25.06.2007, 12:20:25
Skrucha - tylko tyle i aż tyle
Niedokończona rewolucja 1989 r. w Polsce daje się strasznie we znaki. W imię fałszywych ideałów: aksamitnego przewrotu, dzielenia się władzą, gloryfikowania zbrodniczych ludzi honoru, grubej kreski i wielu innych patologii zepchnięto poza margines publicznej debaty wstydliwy problem milionów ludzi uwikłanych w dawny system, służących władzy, pełniących tę władzę (czyli służących ZSRR) i czerpiących z tego wymierne korzyści. Zastosowano jedną z tych strasznych socjotechnik jaką jest wpływanie na sposób myślenia ludzi przez nadawanie słowom nowych znaczeń. Słowo lustracja skażono konotacjami takimi jak szambo, gnojki itp. Minęły lata i cel został częściowo osiągnięty. Wielu łajdaków i zdrajców dożywa swoich dni w dostatku i szacunku. Powstają pytania czy warto jeszcze nimi się zajmować, czy nie wystarczy pogarda dla tej części społeczeństwa? Odpowiedź brzmi: warto i wynika ze spraw zupełnie zasadniczych - taką sprawą jest poczucie sprawiedliwości. Nie chodzi już o karanie kogokolwiek a tylko o przywrócenie właściwej oceny dobra i zła. Pamiętajmy, że czarno-biały schemat rzeczywistości jest taką samą skrajnością jak całkowite rozmycie odpowiedzialności za swoje czyny. W imię poczucia sprawiedliwości zło popełnione przez ludzi powinno zostać wskazane i nazwane. Ci, którzy zło popełnili powinni przestać szczycić się swoją zaradnością i ośmieszać tych, którzy złu oparli się. Tylko tyle i aż tyle.
W świetle radosnego karnawału byłych SB-eków i donosicieli i innych aktywistów komunistycznego reżimu, z jakim mamy ostatnio do czynienia, w świetle bezradności demokratycznie wybranych władz wobec siły dawnego systemu, postawa pewnego człowieka budzi swego rodzaju podziw połączony z niedowierzaniem. Mogąc liczyć na wsparcie dyżurnych autorytetów, "Wyborczej" i całej tej ferajny, człowiek ten okazał jednak skruchę za popełnione błędy. Mam tu na myśli pana Janusza Beksiaka, o jego sprawie napisałem tu: PRL, III RP - strach żartować, strach być poważnym.
W "Gazecie Polskiej", która tę sprawę opisała ukazał się niedawno list pana Beksiaka... Aby zachować spójność z wcześniejszym tekstem pozwalam sobie na przytoczenie tego listu wraz z powyższymi refleksjami:
W artykule "Skazany za kawał" ("Gazeta Polska" nr 23 z dn. 6 czerwca br.) Pan redaktor Piotr Lisiewicz przedstawił w skrócie proces sądowy Tadeusza Golisa, w którym skazano go na więzienie za "ośmieszanie Generalissimusa Stalina". Było to w 1951 roku. W tym procesie ja występowałem jako jeden ze świadków oskarżenia.
Było to odrażające wydarzenie, a ofiara została ciężko pokrzywdzona przez nas, uczestników tego procesu. Wstydzę się do dziś swojego udziału w tej sprawie i byłbym szczęśliwy, gdybym mógł uzyskać przebaczenie osób skrzywdzonych.
W tamtym czasie byłem nie tylko młody i głupi, ale dobrowolnie aspirowałem i należałem do rządzących w Polsce komunistycznych organizacji, które ze swej natury miały charakter totalitarno-gangsterski, co niestety pociągało za sobą tego rodzaju zachowania ich członków, nawet jeśli człowiek w głębi duszy nie w pełni je aprobował. To co napisałem nie ma być próbą usprawiedliwienia mego ówczesnego zachowania, tylko wyjaśnieniem, jak ja to widzę dzisiaj.
Byłbym wdzięczny, gdyby "Gazeta Polska" zechciała opublikować ten list.
Janusz Beksiak