krauze i Prezydenta. Trzeba uczciwie przyznać, że artykuł co prawda na początku trochę eksponuje rzekomą sensację, ale trudno zarzucić mu stronniczość - w dalszej części podaje stanowiska różnych stron mających znaczenie dla tej sprawy.

Tworzenie medialnego szumu
Wiadomość z GW w formie wybitnie skróconej - ograniczonej do 'hitu', iż Prezydent załatwił Krauzemu odwołanie akcji ABW - od rana zaczęła żyć swoim życiem w mediach elektronicznych. Co "ciekawe" nikt "nie zauważył", że w GW podano oficjalne wyjaśnienia ze strony Prokomu i Kancelarii Prezydenta. Powtarzanie do znudzenia wyrwanej z kontekstu plotki z powołaniem się na GW doprowadziło do tego, że wielu zaczęło podejrzewać GW o kolejny przejaw braku dziennikarskiej rzetelności. Do tak ograniczonej wiadomości oczywiście odpowiednio ustosunkowała się opozycja oraz dyżurni komentatorzy - wszyscy nagle nabrali pewności, że właśnie wyszedł na jaw dowód na to, czego byli pewni od początku - nadal istnieją zażyłe stosunki między światem polityki a światem biznesu, mamy powtórkę znanych historii Aleksandra Kwaśniewskiego (choć tam obok Kulczyka i innych w tle pojawiał się jeszcze Ałganow z obcych służb). PiS, który miał przeciąć takie powiązania, okazuje się zupełnie taki sam. Leci konferencja prasowa za konferencją, liderzy opozycji pokazują święte oburzenie, tak samo szeregowi opozycyjni posłowie, dyżurni komentatorzy nadają w tej samej tonacji. Rząd zmuszony jest przejść do obrony, co z socjotechnicznego punktu widzenia jest samo w sobie niekorzystne. Oponenci rządu z satysfakcją przywracają do łask wykpione wcześniej słowo 'układ', używając go w odniesieniu do PiS-u i samego Prezydenta. Biorąc pod uwagę wyraźne zaangażowanie PiS-u w wyjaśnienie całej afery, czynienie z Prezydenta osoby zamieszanej w nią, jest czystą demagogią, można to nazwać 'odwracaniem kota ogonem'. Unaocznia to niepisaną zasadę stosowaną obecnie przez dużą część mediów i opozycję, mówiącą, iż w atakowaniu PiS nie ma zasad - wolno wszystko. Nie sposób nie odnieść wrażenia, że wszyscy zaangażowani w to szkalowanie PiS-u doskonale zdają sobie sprawę z bezzasadności swoich zarzutów, jednak brak dobrych argumentów nadrabiają zaciekłością wynikającą z walki politycznej.

Co wolno opozycji
Opozycja i wrogie rządowi media właściwie od samego początku rządów PiS-u uderzają w najwyższe tony, przy czym standardowe epitety i określenia to: awantura, wojna wszystkich ze wszystkimi, koniec z wolnością prasy, podejrzliwi paranoicy u władzy, wszyscy są podsłuchiwani, stalinowskie metody, totalitaryzm; celem opozycji jest "odsunąć Kaczyńskich od władzy i posprzątać po nich". Takiej "kanonady" nie przeżywał dotąd żaden rząd III RP. Przy takim zużyciu słów (można to nazwać 'inflacją słów'), gdy nagle okazało się, że zbliżają się wybory, nie pozostało im nic innego, jak dalsza eskalacja tych nonsensów. Każde wydarzenie jest tu dobrym pretekstem. Mówią: "krytykowanie rządu to święte prawo opozycji" i trudno się z tym nie zgodzić. Zatracając w tej krytyce dobry smak i zdrowy rozsądek, szkodzą sami sobie, na co zdają się wskazywać także ostatnie sondaże. Analizowany tu przypadek rzekomej przyjaźni Prezydenta Lecha Kaczyńskiego z biznesmenem Ryszardem Krauze jest szczególnie niekorzystny dla Polski, gdyż funkcja Prezydenta jest dość szczególna. Przy fatalnej Konstytucji, jaką firmował zresztą były prezydent Aleksander Kwaśniewski, same konstytucyjne uprawnienia prezydenta nie są wystarczające. Z pewnością siłą tego urzędu jest jego prestiż. Lech Kaczyński, jak żaden z dotychczasowych prezydentów, ten prestiż podtrzymuje. Trzeba przyznać, że - na szczęście - w atakach na Prezydenta opozycja nie posuwa się zbyt daleko, ale i te ataki, które się pojawiły w związku z opisywaną sprawą są szkodliwe dla Polski. Podkreślam - nie dla PiS-u, czy Lecha Kaczyńskiego jako osoby, ale dla Polski. Tak samo szkodliwe dla Polski jest podchwytywanie obraźliwych słów wizytującego nasz kraj prezydenta Vaclava Havla, iż w Polsce powinny odbyć się wybory z udziałem międzynarodowych obserwatorów, zrównujących nas z Białorusią.

Kto komu grozi
Niepokój budzi, gdy na konferencji prasowej LiD Jerzy Szmajdziński, komentując dokonania służb i prokuratury w tzw. aferze przeciekowej, grozi urzędnikom państwowym, że zostaną wobec nich wyciągnięte konsekwencje za ich pracę. Podkreślmy - jest to wyraźny sygnał, skierowany do zwykłych pracowników, mówiący, że lojalność w stosunku do dzisiejszej władzy nie opłaci się. W tle tej wypowiedzi pojawiają się sugestie, iż możemy spodziewać się czegoś w rodzaju Nocnej Zmiany 2 i dalej ostrzeżenia, żeby władza nie próbowała przeciwstawiać się, gdyby do tego doszło. Oczywiście, wtedy, w czerwcu 1992 postkomuniści mieli spolegliwego prezydenta - Lecha Wałęsę alias Bolka. Dzisiaj nie mają takiego atutu, ale ich ostrzeżenia brzmią groźnie, a nie są to ludzie, których można lekceważyć. Na tym tle nadinterpretowanie wypowiedzi ministra Zbigniewa Ziobry z ostatniej soboty jest jawną złośliwością. Min. Ziobro na konferencji 1.09 powiedział "Przyjdzie czas na ujawnienie kolejnych faktów i dowodów. (...) Będą mówić nie tyle o panu Januszu Kaczmarku, jego współpracownikach w przestępstwie, ale będą mówić o panu Tusku, o panu Olejniczaku, panu Giertychu i panu Lepperze." Podstawowa znajomość języka polskiego oraz użycie logiki w sposób oczywisty wskazuje, że chodzi tu o kompromitację liderów opozycji, którzy korzystają z wątpliwego wsparcia Kaczmarka i jego kolegów. Wyniki opublikowanych dzisiaj sondaży wskazują, że min. Ziobro miał w tych słowach rację. Inna interpretacja jest możliwa, ale wyraźnie naciągana. Kontekst wypowiedzi min. Ziobry a także kolejne konferencje nie pozostawiają żadnych wątpliwości, co do jej znaczenia. Jednakże od razu, gdy tylko usłyszałem te słowa na sobotniej konferencji, wiedziałem, że opozycja wykorzysta je przeciwko min. Ziobrze i w tym sensie można tę wypowiedź uznać za niezręczność, jak to ujął min. Wasserman w swoich komentarzach. Jak można było spodziewać się, opozycja z uporem zaczęła powtarzać, że min. Ziobro gromadzi na nią haki i grozi ich użyciem, na podstawie tej fałszywej tezy zastosowała zwykłą metodę - oskarżanie o stalinowskie metody, dyskusje, komentowanie, wymuszenie dementowania, złożenie doniesienia do prokuratury, żądanie dymisji - cały ten zgiełk, którego celem samym w sobie jest oczywiście tworzenie medialnego szumu.

18.08.2007, 20:39:28

Następny poziom - nanofabryki

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Nanotechnologia i wyobraźnia
Technologia operowania na pojedynczych atomach znana jest już od dłuższego czasu. Spektakularnym pokazem tych możliwości było osiągnięcie Donalda Eiglera z laboratorium IBM, polegające na wykonaniu firmowego napisu "IBM" z 35 atomów ksenonu w 1988 r. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Oczekiwania w stosunku do nanotechnologii jak i możliwe zagrożenia dla ludzi i środowiska wykraczają poza wyobrażenia klasycznej sf. Po manipulacjach pojedynczymi atomami przyszła kolej na budowanie prostych mechanizmów. Skala, o jakiej tu mówimy jest trudna do wyobrażenia:
   1 nm = 10-9 m, czyli 1 nm to jedna miliardowa metra
z drugiej strony:
   1 m = 1 000 000 000 nm, czyli 1 m to miliard nanometrów
Spróbujmy zastosować jakieś model dla wyobraźni. Za punkt odniesienia niech nam posłuży łatwy do wyobrażenia milimetr.
Pierwsza próba: 1 km ma się tak do 1 mm jak 1 mm do 1 nm. Dla porównania kilometra z milimetrem warto przypomnieć, że najwyższy (nieukończony) wieżowiec na świecie Burj Dubai ma 530 m wysokości a po ukończeniu w 2009 r. będzie miał prawdopodobnie ok. 800 m (WTC miał 417 m).
Druga próba: 1 mm to milion nanometrów. Dla porównania milion sekund to ok. 11,5 dnia, a milion godzin to już czas przekraczający długość ludzkiego życia - ponad 100 lat.
Trzecia próba: Gdybyśmy 20-calowy panel LCD (ok. 400x300 mm) pomniejszyli do skali "nano" czyli milion razy, to taki panelik miałby wymiary ok. 400x300 nm. W jednym pikselu zwykłego panelu zmieściłoby się 500 000 takich panelików.
Nano to nie koniec możliwości nazywania małych jednostek, układ SI przewiduje kolejne przedrostki: piko, femto, atto, ... Słowo nanotechnologia i skala "nano" odnosi się do wymiarów atomów. Średnica atomu wynosi kilka dziesiątych części nanometra. Średnica wirusa może wynosić 100 nm, a komórki - 10 000 nm.

Nanofabryki wytwarzające niezwykłe przedmioty
Myślę, że tak małe wielkości tak czy inaczej są trudne do wyobrażenia. Dlatego polecam poniższy film, który daje wyobrażenie jak mogą działać w przyszłości nanofabryki.

Ta interesująca wizja to daleko idące rozwinięcie dzisiejszych możliwości nanotechnologii. Zwraca uwagę, że nanofabryka zawiera takie same moduły powtórzone miliony razy. Przedmioty wytwarzane za pomocą nanofabryk są zaprojektowane z dokładnością do jednego atomu, dzięki temu możliwe jest wytwarzanie składanych gadżetów, w których, po rozłożeniu, elementy idealnie do siebie pasują.

Nanofabryki w medycynie
Nanofabryki w medycynie są nazywane czasem również sztucznymi komórkami. W praktyce taka nanofabryka przystosowana jest do produkcji leków. Po umieszczeniu w organizmie powinna ona przylgnąć do chorej komórki, ze składników znalezionych w otoczeniu wyprodukować lek, a następnie dostarczyć go do wnętrza komórki. Wyleczenie zaledwie jednej chorej komórki może być mało skuteczną metodą opanowania choroby. Rozważa się więc poszerzoną wersję nanofabryki, z którą współpracują nanoroboty posiadające czujniki do wykrywania chorych komórek oraz możliwość transportowania do nich leków wyprodukowanych w nanofabryce. W jeszcze bardziej rozbudowanej wersji nanoroboty mogłyby rozpuszczać złogi cholesterolu w tętnicach, naprawiać uszkodzone komórki np. serca, wątroby czy nerek a nawet neurony (leczenie choroby Alzheimera), mogłyby też niszczyć komórki rakowe. W tym przypadku nanofabryka mogłaby być centrum sterującym, naprawczym i produkcyjnym dla nanorobotów. Zakłada się też możliwość samozniszczenia niepotrzebnych nanofabryk, szczątki byłyby wydalane z organizmu.

Okiem pesymisty
Szaleni naukowcy występują nie tylko w filmach z Agentem 007. Całkiem niedawno Amerykanom udało się ukrócić zapędy pakistańskiego specjalisty od produkcji broni jądrowej dra A. Q. Khana, który sprzedawał komponenty i know-how takim reżimom jak Iran, Libia, Korea Pn. Można sobie wyobrazić, ile zła mogliby wyrządzić specjaliści od nanotechnologii, którzy przeszliby na "ciemną stronę mocy". Pamiętajmy, że sensem stosowania nanotechnologii jest równoległe działanie milionów mikroskopijnych elementów - czy to modułów produkcyjnych, jak w pokazanej wizualizacji nanofabryki przyszłości, czy nanofabryk i nanorobotów naprawiających chory organizm. Wyobraźmy sobie teraz, że nanoroboty otrzymują zdolność samoreprodukcji oraz zostają wyposażone w cechy destrukcyjne. Ziemia mogłaby zostać skażona rojami takich zabójczych nanorobotów przemieszczających się w powietrzu tak jak kurz i stopniowo pożerających i niszczących całe życie biologiczne na planecie.

14.08.2007, 14:10:07

Brzydki TVN

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

TVN24 - dalej piszę w skrócie TVN (a wraz z nim spora grupa mediów powiązanych politycznie), musi głęboko wierzyć w swoją misję kształtowania jedynie słusznych poglądów na wydarzenia polityczne. Misji tej nie powinny przeszkadzać takie cechy widzów, jak umiejętność myślenia, kojarzenia faktów oraz pamięć sięgająca dalej niż 1 dzień. Jeśli ktoś z widzów posiada takie cechy, to dla dobra misji TVN-u powinien pozbyć się ich jak najszybciej.

1.
U redaktorów TVN budzi wątpliwości uczciwość min. Ziobry, gdyż tak długo trzymał w sekrecie nagranie będące dowodem przeciwko Lepperowi. Czy te wątpliwości są logiczne? Na pozór tak, ale spróbujmy wbrew intencjom TVN skojarzyć kilka faktów. Otóż Lepper stwierdził, że przeciek, który uratował mu tyłek miał miejsce 14.06 w czasie rozmowy z min. Ziobrą. Nagranie Ziobry stało się dowodem kłamstwa Leppera dopiero w momencie, gdy kłamstwo to miało miejsce. Wcześniej nie było ono dowodem niczego! Dlaczego Ziobro miałby ujawniać to nagranie jako dowód, który nie był jeszcze dowodem, przed stwierdzeniem Leppera? Może TVN widzi to tak, że min. Ziobro mówi na konferencji prasowej coś takiego: "Panie Lepper rozmawialiśmy w dniach X, Y oraz Z. Właśnie doniosłem na siebie do prokuratury w sprawie przecieku, a na dowód pozostawiłem nagrania z naszych rozmów, które wykonałem w dniach X oraz Z, bo w dniu Y nie miał mi kto włączyć dyktafonu. Musi pan teraz oskarżyć mnie o ten przeciek i podać, w którym dniu miał on miejsce. Proszę dobrze się zastanowić i nie pomylić się." Wtedy Lepper po konsultacji ze sztabem doradców miałby ogłosić na konferencji prasowej triumfalnie: "Przecież to jasne! Ziobro ostrzegł mnie w dniu Y. Jak tylko posprzątałem przed przyjściem CBA (żeby nie pomyśleli, że jestem jakimś bałaganiarzem), zacząłem przygotowywać doniesienie na Ziobrę." TVN jest usatysfakcjonowane.

2.
Następne pytanie. Skoro to Ziobro jest tym złym, a Lepper - dobrym, to dlaczego właściwie Lepper nie poinformował o niewątpliwym przestępstwie, jakim był przeciek już w dniu, w którym to przestępstwo miało miejsce? Czyżby pan Lepper nie był taki czysty i informacja z przecieku była mu bardzo przydatna, żeby posprzątać po swoich przekrętach? W istocie chodzi tu o łatwą do odczytania grę. TVN ma taką presję na pogrążenie PiS-u, że nie ośmiela się nawet postawić tezy o winie Leppera, żeby Lepper się nie przestraszył. Chodzi o to, żeby Lepper nadal brnął w niebezpieczną grę (do afery łapówkarskiej dochodzi fałszywe doniesienie), która może się dla niego skończyć więzieniem, ale miał przy tym świadomość, że ma wielkie poparcie - opozycja + media - które pozwoli mu wywinąć się z tych sprawek.

3.
TVN z wielkim uporem dowodzi złych intencji PiS-u. Komentatorzy TVN-u są tak stronniczy, że nikt nawet nie postawi elementarnej tezy dotyczącej przecieku. Skoro od pogrążenia w aferze łapówkarskiej uratował Leppera przeciek, którego źródłem była jedna z dwóch osób: Ziobro albo Kaczmarek, to całkiem logiczne byłoby, żeby Lepper krył tego, który mu pomógł, a pogrążał tego, który jest dla niego nieprzyjazny. Nikt nie postawił elementarnego pytania: "Panie Lepper, skoro min. Ziobro ostrzegł pana przed kłopotami, to dlaczego pan teraz tak mu się odwdzięcza?"

4.
Każdy, kto śledził wczoraj wydarzenia na żywo musiał słyszeć, że pierwsza telefoniczna wypowiedź Leppera, gdy okazało się, że jest nagranie, była szokująca - stopień strachu i wzburzenia w głosie Leppera był niebywały i każdemu powinien dać wiele do myślenia. Na konferencji min. Ziobro był taki sam jak zwykle - z dużą pewnością siebie przedstawił to, co miał do powiedzenia i odpowiedział na pytania. Lepper na swojej konferencji był już trochę uspokojony. Dzisiaj jakiś ekspert na antenie TVN mówi ludziom w oczy, że jego zdaniem kłamie Ziobro a nie Lepper, gdyż Ziobro - w przeciwieństwie do Leppera - na swojej konferencji był bardzo zdenerwowany, przy czym ekspert ten komicznie zademonstrował drżenie ręki z dyktafonem (co do ścisłości: właśnie widzę na powtórce, że ręka Ziobry jest nieruchoma). Ten chwyt był na tyle żenujący, że miałem wrażenie jakby ktoś zza kamery dawał znaki temu gostkowi: "no, miałeś jechać po PiS-ie, ale nie przeginaj, bo nas ośmieszasz!". Szybko go wyłączyli.

5.
Obie strony, czyli Lepper i Ziobro zgodziły się, co do tego, że sama rozmowa miała miejsce, zresztą świadczą o tym inne dokumenty, problemem jest treść rozmowy. Ale TVN używa czasem określenia "rzekoma rozmowa". Dlaczego? Chodzi o to, żeby w osobach, które nie analizują wszystkiego (kto ma na to czas), tylko słuchają "jednym uchem" pogłębiać nieustannie wrażenie, iż min. Ziobro coś tam mataczy. Z tej samej przyczyny, z uporem godnym lepszej sprawy, TVN podnosi kwestię pokazania przez Ziobrę dyktafonu na konferencji prasowej, a jest to sprawa zupełnie nieistotna. Ważniejsza jest karta pamięci, a tak na prawdę - plik. To zawartość pliku pozwoli powiązać nagranie z określonym wydarzeniem a nie fizyczny dyktafon. Niech każdy sam sobie odpowie na pytanie - co zrobiłby z plikiem o takim życiowym znaczeniu. Ja na pewno nie poniewierałbym na konferencjach jedynej kopii... Zwróćmy uwagę - dla TVN fakty mają małe znaczenie a logika żadnego - ważna jest misja, w tym przypadku część misji polegająca na wywołaniu w głowie słuchacza ogólnego wrażenia, że min. Ziobro gra nie fair. Misją główną jest doprowadzenie do jak najgorszego wyniku wyborczego PiS. Wbrew faktom i logice. Psychotechnika - miejmy nadzieję, że jej poziom w wykonaniu TVN jest trochę za niski jak na nasze społeczeństwo.

13.08.2007, 19:18:50

Trochę techniki...

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

"Trochę techniki i człowiek się gubi" mówi porzekadło. Ciekawe, czy politycy i dziennikarze wiedzą jak kiepsko wypada ich znajomość nowoczesnej techniki, czyli techniki cyfrowej. Oto kluczem do wyciągnięcia ważnych wniosków dotyczących wiarygodności polityków ma być nagranie. Nagranie zostało wykonane na cyfrowym dyktafonie, który zapisuje dźwięk na swojej pamięci cyfrowej. Jakość dźwięku zależy od jakości mikrofonu oraz parametrów - częstotliwość próbkowania i rozdzielczość próbkowania. Sądząc po urządzeniu prezentowanym przez ministra Ziobrę jest to raczej kiepski dyktafon (typu odtwarzacz MP3 z opcją nagrywania), na dodatek był w kieszeni. Podejrzewam, że jakość nagrania musi być bardzo zła, aczkolwiek niewątpliwie da się wypreparować z niego treść rozmów po fachowej cyfrowej obróbce.

Jak komentują sprawę dziennikarze i uczestnicy wydarzeń? Czas na zabawne passusy:
1. Ciągle wiele osób z uporem godnym lepszej sprawy mówi o taśmie. Słowo "taśmy" stało się już stałym określeniem w polityce: taśmy Rywina, taśmy Beger, taśmy Oleksego... O ile w czasach Rywina to mogły być jeszcze taśmy, to obecnie czasy troszkę się zmieniły, ale czy to pokolenie polityków przyjmie to do wiadomości? Niektórzy używają już poprawnego określenia "nagranie".
2. Na konferencji ministra Ziobry dziennikarz pyta, dlaczego dowodowy dyktafon jest w rękach ministra a nie w prokuraturze. Biedny dziennikarz pewnie nie słyszał o czymś takim jak plik i nie podejrzewa, że po zaprotokołowanym wykonaniu kopii pliku sam dyktafon traci jakiekolwiek znaczenie dla sprawy. Prokuratorzy będą odtwarzać plik na profesjonalnym sprzęcie a nie byle dyktafonie...
3. Minister Ziobro nie ukrywa swojego dystansu do techniki i twierdzi, że z obsługi dyktafonu zna tylko jedną opcję - wyłączenie. To akurat może być niewiedza "polityczna", bo oznacza, że nie manipulował wyłączając dyktafon w kluczowych momentach.
4. Na konferencji pana Leppera sam Lepper twierdzi, że dyktafon był wyłączany i włączany, co ma być argumentem na jego korzyść. W przypadku nagrania co jak co, ale moment wyłączenia/włączenia, nawet jeśli nie słyszalny "gołym uchem", jest z łatwością rozpoznawany na graficznej prezentacji nagrania. O tym jednak Lepper chyba nie wie...

12.08.2007, 12:20:33

Konik polny i mrówka

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

O blogu...
Wyszukiwanie informacji w Internecie, w porównaniu przedinternetowymi metodami, cechuje się stosunkowo dużym stopniem nieprzewidywalności. Ma to swój nieodparty urok, co gorsza może uzależniać. Wielkość mojego Bookmarka dawno przekroczyła już granice rozsądku. Wiele znalezisk chciałbym zachować sobie na przyszłość, bo są zabawne, zawierają jakąś inspirującą myśl, wyrażają słowami wnioski bardzo podobne do moich, których ja nie miałem czasu nigdy zapisać albo z innych tego typu przyczyn. Cechą internetowych zasobów jest też ich efemeryczność, przy czym występuje ona na 2 poziomach:
1) zasoby znikają fizycznie, gdyż serwery to nie księgi zadrukowane i stojące na półkach, ale dyski i macierze gotowe w każdym ułamku sekundy kasować i zmieniać swoją zawartość; znikają też, bo za ich utrzymaniem stoją osoby, firmy, które wszak nie są wieczne...
2) zasoby znikają ze świadomości (strona, której nikt nie przegląda, w jakimś sensie nie istnieje); duże portale umieszczające setki newsów dziennie sprawiają, że zasoby są z dnia na dzień przykrywane grubymi warstwami nowych zasobów i nawet, jeśli fizycznie sobie gdzieś tam egzystują, to liczba wejść staje się statystycznie biorąc zerowa; kto przeczyta dajmy na to 792 komentarz do wiadomości nr 128 z jakiegoś dnia sprzed 15 miesięcy na portalu X?
Zatem postanowiłem ratować dla siebie niektóre ciekawsze treści od zapomnienia, używając do tego celu swojego Joggera. Cytując zasoby będę z grubsza podawał źródło, treść bez zmian. Będzie tylko korekta, mogą być skróty oraz moje autorskie komentarze, ale wyraźnie oddzielone. Warunkiem wykorzystania przeze mnie zasobu jest jego nietrwałość, efemeryczność, przykładowo: komentarze do newsów, wpisy na mało popularnych forach, strony dawno nieaktualizowane lub takie, które egzystują już tylko jako tymczasowe kopie wykonane przez jakieś pracowite netowe roboty. Liczę, że dzięki takiemu podejściu uniknę poważniejszych problemów autorskich. Zasadniczo zapisuję moje wykopaliska dla siebie, ale jeśli będą chętni do ich przeczytania i podzielenia się myślami na dany temat, to zapraszam z zastrzeżeniem, że cytowane poglądy nie zawsze muszą być zgodne z moimi poglądami.

Początek na wesoło. Treścią zaprezentowanego tekstu jest bajka o koniku polnym, która ma dwie wersje. Morał każdy musi wysnuć sobie sam. Źródła nie podaję, bo w można ją spotkać w wielu miejscach w kilku podobnych wersjach (wg Google 96 wystąpień). Mogę dodać, że niedawno opublikowałem sporą notkę na podobny temat, tyle, że w niebajkowej formie. Na dokładkę parę drobiazgów.

Konik polny i mrówka v2.0 PL

Bajka - wersja tradycyjna
Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato. Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę. - "Głupia mrówka" - myślał konik polny, który okres kanikuły spędził wypisując posty w Internecie. Kiedy nadeszły chłody i deszcze, mrówka schowała się w domu i skosztowała zapasów. Konik polny umarł z głodu i zimna.

Bajka - wersja współczesna
Mrówka pracowała w pocie czoła całe upalne lato. Zbudowała solidny dom i zebrała zapasy na srogą zimę. - "Głupia mrówka" - myślał konik polny, który okres kanikuły spędził siedząc przed komputerem i wypisując posty w Internecie. Kiedy nadeszły chłody, mrówka schowała się w domu i skosztowała zapasów. Drżący z zimna i głodny jak wilk konik polny zwołał konferencję prasową, na której zadał pytanie: - Dlaczego na świecie są mrówki z własnym domem i pełną spiżarnią, podczas gdy inni muszą cierpieć głód i nie mają dachu nad głową?!
TVN, Polsat i Telewizja Polska pokazują zdjęcia sinego z zimna konika polnego i siedzącej przy kominku zadowolonej mrówki. Po programie Elżbiety Jaworowicz cała Polska jest wstrząśnięta tak drastycznymi nierównościami społecznymi. - Jak to możliwe - pyta Monika Olejnik patrząc prosto w oczy - że w środku Europy na początku trzeciego tysiąclecia jest jeszcze tyle niesprawiedliwości?! Dlaczego konik polny musi tak cierpieć?!
Rzecznik prasowy OFKP (Ogólnopolskie Forum Koników Polnych) występuje w głównym wydaniu Wiadomości i oskarża mrówkę o syjonizm, nacjonalizm, szowinizm i konikofobię! Maciej Czereśniewski wraz z nowo powstałym zespołem śpiewa protest song "Niełatwo być konikiem". Piosenka błyskawicznie zdobywa pierwsze miejsce na listach przebojów.
Koniki polne zapowiadają zlot gwiaździsty w Warszawie w pierwszym dniu kalendarzowej zimy. Frakcja młodych koników polnych przed domem mrówki organizuje pikietę pod hasłem "Każdy chce żyć". Te same koniki zakładają Samoobronę i LPR - Ligę Pasożytów Rzeczpospolitej. Stowarzyszenie Życie i Pracowitość publikuje na stronie internetowej memoriał o większej liczbie aktów przemocy w domach, w których mrówki mają klucze do spiżarni.
Zaproszony do cyklicznej audycji "Co z tą Polaną?" charyzmatyczny przywódca partii polnej pyta, czy nie warto sprawdzić w jaki sposób mrówka osiągnęła tak wysoki status w kraju, w którym jest tak dużo biedy; "Należy wprowadzić podatek, który wyrówna szanse wszystkich mrówek i koników" - postuluje.
Prezydent wraz z żoną w specjalnym oświadczeniu zapewniają obywateli, że zrobią wszystko co w ich mocy, aby przywrócić wiarę w sprawiedliwość. Następnego dnia parlament w trybie przyśpieszonym uchwala ustawę, która nakazuje wszystkim mrówkom przekazać w formie podatku nadmiar zapasów do Centralnego Spichlerza.
20 lat później...
Konik polny zjada resztę zapasów mrówki. W telewizorze - który kupił za pieniądze ze sprzedaży jedzenia - widać nowego przywódcę, który rozpromieniony mówi do wiwatujących tłumów, że bezpowrotnie mijają czasy wyzysku i teraz nareszcie zapanuje sprawiedliwość. Podobało się? Chcesz więcej? To włącz telewizor...

Dla dociekliwych
Jean de La Fontaine Konik polny i mrówka
Niepomny jutra, płochy i swawolny
Przez całe lato śpiewał konik polny.
Lecz kiedy przyszły śniegi, zawieruchy,
Gorzko zapłakał biedaczek:
Żeby choć jaki robaczek...
Żeby choć skrzydełko muchy wpadło mi w łapki... miałbym bal nie lada...
To myśląc, zbiera sił ostatki
Idzie do mrówki sąsiadki
I tak powiada:
Pożycz mi proszę kilka ziarn żyta
Da Bóg doczekać przyszłego zbioru
Oddam z procentem! Słowo honoru!
Lecz mrówka skąpa i nieużyta
(jest to najmniejsza jej wada)
Pyta sąsiada:
Cóżeś porabiał przez lato?
Gdy żebrzesz w zimowej porze?
Śpiewałem sobie...
To za to tańcujże teraz niebożę!!!

Trawestacja bajki La Fontaina pojawiła się w Necie prawdopodobnie w roku 2003. Społeczeństwo zaczynało być wówczas zmęczone rządami SLD, podobnie jak dziś rządami PiS. Tyle, że wtedy były powody rzeczywiste, a dziś, wbrew stosunkowo dobrej sytuacji Polski, niezadowolenie społeczne jest kreowane przez grupy, które mają taką moc - są to silne (za silne u nas!) korporacje, które czują, że pod rządami PiS ich pozycja może ulec osłabieniu (czyli znormalizowaniu). Szkoda, że korporacjom - za pomocą mediów - tak łatwo idzie posługiwanie się społeczeństwem do swoich celów. Pamiętajmy, że Kowalski ma mierny wpływ na to jak informacje będą naświetlane w mediach, ale lobby tej czy innej korporacji taki wpływ posiada jak najbardziej.
Wrócę na chwilę do roku 2003, kiedy na stronach internetowych krążyło ciekawe zestawienie wypowiedzi lidera SLD - Millera przedzielonych odstępem czasu - 3 lat:

Wystąpienie Leszka Millera z dnia 07.08.2000 w RMF FM:
"Pan Jerzy Buzek powinien podać się do dymisji. Gdyby w moim rządzie doszło do jakiejkolwiek korupcji, a poparcie społeczne spadłoby ponizej 20%, to poczucie przyzwoitości nakazałoby mi podać się do dymisji."
Wystąpienie Leszka Millera z dnia 08.05.2003 w porannym Radiu Zet:
"Afera korupcyjna pana ministra Łapińskiego jest moim kolejnym bolesnym doświadczeniem, gdyż działo się to za mojej kadencji jako premiera. Pewnie stąd bierze się aż 80% negatywnych opinii o moim rządzie. Ubolewam nad tym, ale to nie jest powód podawania się do dymisji."

Zestawienie z satysfakcją przytoczył zarówno PR-owski team PO na oficjalnej stronie jak i zwolennicy IV RP. Lewica oczywiście milczy na ten temat. Zresztą działacze SLD o tak potoczystym języku, wyrobionym na setkach godzin spędzonych na zebraniach POP, mają bardzo wiele tematów do przemilczenia, tematów na które reagują nerwowo. Pierwszy z brzegu przykład, wiadomość z 24.08.03, która może da do myślenia zwolennikom tej formacji.

Lwia część z 225 mln zł - pieniędzy wyprowadzonych z PZU Życie przez Grzegorza Wieczerzaka - miała posłużyć do budowy sieci 35 rozgłośni radiowych. Nieformalnym patronem projektu był Włodzimierz Czarzasty, który próbował stworzyć koncern medialny związany z SLD.

Z drugiej strony żelazny elektorat LiD, doskonale wie, na kogo i dlaczego głosuje, więc chyba takie argumenty trafiają kulą w płot. Z 3 wiodących dziś partii lepsza jest PO, a najlepsza PiS. PO ma zdolność koalicyjną zarówno z PiS jak i z LiD, ale animozje mogą tę partię popchnąć w ramiona LiD (pokazały to wybory lokalne: po wyborach powstało więcej koalicji PO-LiD niż PO-PiS), co byłoby bardziej szkodliwą z realnych opcji. Wygrana PiS zmusiłaby wreszcie te dwie partie (PiS i PO) do stabilnej współpracy z korzyścią dla społeczeństwa. Taka współpraca byłaby z kolei najgorszą opcją dla skompromitowanego LiD.

11.08.2007, 19:14:01

Polityka w pigułce

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Jeśli ktoś chciałby zapoznać się ze spójnym, treściwym spojrzeniem na mętlik polityczny w Polsce, polecam poniższy tekst.

Bój to jest ich ostatni - felieton Tomasza Sakiewicza
Wojciech Olejniczak premierem, wybrany głosami SLD, Samoobrony i PO z błogosławieństwem niektórych duchownych. Ten scenariusz, do niedawna wydawałoby się wyjęty z powieści science fiction, nie jest zupełnie nierealny. Co łączy te wszystkie podmioty polityczne? (...) Każdy ma nieco inny powód. PO - żal za utraconym zwycięstwem, SLD - przerwane interesy, Samoobrona - obawę przed działalnością CBA i prokuratury. Jarosław Kaczyński sam sobie ściągnął obecne kłopoty na głowę. Wystarczyłoby, że zamknąłby oczy na fakt, że współpracownicy Andrzeja Leppera latają po Polsce, proponując wpłacanie dla swojego szefa łapówek. Mógł się nie upierać przy lustracji i wówczas nie wywołałby gniewu elit naukowych, niechęci ze strony niektórych duchownych i przedstawicieli czołowych mediów. Mógł zabiegać o uznanie w oczach niemieckiej dyplomacji, zamiast twardo bronić polskich interesów. W nagrodę doczekałby się pochwał nawet od Jacka Żakowskiego.
Kaczyński jest jednak niereformowalny. Nie oddał PZU spółce, która zapewniłaby jemu i jego partii utrzymanie do końca świata, nie przyjął pieniędzy od gazowych magnatów w zamian za uzależnienie Polski od rosyjskich dostaw. Mimo oporów ze strony upajających się liberalizmem polityków i publicystów jako pierwszy od lat szef rządu obniżył koszty pracy, a także walnie przyczynił się do likwidacji bezrobocia. Za jego rządów Polska po raz pierwszy osiągnęła nadwyżkę budżetową i ma historycznie wysoki wzrost poziomu PKB przy bardzo niskiej inflacji. To jednak przypieczętuje los jego gabinetu. (...) Na swoje nieszczęście stworzył rząd, który przy wszystkich istniejących ograniczeniach w najważniejszych sprawach dla państwa odnosi sukcesy. Nie ma więc dla niego miejsca w naszej polityce. W Polsce mogą rządzić bardzo wierzący i bardzo niewierzący, bardzo prawicowi i bardzo lewicowi. Wszystko jednak powinno się odbywać według pewnego schematu: kasa jest dzielona w wąskim gronie uprzywilejowanych, a polska polityka zagraniczna ma przypominać tę z połowy osiemnastego wieku. Podstawowym przykazaniem tej rzeczywistości było nie wychylać się i pozwolić strzyc jak bezbronne owieczki. Takie warunki spełniał każdy, z małymi wyjątkami, rząd III RP.
Nie jest istotne, czy obecny rząd się przewróci dlatego, że Roman Giertych ma obsesję na punkcie Witolda Gombrowicza, Andrzej Lepper trafi wreszcie pozytywny wynik na teście DNA, a ktoś w IPN znajdzie jedną teczkę za dużo. Bo ten rząd nigdy nie miał powstać i nigdy nie było dla niego miejsca.
Dla mnie pytanie jest zupełnie inne. Na ileśmy stumanieli, żeby widząc, co się dzieje, oddać władzę tym, którzy chcą przywrócić dotychczasową kolej rzeczy? Jak długo można Polakom robić wodę z mózgu, twierdząc, że głosi się prawdy objawione? Na te pytania pewnie trzeba będzie odpowiedzieć przy okazji zbliżających się wyborów. (...) Stawką jest szansa Polski, by dogonić wreszcie Europę.

06.08.2007, 21:52:30

Polityka barbarzyńców i polityka miękkiej siły

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Wstęp
Niedawno media podawały informacje o uwolnieniu 5 bułgarskich pielęgniarek i palestyńskiego lekarza po blisko 8 latach spędzonych w libijskim więzieniu. To spory fragment wyrwany z życia. Samo przetrwanie tego czasu - początkowo w ciężkich warunkach, z wymuszaniem obciążających zeznań za pomocą tortur, później w oczekiwaniu na wykonanie wyroku śmierci - wymagało dużego hartu ducha. Życie tych ludzi tak, czy inaczej bezpowrotnie się zmieniło. Psycholodzy określają, że dojście do siebie po tych przejściach zajmie im ok. 3 lat. Ocaleni więźniowie otrzymali pomoc od państwa i od sponsorów w tym mieszkania oraz po 5 tys. euro. Zapewne szczególnie przyda im się po 50 tys. dolarów od producenta filmowego z Hollywood w ramach kontraktu na sfilmowanie ich historii. Media lubią epatować tymi wszystkimi detalami emocjonalnymi, łzami ocalonych i ich rodzin, ale to jest dobre dla adresatów na raczej niskim poziomie. Spróbujmy trochę podrążyć temat. Choć kilkakrotnie obserwatorom o mniejszym rozeznaniu mogło wydawać się, że wykonanie wyroku śmierci jest już przesądzone, to przez cały czas odbywała się zakulisowa zawiła polityczna gra w sprawie uwolnienia więźniów, w której ważną rolę odgrywały spotkania i dobre osobiste kontakty między dwoma politykami: ze strony Libii syn Kadafiego a jednocześnie polityk Sejf al-Islam oraz ze strony Niemiec polityk Frank-Walter Steinmeier (al-Islam w ramach przysług dla swojego przyjaciela załatwiał np. poprawę warunków w więzieniu). Uwolnienie było finałem tej gry. Ale po kolei...

Uwaga: W wielu miejscach celowo unikam jednoznaczności i przedstawiam argumenty różnych stron. Mimo, iż gdzie niegdzie wyrażam swoją opinię, chciałbym, aby na podstawie zebranych tu przeze mnie materiałów, każdy sam wyrobił sobie swoje zdanie.

Kilka zdań z historii, która - jak się okaże - ma tu znaczenie
Libia to pokolonialne państwo, w którym 1.09.69 dochodzi do przewrotu wojskowego, w wyniku którego zostaje obalony król Muhammad Idris al-Mahdi a władzę przejmuje 27-letni wówczas pułkownik Muammar al-Kadafi. W dwubiegunowym świecie z czasów zimnej wojny Kadafi stworzył ustrój mający być alternatywą wobec kapitalizmu i komunizmu, w istocie było to państwo autorytarne religijne (ortodoksyjny islam) wykorzystujące elementy komunistycznej symboliki, np. zarządzanie poprzez tzw. Kongresy Ludowe. Dochody z ropy naftowej zapewniły Libii dobrobyt, jednak wejście na drogę wspierania terroryzmu doprowadziło do sankcji międzynarodowych i problemów gospodarczych. Kadafi wspierał finansowo i zbrojnie takie organizacje terrorystyczne jak OWP, IRA, ETA. Kumulacja konfliktu nastąpiła w latach 1986 i 88. W kwietniu 1986 libijscy agenci podłożyli bombę w dyskotece w Berlinie Zachodnim. Prezydent Ronald Reagan zareagował natychmiast - zbombardowano cele w Trypolisie i Bengazi, nie ukrywano, że głównym celem był sam Kadafi, który podobno ledwo uszedł z życiem (pod gruzami zginęła jego córka). Akcja ta została oczywiście skwapliwie wykorzystana przez komunistyczną antyamerykańską propagandę, co średnie pokolenie, pamiętające lata 80. może doskonale pamiętać. Kadafi postanowił się zemścić. Tym razem celem agentów stał się samolot Boening 747 (Jubmbo-jet) linii lotniczych Pan Am lecący z Frankfurtu do Nowego Jorku. Wybuch nastąpił 21.12.88 późnym wieczorem nad szkockim miasteczkiem Lockerbie. W luku bagażowym znajdował się magnetofon kasetowy, w którego wnętrzu przemycono 312 g Semtexu - plastyczny materiał wybuchowy zwany też plastikiem, produkowany był w Czechosłowacji, często wykorzystywany przez terrorystów. Zginęła załoga i pasażerowie 259 osób oraz 11 mieszkańców miasteczka (największy zamach terrorystyczny do czasu WTC). Libia wypierała się związków z katastrofą, jednak zebrano na tyle silne dowody, że w 1992 r. ONZ nałożyła sankcje gospodarcze na Libię z powodu odmowy wydania dwóch agentów-terrorystów, którzy mieli być sądzeni przez szkocki sąd z Lockerbie. W rezultacie sankcji Kadafiemu skończyły się pieniądze na działalność terrorystyczną, nie bez znaczenia była utrata wsparcia ZSRR po jego rozpadzie; Kadafi musiał pójść na ustępstwa i w 1999 r. wydał agentów. W końcu jednego z nich skazano na dożywocie - Kadafi poświęcił pionka dla rozegrania partii. Dość zawiły proces ciągnął się do 2003 r., kiedy to Libia oficjalnie przyznała się do odpowiedzialności za ten zamach i zobowiązała się wypłacić rodzinie każdej z ofiar 10 mln $ oraz zrzec się związków z terroryzmem, ONZ natomiast zniosła sankcje gospodarcze. Dodatkowo Kadafi zaczął współpracować z USA przy likwidacji programu jądrowego, który posiadał, tu impulsem do współpracy był prawdopodobnie strach wywołany losem Saddama Husajna pojmanego przez Amerykanów w grudniu 2003. Ten prezent był bezcenny, gdyż doprowadził CIA do A. Q. Khana - pakistańskiego konstruktora, który nielegalnie dostarczał technologii jądrowych takim reżimom jak Korea Północna, Iran, czy właśnie Libia. W 2005 r. Libia otworzyła swój przemysł naftowy dla zagranicznych przedsiębiorstw - większość kontraktów na poszukiwanie i eksploatację ropy naftowej na jej terytorium zdobyły amerykańskie koncerny naftowe.

Kalendarium wydarzeń
marzec 98 - bułgarskie pielęgniarki zaczynają pracę w dziecięcym szpitalu w Bengazi; data o tyle istotna, że później międzynarodowe ekspertyzy będą dowodzić, że pierwsze zakażenia wirusem HIV miały miejsce przed tą datą
listopad 98 - w libijskim piśmie ukazuje się artykuł przedstawiający skandal z zakażeniem AIDS w dziecięcym szpitalu w Bengazi oraz katastrofalne warunki higieniczne, jakie tam panowały; rodzice chorych dzieci wnieśli pozwy, sprawa zrobiła się bardzo głośna; takie zarzuty stały w sprzeczności z oficjalną propagandą kreującą Libię jako wzór idealnego państwa, toteż pismo zamknięto a o rozprzestrzenienie zakażenia oskarżono pracujących w szpitalu na kontraktach obcokrajowców
Z listów do bliskich wynika, że obcokrajowcy już wtedy zaczęli bać się o swoje bezpieczeństwo.
09.02.99 - aresztowanie 23 bułgarskich sanitariuszy, pielęgniarek i lekarzy; podobno początkowo oskarżano również filipińskie i polskie siostry, zdaniem mediów pozostaje zagadką, dlaczego je oszczędzono
Kilka zdań, które mogą nieco przyćmić obraz heroicznych medyków z Bułgarii i Palestyny. Oficjalne media nie chcą wiedzieć, dlaczego akurat ten a nie inny personel został zatrzymany. Okazuje się jednak, że są świadkowie, którzy wiedzą co nieco o stosunkach panujących w szpitalach w Libii w latach 80. i 90. ZSRR zarezerwował sobie tylko współpracę wojskową z reżimem Kadafiego, toteż w latach 80. nastąpiła ekspansja polskich firm w Libii. Personel medyczny wysyłała firma Polservice, w Libii pracowało setki lekarzy i pielęgniarek z Polski ze sporymi sukcesami w zakresie higieny (np. zlikwidowanie problemu ameby). Potem czasy się zmieniły, Libia zaczęła oszczędzać na pensjach i polski personel medyczny zaczęli wypierać Rumuni i Bułgarzy. W szpitalach zaczął panować brud i bałagan spowodowany pracą personelu medycznego z tych dwóch krajów. Nie utrzymywano należytej czystości na salach operacyjnych. To przyśpieszyło proces odchodzenia polskiego personelu medycznego, pozostały niedobitki.
07.03.99 - spośród 23 aresztowanych oskarżono 5 bułgarskich pielęgniarek i palestyńskiego lekarza, powód: umyślne zarażenie wirusem HIV 438 libijskich dzieci (w niektórych doniesieniach pojawia się liczba 426); na całkowitą wysokość późniejszego odszkodowania miała też wpływ pewna liczba zakażonych matek
Rządowi zależało na wskazaniu winnych toteż medyków obwiniono o udział w międzynarodowym spisku przeciwko Libii oraz pracę na rzecz CIA i Mossadu, które zorganizowały tę "zbrodnię", to zarzuty najwyższej wagi. Nie mogli mieć adwokata ani tłumacza. Ludzie Kadafiego podsuwali im pisma zredagowane po arabsku i kazali, po torturach (rozbieranie do naga, wiązanie, bicie, rażenie prądem), podpisywać. Torturowano ich 4-5 miesięcy, dwie z pielęgniarek przyznały się do winy. Już po uwolnieniu dwie kobiety przyznały, że zostały zgwałcone.
07.02.00 - początek pierwszego procesu przed sądem w Bengazi; pielęgniarki odwołały wymuszone zeznania; w odpowiedzi prokuratura postawiła całej szóstce dodatkowe zarzuty zagrożone karą 15 lat więzienia - picie alkoholu w miejscu publicznym i uprawianie pozamałżeńskiego seksu
Dla oficjalnych mediów jest oczywiste, że proces był farsą, sąd wykonywał polecenia Kadafiego. Jednak Libia zgodziła się na międzynarodową ekspertyzę. Znanym faktem jest to, że jako ekspert zeznawał jeden z odkrywców wirusa HIV, Luc Montagnier. Stwierdził, że do zakażenia doszło z powodu fatalnych warunków sanitarnych, jeszcze zanim oskarżeni zaczęli pracować w tym szpitalu. Nie jest jasne skąd to mógł wiedzieć post factum (specjaliści mogą tę sprawę sobie wyjaśnić dzięki publikacji naukowej w "Nature"), w każdym razie sąd tych opinii nie uwzględnił. Ogólnie biorąc w tych latach zainteresowanie mediów i społeczności międzynarodowej tą sprawą jest niewielkie (wewnętrzna sprawa suwerennej Libii).
06.05.04 - sąd w Bengazi skazał pielęgniarki i lekarza na karę śmierci przez rozstrzelanie; wyrok został później utrzymany mimo apelacji, można powiedzieć, że od tego momentu pielęgniarki i lekarz przebywali w celi śmierci, co zapewne pozostawiło na nich ślad
styczeń 05 - proces dziewięciu libijskich policjantów i jednego doktora, którzy zostali oskarżeni o torturowanie Bułgarek, zakończony po 6 miesiącach uniewinnieniem; do zarzutów przeciwko pielęgniarkom doszedł następny - oczernianie śledczych...
25.12.05 - Sąd Najwyższy Libii unieważnia pierwszy wyrok z powodu uchybień proceduralnych; sprawa wróci do sądu pierwszej instancji
11.02.06 - początek drugiego procesu przed sądem w Trypolisie; w nowym procesie pielęgniarkom i lekarzowi wciąż grozi kara śmierci oraz do 15 lat więzienia za picie alkoholu w miejscu publicznym i uprawianie pozamałżeńskiego seksu
W czasie posiedzeń sądu pod budynkiem demonstrują krewni zarażonych wirusem HIV dzieci; żądają kary śmierci dla oskarżonych. Bułgaria, Libia, UE i USA powołały fundusz - Fundację Kadafiego, która zbiera środki na leczenie zakażonych dzieci. Ponad 200 dzieci będzie leczonych we Francji i Włoszech. Sąd nie zgadza się na nowe ekspertyzy, tym czasem brytyjscy naukowcy na własną rękę prowadzą badania na podstawie krwi pobranej od dzieci i ogłaszają dowody, że zakażenie nie jest winą Bułgarek (publikacja w magazynie "Lancet").
19.12.06 - sąd w Trypolisie skazał pielęgniarki i lekarza na karę śmierci; komisarz UE ds. wymiaru sprawiedliwości Franco Frattini oświadczył, że nie wyobraża sobie wykonania wyroku, gdyż stanowiłoby to przeszkodę w dalszej współpracy UE z Libią
styczeń 07 - Bułgaria stała się członkiem UE; sprawa przekształca się z problemu w stosunkach bułgarsko-libijskich w problem w stosunkach między UE i Libią
maj 07 - wizyta Tony'ego Blaira w Trypolisie, omówiono współpracę w dziedzinie handlu bronią, szkoleń wojskowych i wydobycia surowców, prawdopodobnie poruszony został problem pielęgniarek
czerwiec 07 - Frank-Walter Steinmeier udaje się z wizytą do Libii, ale z samym Kdafim nie spotyka się, aby na przywódcy nie spoczął cień podejrzenia o niegodny deal; negocjacje w sprawie uwolnienia pielęgniarek, praca nad fundamentami kompromisu, ustalenia dotyczące sposobu przekazania pieniędzy - poprzez Fundację Kadafiego
11.07.07 - Sąd Najwyższy Libii odrzucił ostatnią apelację i utrzymał w mocy karę śmierci; przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans Pottering wydał w odpowiedzi oświadczenie, w którym wyraził swój sprzeciw przeciwko instytucji kary śmierci, mówiąc, iż jest ona "wymierzona w godność ludzką"; oświadczenie zostało zakończone apelem Przewodniczącego do władz libijskich o okazanie łaski oraz uwolnienie bułgarskich pielęgniarek i palestyńskiego lekarza
13.07.07 - Muammar al-Kadafi nazwany w Libii "najwyższym mężem opatrznościowym" po naradzie i namowach Rady Rewolucyjnej oraz Sejfa al-Islama stwierdził wspaniałomyślnie: "Bracia, nie mogę się oprzeć waszym argumentom. Przekonaliście mnie" i uchylił wyrok śmierci zamieniając go na dożywotnie więzienie
17.07.07 - ułaskawienie formalnie przeprowadza pod przewodnictwem ministra sprawiedliwości libijska Najwyższa Rada Sprawiedliwości; decyzja była możliwa dzięki zawarciu porozumienia między przedstawicielami rodzin zarażonych dzieci a Funduszem Kadafiego utworzonym przez USA, UE, Bułgarię i Libię; cena wyniosła 461 mln $; Sofia oficjalnie zwraca się do Libii, by skazani mogli odbywać karę w Bułgarii (nieoficjalnie wiadomo, że Bułgaria zwolni ich z odbywania kary)
Równolegle do tych przełomowych wydarzeń związanych z uwolnieniem pielęgniarek Paryż i Trypolis negocjują umowę wojskową. Porozumienie obejmuje sprzedaż broni dla Libii i wspólne manewry wojskowe.
22.07.07 - komisarz UE ds. stosunków zewnętrznych Benita Ferrero-Waldner oraz małżonka prezydenta Francji Cecilia Sarkozy przybywają do Libii na rozmowy (znaczenie udziału Cecilii Sarkozy wkrótce stanie się jasne dla obserwatorów)
23/24.07.07 - w nocy z poniedziałku na wtorek nastąpił przełom; rozmowy były skrajnie intensywne i toczyły się niemal bez żadnych przerw - ogłosiła ambasada Bułgarii w Libii
Rodzice chorych i zmarłych na AIDS dzieci zapewnili na piśmie, że po otrzymaniu odszkodowania zrezygnują podejmowania dalszych kroków prawnych wobec bułgarskich pielęgniarek; w zamian każda z rodzin otrzymała czek w wysokości 1 mln $. Pielęgniarki i lekarz będą mogli odbyć karę w Bułgarii na podstawie dwustronnego porozumienia o pomocy prawnej z 1984 r.; trzeba tu zaznaczyć, że palestyński lekarz otrzymał obywatelstwo bułgarskie, aby można było przekazać go razem z pielęgniarkami. Przed przekazaniem wszyscy muszą podpisać oświadczenie, że rezygnują z wszelkich roszczeń wobec państwa libijskiego.
24.07.07, g. 9.51 - pielęgniarki i lekarz przybyli do Sofii francuskim samolotem rządowym po 7,5 roku pobytu w libijskim więzieniu; razem z nimi przybyła małżonka prezydenta Francji Cecilia Sarkozy oraz komisarz UE ds. stosunków zewnętrznych Benita Ferrero-Waldner; powitał ich prezydent Bułgarii Georgi Pyrwanow, który przed wylądowaniem samolotu ogłosił ułaskawienie pielęgniarek i lekarza
24.07.07 - francuska prezydentowa, jej mąż Nikolas Sarkozy i unijna komisarz zostali honorowymi obywatelami Sofii
24.07.07 - szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso oraz prezydent Francji Nikola Sarkozy we wspólnym wystąpieniu w tv oświadczają, że teraz wzajemne stosunki unijno-libijskie nabiorą nowych wymiarów (w domyśle: podkreślają swój kluczowy udział w rozwiązaniu problemu)
24.07.07 - ocaleni więźniowie zostali przewiezieni na kilka dni do podmiejskiej rezydencji prezydenta Prywanowa, gdzie czekają ich badania medyczne i opieka lekarska
25.07.07 - Nicolas Sarkozy udał się do Libii, by podpisać porozumienie o współpracy z Muammarem Kadafim; wkrótce zostaną podpisane kontrakty na setki mln euro na sprzedaż broni do Libii; są duże szanse na perspektywiczną współpracę, w ramach której Francja uzyska dostęp do złóż ropy naftowej w Libii (chętnych jak wiadomo jest wielu, w przyszłości nawet Indie i Chiny); zdaniem niektórych zorganizowanie spotkania Sarkozy'ego z Kadafim następnego dnia po uwolnieniu pielęgniarek budzi niesmak - oficjalnie wydarzenia te nie mają ze sobą związku
25.07.07 - rodziny poszkodowanych libijskich dzieci protestują przeciwko ułaskawieniu pielęgniarek i lekarza, wysuwają żądania, by władze w Trypolisie zwróciły się do Interpolu o wydanie nakazu aresztowania pielęgniarek i lekarza, a także by Libia zerwała stosunki dyplomatyczne z Bułgarią; powołują się m.in. na oświadczenie Osamy bin Ladena, że "Zachód lekceważy muzułmańską krew"; Sofia określa te żądania jako "absurdalne"
25.07.07, wieczór - sekretarz bułgarskiej ambasady w Trypolisie wezwany do libijskiego MSZ, Libia wręczyła mu notę dyplomatyczną, w której wyraziła oficjalny protest przeciwko ułaskawieniu przez prezydenta Georgi Pyrwanowa pięciu bułgarskich pielęgniarek i palestyńskiego lekarza (od niedawna obywatela Bułgarii); według strony libijskiej Bułgaria naruszyła porozumienie o pomocy prawnej, na podstawie którego dokonano przekazania
26.07.07 - Bułgaria odrzuca protest Libii twierdząc, że ułaskawienie nie jest naruszeniem żadnego porozumienia "W chwili wylądowania w Bułgarii pielęgniarki i lekarz znaleźli się pod naszą jurysdykcją, która zezwala na ułaskawienie. Prezydent Pyrwanow skorzystał tu ze swoich uprawnień i strona libijska nie ma żadnych podstaw do protestu"
Jest oczywiste, że ta dyplomatyczna wymiana zdań to spektakl na użytek wewnętrzny Libii, która ze skazania obcokrajowców uczyniła wielki polityczny sukces (potwierdzają to słowa al-Islama z wywiadu, który udzielił "Le Monde").
02.08.07 - Rząd bułgarski umorzył libijski dług w wysokości 56,6 mln $ (20 mln + odsetki)
04.08.07 - podpisanie kontraktów z koncernami MBDA - dostatwy pocisków przeciwpancernych Milan na kwotę 168 mln euro oraz EADS - dostawa systemu TETRA do cyfrowej łączności radiotelefonicznej o wartości 128 mln euro (obie strony oficjalnie zaprzeczają, że kontrakty mają związek z uwolnieniem pielęgniarek i lekarza)
04.08.07 - we Francji zapada decyzja o utworzeniu komisji parlamentarnej, która zbada powiązania między uwolnieniem bułgarskich pielęgniarek a sprzedażą francuskiej broni do Libii; powstania tej komisji domagała się lewicowa opozycja

Negocjacje w wersji arabskiej
Negocjacje z takimi krajami jak Libia zapewne nie są obce politykom - to ich zawód. Jednak jest to kultura bardzo odmienna od naszej. Unijna komisarz ds. stosunków zewnętrznych Benita Ferrero-Waldner w odpowiedzi na pytania dziennikarzy o przebieg końcowych negocjacji odpowiedziała pytaniem: "A targowaliście się kiedyś na arabskim bazarze?" Wg szariatu za śmierć płaci się śmiercią albo... pieniędzmi, jeśli rodzina ofiary zgodzi się na takie rozliczenie. Do tego dochodzi specyficzna moralność Arabów zgodnie z którą dla osiągnięcia sukcesu dopuszczalne są jak najbardziej niby-ustępstwa, rozmijanie się z prawdą, zwodzenie rozmówcy.

Ile rakiet jest warta jedna pielęgniarka?
Choć szczegóły targów pozostaną tajemnicą, sporo informacji mniej lub bardziej oficjalnie przedostało się do opinii publicznej. Spróbujmy podsumować gratyfikacje, jakie udało się wytargować Libii za przekazanie więźniów Bułgarii, wymieniając te pewne i potwierdzone z dużym prawdopodobieństwem:
- 461 mln $ w ramach Fundacji Kadafiego dla poszkodowanych rodzin; ze względu na częste porównania, również tutaj napiszmy wyraźnie: w ramach porozumienia amerykańsko-libijskiego Libia zapłaciła 2,7 mld $ odszkodowań 270 rodzinom ofiar zamachu nad Lockerbie (10 mln na rodzinę) oraz w ramach porozumienia francusko-libijskiego - 170 mln $ 170 rodzinom ofiar zamachu na francuski samolot pasażerski w 1989 r. w Nigrze (1 mln na rodzinę)
- umorzenie libijskiego długu w wysokości 56,6 mln $ (20 mln + odsetki) przez rząd bułgarski
- przywrócenie stosunków dyplomatycznych z UE zerwanych po zamachu nad Lockerbie
- obietnica ekstradycji do Libii odsiadującego w Wielkiej Brytanii karę dożywocia agenta libijskiego Abdela Basseta Ali al-Megrahiego - sprawcy zamachu nad Lockerbie (brytyjski wymiar sprawiedliwości zgodził się, by al Megrahi ponownie złożył wniosek o rewizję wyroku; Trypolis traktuje to jak zapowiedź jego uwolnienia)
- gwarancja, że dzieci libijskie, zarażone wirusem HIV, będą leczone w Europie
- zaangażowanie UE w budowę autostrady z Libii do Tunezji i Egiptu
- zaangażowanie UE w budowę kolei łączącej libijskie porty z częścią stolic afrykańskich
- kontrakty na sprzedaż francuskiej broni i sprzętu wojskowego do Libii o wartości 296 mln euro; to transakcja o dużym znaczeniu, także prestiżowym, która toruje drogę do normalizacji stosunków między Libią i UE
- udostępnienie pokojowej technologii jądrowej przez Francję; oferta jest rozszerzona o inne kraje arabskie; oficjalnie: "Dziś Paryż otwiera nowy rozdział jako oficjalny dostawca technologii nuklearnej do celów pokojowych"
- sprzedaż francuskich myśliwców
- restauracja zabytków archeologicznych
Zdaniem Sejfa al-Islama o powodzeniu negocjacji oprócz odszkodowania dla rodzin przesądziły punkty dotyczące ekstradycji agenta oraz kontraktów na francuską broń. Sejf al-Islam, który był kluczową postacią negocjacji w wywiadzie dla "Le Monde" z rozbrajającą szczerością przyznaje, że pielęgniarki były niewinne - Libia wykorzystała je, by "ubić dobry interes", który musiał jednak zadowolić "wielu graczy". Dużą liczbę zainteresowanych potwierdza szef bułgarskiego wywiadu gen. Kirczo Kirow, w wypowiedzi dla sofijskiej gazety doliczył się ok. 20 państw, które znalazły się "w oku tego ogromnego cyklonu, gdzie krzyżowały się gigantyczne interesy".

Wejście Francji
Fundusz funduszem, ale pieniądze ktoś musiał wpłacić. Oficjalnie kwotę zbiera kilka krajów UE a "na razie" pieniądze wypłaciła Libia. Rzeczywistość wygląda trochę inaczej: kraje UE jakoś nie mogą zebrać tej kwoty od pół roku, trudno się więc dziwić, że przywódca Libii zażądał pieniędzy natychmiast. Sarkozy zadzwonił do szejka Kataru i załatwił wypłatę - czek na prawie całą sumę przywiózł do Trypolisu bankier szejka. UE ma teraz dług do spłacenia szejkowi Kataru. Francja bardzo efektownie wzięła na siebie sukces przygotowywany wcześniej przez wielu negocjatorów z poszczególnych państw UE oraz samych urzędników UE. Jest to z pewnością sukces polityki zagranicznej Nikola Sarkozy'ego, socjaliści są małostkowi i jak zwykle umniejszają znaczenie interesu narodowego kraju, żądając powołania komisji w sprawie sprzedaży broni. Trzeba tu dodać, że Francja czuła się do tej pory niesprawiedliwie pomijana przy nawiązywaniu stosunków gospodarczych z Libią, tym bardziej, że geograficznie ma do libijskich złóż ropy i gazu najbliżej spośród liczących się graczy. Zupełnie inną kwestią jest moralna strona tego dealu, ale kto powiedział, że polityka jest moralna?

Polityka "miękkiej siły"
Zdaniem "Financial Timesa" wszystko jest w najlepszym porządku. To, co robi Europa to świadomy wybór tzw. polityki "miękkiej siły". Powinniśmy być z tego dumni. U podstaw europejskiego sukcesu tkwi założenie, że jeśli nie możesz zwalczyć wrogiej władzy, trzeba ją "przekręcić", cierpliwie negocjując stopniowe postępy. Działanie w tych warunkach wiedzie przez kręte polityczne ścieżki. Trzeba zważać na zawiłości polityki wewnętrznej obcych krajów i znosić mnóstwo etycznie dwuznacznych sytuacji i kompromisów. Ten tok myślenia każe usprawiedliwiać samych oprawców: Pułkownik Kadafi stabilnie sprawuje władzę rozgrywając przeciwko sobie plemienne i religijne frakcje. Opozycja mogła wykorzystać epidemię HIV do wzniecenia antyrządowych rozruchów. Ostrożność nakazała libijskim władzom, aby przerzucić winę na cudzoziemców. Podkreślmy to - europejscy politycy wykazują zrozumienie dla przywódcy, który wykorzystuje do swojej polityki fałszywie oskarżonych, torturowanych i trzymanych w celi śmierci obcokrajowców i są dumni z transakcji, jakie udało się przy okazji załatwić (ożywienie zachodnich inwestycji i handlu)! Otwarcie przyznają, że strategia używania "miękkiej siły" nie nadaje się dla ludzi wrażliwych moralnie.
Cóż, bezcenne wyjaśnienia! Pojawia się bardzo uzasadnione podejrzenie, iż europejscy politycy tę dobroczynną politykę "miękkiej siły" stosują również wewnątrz UE a celem jest eksperyment polegający na zbudowaniu superpaństwa. Zręczne wykręcanie się od referendów w sprawie pogłębiania integracji zdaje się to potwierdzać. A obywatele UE niestety nie mają żadnych argumentów przetargowych, nawet takich jak ten "sympatyczny" partner Kadafi. Europa w znaczeniu biurokracji europejskiej ma często różne zastrzeżenia do Polski, czy czasem i tu nie działa polityka "miękkiej siły"? Co by było, gdyby to Polska pod przykrywką załatwiania wolności dla bułgarskich zakładników załatwiła sobie kontrakty na sprzedaż broni dla szemranego reżimu wykorzystując przy tym jako listek figowy instytucje UE. Właśnie zrobił to kraj, który - poirytowany polską polityką poparcia dla USA w Iraku - ośmielił się stwierdzić, że straciliśmy dobrą okazję, aby siedzieć cicho.
A co z twardą siłą? Naturalnym przykładem jej stosowania w naszej kulturze jest USA. Jedyny wniosek, jaki z tych politycznych odkryć się nasuwa, to potwierdzenie tezy, że polityka to fach o tyle trudny, że zawsze będą do podjęcia decyzje ciężkie albo bardzo ciężkie pod względem moralnym i to niezależnie od tego, czy stosujemy miękką siłę czy twardą siłę. Osobiście rozumiem to i bez hipokryzji uznaję prawo i obowiązek polityków do podejmowania takich decyzji, najważniejsza jest skuteczność. Dlatego też skupiam się bardziej na ocenie programu niż metod działania. Natomiast w świetle radosnej akceptacji dla europejskiej "miękkiej siły" - będącej jednocześnie usprawiedliwieniem handlu pielęgniarkami - mam teraz jak najgorsze zdanie o tych politykach UE, którzy tak chętnie i łatwo biorą się za krytykę polityki USA, wyciągając właśnie różne kwestie moralne, a jest takich wielu. To moje spostrzeżenie dotyczy także naszej polityki wewnętrznej. Totalna krytyka polityków, której jest obecnie bardzo dużo, jakże często podszyta jest straszną hipokryzją, a bycie hipokrytą nie jest powodem do dumy. Skupiajmy się bardziej na celach i skuteczności w ich osiąganiu a mniej na metodach. Natomiast, jeśli mamy zastrzeżenia moralne do czyjeś polityki, to stosujmy taką samą miarę do wszystkich stron.

Głosy sumienia
Może powyższe wywody staną się jaśniejsze, gdy pokażę kilka głosów szczerze wyrażających niesmak handlem odbywającym się na naszych oczach. Oto przykładowy tytuł doniesienia o umorzeniu bułgarskiego długu: "Członek UE zapłaci trybut (haracz) pustynnemu kacykowi?". "Przekrój" pisze tak: "Weź pięć bułgarskich pielęgniarek, torturuj je i skaż na karę śmierci za zarażenie wirusem HIV 426 dzieci. W nagrodę Unia Europejska zbuduje ci sieć autostrad." I tak dalej. W przypływie buntu przed wyrachowaniem tego świata w jednym z komentarzy ktoś napisał: "Zaraz po powrocie pielęgniarek oddać Kadafiemu te 460 mln $ w rakietach - wysłać je bezpośrednio drogą powietrzną." Tak jak obiecałem - nie podaję ostatecznej oceny tych wydarzeń. Jedno, co chcę powiedzieć to, że - niezależnie od oceny - naturalne jest uczucie buntu gdzieś w głębi duszy: "Tak nie powinno być!"

04.08.2007, 18:34:28

O, słońce jasne, wodzu Stalinie!

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Kto jeszcze nie zna - proponuję zapoznać się z przewrotnym patriotycznym wierszem. Napisany jest bardzo inteligentnie, bo jego treść zmienia się zależnie od tego, czy zwrotki czyta się po kolei, czy też przestawione, zgodnie z dość prostą instrukcją (tutaj wynika ona z tabelki - należy czytać poziomymi wierszami). Podaję obie wersje, jakie znalazłem, na pierwszym miejscu tę, którą znam dłużej, jeszcze z czasów stanu wojennego.

1. wersja

I

III

Runą i w łunach spłoną pożarnych
krzyże kościołów, krzyże ofiarne
i w bezpowrotnym zgubi się szlaku
z lechickiej ziemi Orzeł Polaków.

Na ziemskim globie flagi czerwone
będą na chwałę grały jak dzwony,
Czerwona Armia i wódz jej, Stalin
odwiecznych wrogów swoich obali.

II

IV

O, słońce jasne, wodzu Stalinie,
niech sława twoja nigdy nie zginie.
Niech jako orłów prowadzi z gniazda
Rosja i Kremla płonąca gwiazda.

Zmienisz się rychło w wieku gadzinę
Polsko i twoje córy i syny
wiara i każdy krzyż na mogile
u stóp nam legnie w prochu i pyle.

2. wersja

I

III

Runą i w łunach spłoną pożarnych
Krzyże kościołów, krzyże ofiarne
I bezpowrotnym zgubi się szlakiem
Z lechickiej ziemi Orzeł Polaków.

Na ziemskim globie flagi czerwone
Będą do chwały grały jak dzwony
Czerwona Armia i wódz jej Stalin
Odwiecznych wrogów swoich obali.

II

IV

O, słońce jasne wodza Stalina
Niech słowa Twoje nigdy nie zginą
Niech jako orłów prowadzi z gniazda
Partia - Kremla płonąca gwiazda.

Zmienisz się rychło w wielkie spaliny,
Polsko i twoje córy i syny,
Wiara i każdy krzyż na mogile
U stóp nam legnie w prochu i pyle.

Autor nie jest znany, istnieją sprzeczne wersje co do miejsca i czasu pojawienia się - Lwów albo Wilno w 1939 albo 1952 w polskojęzycznej gazecie, przy czym idioci z cenzury czy ogólnie władze wiersz przyjęły przychylnie i przepuściły go bez problemu. Jeśli to prawda, to trzeba przyznać, że samo wysłanie czegoś takiego do gazety było dość brawurowe. Nie jest natomiast prawdą, że jego autorem jest Czesław Miłosz; niektórzy tak twierdzą, ale przeczą temu badania historyczno-literackie. Wiersz rozpowszechnił się poprzez odpisy - rozsyłano go znajomym w Rosji, rozprzestrzenił się w zniewolonej Polsce i dotarł na emigrację np. do Nowej Zelandii, wszędzie dodając ludziom otuchy. Ze względu na cenzurę najbezpieczniejsze było wysłanie wiersza w jednej przesyłce a w osobnej przesyłce zdumiony delikwent otrzymywał instrukcję właściwego odczytania. Przetrwały odpisy robione na maszynie, ja osobiście spotkałem się z odręcznym. Z odpisami maszynowymi był taki problem, że przez większość PRL-u wszystkie maszyny musiały być zarejestrowane, łącznie z próbką czcionki - z tej szykany władze zrezygnowały dopiero pod koniec PRL-u, gdy rosła popularność kserokopiarek, a co lepiej zorientowane komuchy zajęły się organizowaniem spółek, kwestie ideologiczne mając już wtedy w d... . Taki sposób rozpowszechniania zapewne spowodował pojawienie się nieco rozbieżnych wersji. Jedna z fal popularności tego przesympatycznego wiersza przeszła w czasach stanu wojennego. Obecne czasy są zupełnie inne i przypomniano go m.in. na kilku internetowych stronach.

Żeby nie wyszło tak sielsko, to napiszę jeszcze, że takie rzeczy przekazywało się na prawdę z duszą na ramieniu. Co bardziej zapobiegliwi rodzice niejednej latorośli przetrzepali skórę po znalezieniu takich materiałów, aby nie sprowadzała na siebie i rodzinę nieszczęścia. A powody do strachu były - od kłopotów z dostaniem się na uczelnię albo znalezieniem pracy do milicyjnej ścieżki zdrowia, która w skrajnym przypadku mogła skończyć się nawet śmiercią (Stanisław Pyjas, Grzegorz Przemyk, Marcin Antonowicz...) Przypominam o tym także dlatego, że gdy dziś słychać głosy o zagrożonej demokracji i ograniczaniu wolności słowa, to po prostu ręce opadają. Rozumiem nieczyste zagrania działaczy PO i LiD, którzy zrobią wszystko, aby osłabić PiS i dorwać się do władzy. Ale wydaje się, że niektórzy całkiem poważnie takie brednie powtarzają. Czołowym przykładem a jednocześnie męczennikiem ma być dziś niejaki Hubert H. - co za karykatura walki o wolność słowa: wtedy zabijano licealistów i studentów przy milczeniu oficjalnych mediów a dziś wszystkie media podnoszą fałszywy krzyk w obronie pijaczka, który coś tam wybełkotał, co - tak na prawdę - nikogo by nie obchodziło. Co prawda jakiś nadgorliwy policjant napisał notatkę ze zdarzenia a prokurator zgodnie z procedurą musiał z tego zrobić sprawę, sąd czym prędzej tę idiotyczną sprawę umorzył, ale woda na młyn już poszła. Zaangażowała się nawet Helsińska Fundacja Praw Człowieka, co deprecjonuję tę organizację, która marnuje swoje środki na sprawy idiotyczne, nie umiejąc najwyraźniej rozpoznać problemów prawdziwych. A takie można znaleźć również dziś w Polsce, tylko zupełnie gdzie indziej (np. sprawa sieci handlowych "Biedronka", "Żabka"). Najwyraźniej jednak wspomniana Helsińska Fundacja (i wielu innych piewców Huberta H.), zamiast zająć się prawdziwymi problemami woli udzielać się politycznie, rozdmuchując sprawę, której jedynym prawdziwym celem jest zaszkodzenie Prezydentowi a także rządzącemu PiS. Sam Hubert H. przez pewien czas zapewne był szczęśliwy dostając od licznych dziennikarzy na winko za wywiady. Natomiast ci, którzy dzisiaj całym sercem angażują się w sprawę Huberta H., odsądzając PiS od czci i wiary, tak na prawdę są strasznymi konformistami i reagują stadnie. Myślę, że w latach 80. tacy konformiści nie zrobiliby najmniejszego gestu w obronie upokarzanych licealistów czy studentów.

03.08.2007, 23:24:39

Brak tylko zaplutego karła

Wpis na 0. poziomie w kategorii Ogólne.

Jak większość z nas przeżyłem podniosłą chwilę 1. sierpnia o 17:00 w 63. rocznicę godziny "W", gdy w całej Polsce zawyły syreny. Ludzie zatrzymywali się, aby w spokoju i milczeniu oddać hołd bohaterskim Powstańcom. Te chwile, w których różni, obcy sobie, czasem skonfliktowani ludzie czują, że jednak istnieje między nami wszystkimi jakaś więź ponad tym wszystkim; te chwile są moim zdaniem bardzo ważne i nie powinno ich zabraknąć. Na "Joggerze" pojawiło się kilka notek z tej okazji, w niektórych dopisałem komentarz i w zasadzie nie planowałem własnej notki. Uważam, że warto zabierać głos publicznie tylko, jeśli ma się coś ważnego do powiedzenia. Taki powód jednak pojawił się. Otóż na podstawie wielu przeczytanych komentarzy doszedłem do wniosku, że zbyt lekko przychodzi nam krytykowanie przywódców i uczestników Powstania. Proszę w żadnym razie nie odczytać tego tak, że uważam krytykę za coś złego albo też, że wszyscy muszą mieć takie samo zdanie. Po prostu chciałbym, żeby szerzej był brany pod uwagę często pomijany tu czynnik, o którym dalej. Ponieważ to, co sam myślę, świetnie ujął w słowa mistrz pióra, felietonista Maciej Rybiński, pozwalam sobie przytoczyć tu (w dobrej wierze, oczywiście) jego felieton, aby jak najwięcej osób mogło tę kwestię rozważyć:

Brak tylko zaplutego karła - felieton Macieja Rybińskiego
Tegoroczne obchody rocznicy Powstania Warszawskiego różniły się od większości poprzednich tylko jednym - państwowym charakterem, rozciągnięciem na całą Polskę, poziomem artystycznym. Poza tym - tak jak zawsze - stratedzy minionych czasów, specjaliści od wygrywania dawnych bitew, powtarzali swoje. Powstanie to klęska polityczna i militarna, zbrodnia i głupota.
Od czasów Bieruta w ocenach Powstania zmieniło się w zasadzie tylko jedno - nikt już nie nazywa Armii Krajowej zaplutym karłem reakcji. Widziałem w jednej z telewizji dyskusję o Powstaniu, w której obok Polaków uczestniczył też Niemiec - profesor Klaus Ziemer, szef Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie. I tylko on jeden potrafił dostrzec i wyartykułować narodowe i moralne znaczenie Powstania wykraczające poza arytmetykę i praktyczną użyteczność.
Kilkoro moich krewnych w Powstaniu zginęło. Mam w rodzinie sporo jego uczestników, którzy przeżyli. Z ich relacji wiem, że był to zryw nie do uniknięcia. Gdyby Komenda Główna AK nie wydała rozkazu o rozpoczęciu Powstania, ono wybuchłoby spontanicznie. Z jeszcze gorszymi zapewne skutkami. Młodych ludzi, szkolonych przez lata okupacji do walki, obserwujących z bliska łapanki, egzekucje, czujących poniżenie i chęć odwetu nic w chwili widocznej już klęski III Rzeszy nie mogło powstrzymać. Chłodne kalkulacje polityczne są dobre dzisiaj, wśród książek historycznych w zacisznym gabinecie, po rozważaniach, co Churchill powiedział Stalinowi i jakie były polityczne zawiłości Roosevelta i jego żony Eleanor. Ale nie wtedy. Nie wolno rozpatrywać Powstania w oderwaniu od dziejowego momentu. Od sytuacji w Warszawie wtedy, a nie dziś. Poza tym, ryzykowne moralnie wydaje mi się tłumaczenie ludziom, których bliscy oddali życie w Powstaniu, że było to ofiara pozbawiona sensu. To jest wręcz obraźliwe.
Gdyby nie nasze powstania, z których większość nie skończyła się sukcesem, ale wszystkie - zbudowaniem legendy - Polski mogłoby dziś nie być, bo stracilibyśmy poczucie odrębności i mielibyśmy za sobą wyłącznie epokę upodlenia, marny fundament dla przyszłości. Termopile przez kilka tysiącleci pozostały nie tylko dla Greków, ale i świata, symbolem miłości Ojczyzny, choć też skończyły się rzezią. To, że świat, pamiętający o Termopilach, nie zna Powstania Warszawskiego i myli je z powstaniem w getcie, jest naszą winą. Winą chłodnych, racjonalnych umysłów, kalkulujących dziś, jak powinna wyglądać historia przedwczoraj.

Typowe komentarze dotyczące 63. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego
Dla pokazania kontekstu cytuję kilka typowych i kilka ciekawszych komentarzy (czasem same tytuły) z portali internetowych. Reprezentatywnie więcej byłoby tych negatywnych (szacunkowo 80%), komentarze potwierdzają więc diagnozę Macieja Rybińskiego. Jako ciekawostkę podam, że stosunek patriotycznych do obraźliwych oraz pozytywnych do negatywnych komentarzy w stosunku do Powstania jest różny w różnych portalach, występuje tu następująca kolejność: Onet, WP, Gazeta.pl, przy czym najwięcej obraźliwych jest, rzecz jasna, na Gazeta.pl. I jeszcze jedna ciekawostka, którą wykryłem. Ci, którzy wyrażają szacunek dla Powstania zwykle używają pierwszej osoby: "nie przewidzieliśmy słabości Amerykanów", "nie doczekaliśmy się pomocy"; natomiast krytycy używają częściej trzeciej osoby: "zorganizowali powstanie", "walczyli w dobrej wierze".
Jak zwykle - nie stać na rozum, więc stać na krew
Żołnierze zrobili to, co im nakazano - z honorem zginęli zabijając przed śmiercią wrogów. Niestety - zginęli, a z nimi 200.000 cywilów. Całe miasto zniszczone. Największa bitwa Polaków w II wojnie światowej i największa, całkowita klęska. Niestety, dowódcy zawiedli, wydali rozkaz opierając się na braku danych i danych fałszywych oraz ignorując to, co już wiedzieli o Rosjanach. A my wciąż z rozmachem świętujemy największą klęskę, zamiast świętować największe zwycięstwo Polski i Polaków - Bitwę Warszawską. Nic nie spartoliliśmy, odnieśliśmy świetne zwycięstwo. I co?! Zamiast 15 VIII z hukiem świętować zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej, to 1 VIII z hukiem świętujemy klęskę w Powstaniu! Kaczyński dziwny jest: całą prezydenturę w Warszawie też poświęcił na muzeum klęski powstańczej, zamiast na muzeum zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej.
Re: Jak zwykle - nie stać na rozum, więc stać na krew
Przy całym szacunku do powstańców, którzy walczyli w dobrej wierze i przeżyli piekło, Powstanie jako inicjatywa militarna było szczytem bezmyślności i skończyło się klęską, bo nie mogło inaczej. A Kaczyńscy od dwóch lat przecież udowadniają, że nie lubią ani racjonalnie myślących, ani tych, co wygrywają. Świętowanie Bitwy Warszawskiej byłoby więc zupełnie nie na ich fali.
Taka masakra, taka klęska...
Naiwność i fałszywe kalkulacje, brak realizmu
W Polsce zawsze świętowało się idiotyzm i klęski
... jak widać nic się nie zmieniło. Ci, którzy zorganizowali Powstanie powinni być sądzeni tak samo, jak sądzi się Jaruzelskiego, choć on mniejsze szkody poczynił.
63 lata temu wybiła godzina "W"
Wyjące syreny obudziły moje śpiące dziecko. Po co mu to?
Re: 63 lata temu wybiła godzina "W"
Poczekaj aż podrośnie i pokaż mu swój głupi wpis, to może zrozumiesz.
Winę ponoszą niemieccy barbarzyńcy
W czasie walk zginęło ok 18.000 Powstańców. Ta hekatomba 200.000 zamordowanych cywilów to skutek metod, jakie niemieccy barbarzyńcy zastosowali do stłumienia Powstania. Ci zbrodniarze rzucili do walk oddziały sformowane z kryminalistów, po przejęciu terenu dokonywali masowych czystek ludności cywilnej oraz celowo równali miasto z ziemią. Te bestialskie metody w żaden sposób NIE BYŁY POTRZEBNE z taktycznego punktu widzenia, one służyły jedynie zaspokojeniu niemieckiej żądzy mordu. Jak można być na tyle głupim by winić za to powstańców?! Na czym polegała wina powstańców? Na tym, że wkurzyli Niemców? Co za bezmyślny zarzut, równie dobrze można powiedzieć, że Żydzi są odpowiedzialni za obozy koncentracyjne, bo też czymś wkurzyli Niemców.
W 1939 Warszawa broniła się przez, zdaje się, jakieś 10 dni, walki toczyły się wówczas pomiędzy licznymi, dobrze uzbrojonymi i wyćwiczonymi oddziałami wojskowymi a jednak straty, jakie poniosło miasto są NICZYM w porównaniu do tego, co stało się z Warszawą w 1944. Jeszcze raz podkreślam: działania walczących Powstańców NIE SĄ odpowiedzialne za lawinę niemieckiego bestialstwa, jaka obróciła się na Warszawę. Wyłączną odpowiedzialność ponoszą Niemcy, którzy świadomie podjęli decyzję EKSTERMINACJI ludności Warszawy PRZY OKAZJI tłumienia Powstania.
Od Polaków świętujących narodowe klęski gorsi są samobiczujący się Polacy, którzy uważają, że zasłużyliśmy sobie na każde dokonane na nas bestialstwo.
Brak logiki! Skoro nie mieli sprzętu, to po co się do Powstania zabierali
Powstania Warszawskiego powinniśmy się właściwie wstydzić
Bohaterskie, ale niemądre
Powstanie, choć bohaterskie i wymagające szacunku, było wielką, wielką klęską. Należy o nim pamiętać, ale nie świętować.
Re: Bohaterskie, ale niemądre
Obchody 1 sierpnia nie oznaczają świętowania Powstania tak, jak obchody 1 września nie oznaczają świętowania napadu Niemiec i Związku Sowieckiego na Polskę. Zarówno te pierwsze jak i te drugie uroczystości mają na celu oddanie szacunku, i nic więcej. Jeśli ktoś jest bardziej skłonny do refleksji, to może przy okazji, patrząc na zdjęcia powstańców, pomyśli: jakim Polakiem i człowiekiem będę/byłem ja mając te dwadzieścia parę lat? Powstańcy stawiają wysoko postawioną poprzeczkę, naprawdę warto się dla nich zatrzymać na chwilę, gdy usłyszy się syreny.
63 lata temu wybiła godzina "W"
Dlaczego, kiedy mówi się o Powstaniu Warszawskim większość obcokrajowców myśli o Powstaniu w Gettcie warszawskim w 1943 roku? Wiem to, bo już od lat zamieszkuję w różnych krajach Europy. Sam pochodzę z Warszawy i ten stan rzeczy mnie bardzo rani.
Przez wiele lat Żydzi na całym świecie odnosili się i ciągle odnoszą do swojej walki z wielkim szacunkiem. Oni też nie mieli szans, ale nawet z perspektywy przeminionego czasu nikt z nich nie nazwie owego zbrojnego zrywu "szaleństwem" czy "głupotą", właśnie z uwagi na szacunek dla swoich bohaterów.
Przez wiele lat sami Polacy w Polsce o swoim bohaterskim zrywie... W ankiecie internetowej "Czy jest właściwe, że po raz pierwszy rocznicę Powstania Warszawskiego będzie obchodziło się też w innych miastach i o godz. 17.00 zawyją syreny w 12 innych polskich miastach?" aż 60% Polaków uważa to za niewłaściwe, tylko 27% jest za, a pozostałe 13% nie ma zdania.
Polacy, Polacy! Chcemy, aby nas szanowano w Europie na równi z Anglikami, Francuzami, Niemcami, Włochami, to nauczmy się najpierw szanować samych siebie. Chwała bohaterom Powstania Warszawskiego!!! Przed ich patriotyzmem i ich ofierze chylę czoła do samej ziemi.
xxx
Ale to nie jest smutne wydarzenie. Przez 63 dni Warszawa była wolnym miastem. Trzeba się cieszyć, że mieliśmy tak wspaniałą młodzież.
xxx
Chyba głupią młodzież, która pozwoliła się bez sensu zabić i kompletnie zniszczyć miasto.
xxx
Szkoda, że można o nich mówić tylko w czasie przeszłym - mieliśmy. Powinni żyć i robić dobre rzeczy dla swojego kraju, a nie iść na mięso armatnie, żeby zaspokoić chore ambicje przywódców. Wszak było już po konferencji pokojowej? I podział polityczny i wpływów się już dokonał? To po co było te dzieci posyłać na śmierć?!
xxx
Nikt tych dzieci nie posyłał, oni sami chcieli brać udział w walce o wolną Polskę. Szkoda, że dzisiejsze pokolenie nic za darmo nie zrobi dla własnego kraju.
xxx
Ta nasza "stolica" to zawsze ma wielkie ambicje, ale nie zawsze jej wychodzi, jak się coś chce robić, to trzeba to jeszcze umieć zrobić, a nie rzucać się na coś, co przerasta możliwości. Tak to jest z nimi do dzisiaj, niech się lepiej wezmą do budowy tego stadionu, zamiast ciągle świętować, bo u nas już jest i my jesteśmy już gotowi na 2012. pozdro z Poznania.
xxx
Warszawę odbudowali żyjący Polacy. Gdyby wszyscy dali się wybić w powstaniach, kto by tę Polskę reprezentował?
Opinia do wiadomości: Cała Polska pamięta o warszawskich powstańcach
Ja nie. Polska to kraj żałób narodowych i wspomnień o powstaniach, a mnie interesuje teraźniejszość i mój byt.
Większość komentarzy wskazuje na to jak bardzo upodlony jest ten naród
Powstańcy walczyli o Polskę i o wolność, a nie o koryta i mamonę i oddawali swoje młode życia za ideały, które mają najwyższą wartość. Wstyd mi, że tak wielu rodaków zeszło na psy, a jednocześnie przykro, że Ci którzy mogli stanowić wzorzec moralny zginęli za Ojczyznę, czego tak wielu nie docenia.
Głupota Powstańców
Gdyby nie to Powstanie, moglibyśmy stawić czoła Rosjanom, a tak zostaliśmy zniewoleni na 45 lat, a do dziś odczuwamy skutki, gonimy dopiero Europę
Re: Głupota Powstańców
Fajnie być prorokiem ws. wydarzeń, które już nastąpiły i wszystkie fakty z tego okresu opisano w literaturze, łatwo też oskarżać tych, którzy wówczas podejmowali decyzje; ja sądzę, że Ciebie po prostu nie stać byłoby na takie czyny i na odważne decyzje, dlatego ten brak ubierasz w pozór mądrości; powstanie musiało wybuchnąć i wybuchłoby niezależnie jaką decyzję podjęłoby dowództwo AK, a jego wybuch obnażył cynizm Stalina i jego prawdziwe intencje; niestety jedna rzecz, której nie przewidzieliśmy, to słabość Amerykanów i Brytyjczyków, którzy nie kiwnęli palcem w bucie (chociaż mieli spore środki nacisku), aby zmusić Stalina do zmiany stanowiska. Poza tym, gdyby nie wydano rozkazu do walki, po wojnie propaganda stalinowska miałaby łatwiej w oskarżaniu AK o stanie z bronią u nogi i o sprzyjanie nazistom, żołnierzy AK zaś zesłano by w głąb Rosji i niewielu zapewne by wróciło, no i nie mielibyśmy mitu o bohaterach z Warszawy.
Szacunek i memento. Powstanie było dla Polski ostatnią szansą na wolność
Szacunek i memento. Powstanie było ostatnią szansą, aby upomnieli się o nas alianci z Zachodu - Wielka Brytania i USA. ZSRR pomogło jednak Niemcom w zmiażdżeniu powstania i na pomoc się nie doczekaliśmy. Teraz jest więcej plucia na USA i Wielką Brytanię (tak, te kraje nas opuściły - ostatecznie po Jałcie) niż na ZSRR, który czekał, aż Polacy w Warszawie się wykrwawią. Ciekawe dlaczego teraz bardziej nienawidzi się USA niż ZSRR za politykę w odniesieniu do Powstania Warszawskiego? Przeciez to ZSRR miał jasno sprecyzowany cel - eksterminacja niepodległościowego podziemia i pozbawienie Polski niepodległości...
Tak, trzeba o tym przypominać
Opowiadać młodym o kanałach i urwanych nogach, pokazywać filmy o piekle na ziemi. Po to, żeby młode pokolenia już nigdy nie dały się w takie coś wmanewrować.
Re: Tak, trzeba o tym przypominać
Racja, lepiej siedzieć cicho, pod piecem, choćby nie wiem co się działo, nogi się zachowa, to na pewno.

Moje 3 grosze
Można słusznie zauważyć brak realizmu, jeśli chodzi o cele militarne i polityczne Powstania Warszawskiego. Nie można jednak zgodzić się na to, żebyśmy to my wstydzili się za Powstanie. Przypomnijmy jak zachowali się wrogowie i "sprzymierzeńcy". Oto co powiedział Himmler do Hitlera na wieść o wybuchu Powstania Warszawskiego: „Za pięć, sześć tygodni Warszawa, stolica, głowa narodu, który od siedmiuset lat zagradzał nam drogę na wschód, będzie zgładzona, historycznie rzecz biorąc, problem Polski dla naszych dzieci, dla nas wszystkich przestanie być wielkim problemem” - to zapowiedź eksterminacji ludności Warszawy mimo nieuchronnie nadchodzącej totalnej klęski Niemiec - tak, na przyszłość... zdradza to nieco charakter i odwieczne ambicje narodu Niemieckiego. Związek Radziecki, wbrew przynależności do koalicji antyhitlerowskiej, należy zaliczyć do wrogów Polski (a za chwilę całego Zachodu). Dla Stalina Powstanie było z oczywistych względów pewnym kłopotem, nazywał je awanturą. Zgodnie z planami linia Wisły miała być przekroczona w sierpniu, a wojna mogła zakończyć się znacznie wcześniej. Jednak podstawy podziału Europy na strefy wpływów zostały już ustalone na konferencji teherańskiej 28.11-1.12.43, więc Stalin mógł spokojnie zatrzymać natarcie i poczekać na upadek Powstania. Nie można pominąć sprawy głupiej, nie wyjaśnionej śmierci w Gibraltarze charyzmatycznego polskiego przywódcy gen. Władysława Sikorskiego 4.07.43 - przy jego autorytecie i mądrości politycznej aliantom nie byłoby tak łatwo sprzedać Polski Stalinowi. Anglicy niestety przesunęli klauzulę tajności dokumentów w sprawie tej śmierci (zabójstwa?) do 2050 r., czyżby mieli coś na sumieniu? Wróćmy jednak do spraw związanych bezpośrednio ze stosunkiem do Powstania. Jak wiadomo Stalin odmówił prawa do lądowania samolotom zrzucającym pomoc dla powstańców (broń, lekarstwa, żywność) - nawet tych uszkodzonych przez obronę przeciwlotniczą, co łącznie z koniecznością powrotu w dzień powodowało ciężkie straty wśród lotników. Ta decyzja zaszokowała zachodnich aliantów, ale dobrze pokazuje charakterystyczne i dzisiaj butę i cynizm Rosjan, którzy dla realizacji swoich celów nie liczą się nawet z pozorami. Dodajmy, że w dzisiejszej Rosji planuje się przywrócić pozytywną pamięć o zbrodniarzu - Stalinie. Jeśli chodzi o stosunek aliantów do Powstania i związanej z nim sprawy niepodległości Polski, to nasuwa się tylko jedno określenie - zdrada. Na koniec chciałbym odnieść się do samych bohaterów. Strata ludzi (podobnie jak w Katyniu) była dla Polski niepowetowana. Ale Oni wspaniale walczyli i nie zginęli na darmo. Ta krew jest i pozostanie głęboko w duszy naszego narodu – pamiętajmy, że to nie Polacy walczyli o złą sprawę i to nie Polacy byli zdrajcami, a nasze wartości to wolność i honor. To my mamy prawo do dumy i obowiązek życia zgodnie z tymi wartościami. A jeśli Polska nadal jest dla kogoś problemem, to na pewno problem ten nie zniknie.

GW to GW
Mimo podniosłej chwili nie mogę się powstrzymać od gorzkich słów pod adresem GW. Nie żywię sympatii do tej gazety i wiele od niej nie oczekuję, ale tego rodzaju artykulik, jaki się dzisiaj tam ukazał jest żenujący. Mieszkam w Warszawie i wszyscy moi znajomi, z którymi rozmawiałem, z powagą zachowali się, gdy zawyły syreny, nikt nie przeoczył tej właśnie chwili. Ale lokalna GW znalazła/zmyśliła oczywiście malkontentów, których wrażenia nieco różniły się od większości, starczyło tego na artykuł o lekceważącym, nie licującym z atmosferą rocznicy wydźwięku, oto fragmenty:
Pani Małgorzata: Jestem osobą niepełnosprawną i nie mogę wyjść z domu, a tak bardzo chciałam poczuć atmosferę rocznicy. Nic nie było słychać, a głucha nie jestem. Pan Mirosław: Dlaczego u nas syreny nie trąbiły? Grzesiek, młody chłopak: Przy stacji metra Ursynów też było cicho. Byłem zbulwersowany.
Wielu może wydawać się to śmieszne, ale pewnych chwilach czytanie takich bzdetów może sprawić przykrość.

kwantowekrajobrazy is proudly powered by Jogger | RSS | Design by Ian Main, ported by Patryk Zawadzki.